Reklama

Lewica: tak wygląda dno

Lewica: tak wygląda dno

11.05.2015
Czyta się kilka minut
Tak źle z lewicą nie było nigdy, nawet uwzględniając okres dwudziestolecia międzywojennego.
Magdalena Ogórek i Leszek Miller, wieczór wyborczy 10 maja 2015 r.
Magdalena Ogórek i Leszek Miller, wieczór wyborczy 10 maja 2015 r. / fot. Witold Rozbicki / REPORTER
P

Póki w II RP odbywały się wybory, które nie były sanacyjną farsą, PPS zdobywała kilkanaście procent. Po 1989 r., kiedy wyczerpana PZPR wystawiła swojego kandydata na prezydenta, dostał on prawie 10 proc. Dziś kandydaci, których dałoby się przy pewnej ekwilibrystyce uznać za lewicowych, Magdalena Ogórek i Janusz Palikot, zdobyli w sumie poniżej 4 proc. głosów. Miarą klęski oprócz słabych wyników jest nieobecność w kampanii języka, który odwoływałby się do egalitaryzmu, solidarności i wspólnotowości jednocześnie. Rządził raczej dyskurs obniżania podatków, przepędzania biurokracji i likwidowania państwa (poza więzieniami). 10 lat temu lewicowe idee były o wiele bardziej widoczne.

Są dwa źródła wyborczej klęski lewicy: zaniechanie i błędne kalkulacje. Zaniechaniem było powstrzymanie się przez Barbarę Nowacką od startu w wyborach. Nie zdecydowała się sprzeciwić liderowi swojej partii – nie pomogła tym jemu, a zaszkodziła sobie. Dziś nie wiadomo, czy otrzyma drugą szansę na wejście do wielkiej polityki, bo zarówno SLD, jak i Ruch Palikota są zdemolowane.

Błędne kalkulacje wiążą się przede wszystkim z Leszkiem Millerem. Lansując Magdalenę Ogórek na kandydatkę lewicową liczył, że wykorzysta miejsce, które stworzyła Nowacka, i ochroni przy okazji własną głowę. Wynik na poziomie 8 proc. zwalniałby go z konieczności tłumaczeń, dawałby punkt wyjścia do jesiennych wyborów i myślenia o koalicji rządowej, jeśli PO z PSL-em nie stworzyłyby samodzielnej większości. Widać jednak, jak zawodzą w polityce kalkulacje, które oparte są na traktowaniu elektoratu jak chłopów pańszczyźnianych.

Co dalej? Odpowiedź jest trudna, bo teraz zaczną się ruchy rozliczeniowe i odśrodkowe. Nazwiska liderów, którzy przymierzają się do zakładania nowych struktur i przywództwa, gwarantują, że ludzie będą mieli poczucie déjà vu. A dobry wynik Kukiza potwierdza, że wyborcy mają dość zgranych polityków.

Nie znaczy to jednak, że lewica powinna naśladować populizm Kukiza: tak naprawdę jego wynik jest tylko potwierdzeniem zjawiska zużywającego się trybuna ludowego. Wcześniej był Palikot, potem Korwin, teraz on. Stawką jest przerwanie tego kołowrotka i połączenie elektoratu sprzeciwu z częścią umiarkowanych wyborców w poszukiwaniu wizji wspólnotowej i egalitarnej zmiany. Jeśli gdzieś widać siły zdolne do wykonania takiej pracy, to są one dziś w ruchach społecznych, np. miejskich, które mogą stać się zaczynem produktywnego, a nie tylko rytualnego protestu.        ©

Maciej Gdula jest socjologiem, publicystą „Krytyki Politycznej”.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Kiedyś pozasystemową opozycję nazywano "zaplutymi karłami reakcji" dziś "zużywającymi się trybunami ludowymi", ale od czasu do czasu fala niezadowolenia zmienia rozdanie, a "karzeł" czy "trybun" który znajdzie się w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu zgarnia wszystko, lepiej by był to muzyk niż malarz.

Spytałem wczoraj pewnego młodzieńca, który głosował na Kukiza czy jest za JOW-ami. On mi odpowiedział: "A co to jest ?" Obawiam się, że taka odpowiedź może być u kukizowców standardem. Pani Ogórek ma przyszłość w poważnej polityce. Chyba jednak jej miejsce jest poza lewicą. Ona nie głosi haseł lewicowych zapewne dlatego, że ich nie podziela ( zwłaszcza tych antyklerykalnych ). Jak znajdzie swoje właściwe miejsce na politycznej scenie to jeszcze rozbłyśnie. A może właśnie u Kukiza bo tam chyba nie ma nadmiaru inteligentnych, doświadczonych politycznie ludzi.

Czyżby nie doceniał pan potęgi irytacji? lub co gorsza uważał, że jej okazywanie to wyłącznie głosowanie na PiS? Europa jest na rozstaju, Polska też, proszę się modlić by irytacja ludów Europy albo opadła, albo wyniosła do władzy muzyków a nie malarzy, chyba pan rozumie subtelność metafory?

Nie sądzę aby dla wszystkich uczestników ostatnich wyborów wrzucenie kartki do urny to był podniosły akt, który należy nabożnie celebrować. Niektórzy postanowili się powygłupiać. Generalnie to ta sama grupa ( oceniając rzecz socjologicznie i psychologicznie ) co wyborcy Stana Tymińskiego przed laty. Jako ciekawostkę powiem, że byłem w czasie tamtych wyborów na polskim statku. Wybory się odbyły. Na 20 członków załogi najwięcej głosów zdobył Tymiński. Głosowali na niego prości marynarze i motorzyści i chyba nikt z oficerów. To, że oficerowie zarabiali kilka razy więcej od marynarzy mogło być rzeczywiście nieco irytujące dla tych pierwszych. Ja nie mam nic przeciw muzykom. Ale polityką na szczeblu krajowym powinni zajmować się profesjonaliści. Kukiz w roli prezydenta albo premiera albo nawet ministra to trochę jednak niepoważne.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]