Reklama

Lektury pobożne

Lektury pobożne

15.11.2006
Czyta się kilka minut
Franciszek podtrzymujący gmach Kościoła - fragment fresku Giotta "Sen Innocentego III" z bazyliki św. Franciszka z Asyżu
K

Kościół nie potrzebuje liftingu

"Przyzwyczailiśmy się do mówienia: »Kościół polski, francuski, wietnamski« itp. A to szkoda, gdyż to sformułowanie nie jest właściwe, a co więcej nadaje tym słowom - w pewnym stopniu - wąski, nacjonalistyczny charakter. Sam autor Apokalipsy napisał: »Kościół, który jest w Efezie, który jest w Smyrnie«. Wszak w rzeczywistości jest tylko jeden jedyny Kościół Jezusa Chrystusa, którego wszyscy jesteśmy synami i córkami i który nas łączy w swoim łonie. Jest to ten sam Kościół, czy znajduje się w Afryce, Azji czy gdziekolwiek indziej. Jest on wszędzie »naszym Kościołem«, który się modli, który cierpi, raduje się, chwali Pana - ożywianym Duchem Świętym Kościołem wiary i sakramentów wiary. »Moim Kościołem, który kocham«".

Mały brat Jezusa Moris o takim właśnie Kościele nam opowiada. O sobie mówi, że choć studiował teologię u dominikanów w Tuluzie, nie jest teologiem; że jest człowiekiem nawróconym, poranionym przez życie, "który w swojej nędzy został doprowadzony do Chrystusa", że wciąż może płakać, bo doświadczył miłosierdzia Bożego i przebaczenia otrzymanego przez posługę Kościoła. Mówi jeszcze, że jest małym bratem Jezusa, obecnie już starszym, który nie pełni posługi duszpasterskiej. Że jest Francuzem z pochodzenia i nie czuje się powołany do krytykowania Kościoła w Polsce, że ten Kościół, który go przyjął, często podziwia, a nie chce go krytykować "szczególnie wtedy, kiedy patrzy na wiarę prostych ludzi".

Dzieli się swoim przeżywaniem Kościoła w jego bogactwie i słabości. Bez złudzeń: "Chodzi (...) o nieuniknione konsekwencje Wcielenia: Jezus oddał swój Kościół ludziom, dobrze ich znając. Sam Piotr, tuż po tym, jak Jezus wychwalał go i przekazał mu »władzę kluczy«, spotkał się z Jego surową naganą: »Idź precz ode mnie, szatanie... gdyż myślisz o tym, co ludzkie, a nie o tym, co boskie« (Mt 16, 23).

I my również dobrze wiemy, jacy jesteśmy osobiście i jakie są nasze wspólnoty. Ten aspekt jest bardzo ważny, gdyż jest widzialnym świadectwem o Kościele. Właśnie na takim poziomie środki masowej komunikacji najczęściej ukazują Kościół. Jako ten, w którym ścierają się różne tendencje".

Przeżywanie Kościoła to dla Brata Morisa historia jego życia. Nawrócenia, poszukiwania swojego miejsca, wstąpienia do wspólnoty Małych Braci, doświadczeń we wspólnotach na Saharze, w leprozorium w Kamerunie i innych krajach afrykańskich, na ubogich przedmieściach Paryża, w Czechach, w Polsce itd. ("Nasze wspólnoty są rozsiane (...) po najdalszych zakątkach ziemi i całkowicie zanurzone w środowiskach często zupełnie obcych tradycji rzymskokatolickiej, a nawet chrześcijaństwu"). Książka nie jest autobiografią, bo Autor nie mówi o sobie. Mówi o Kościele, ale - co jest u nas czymś wyjątkowym - nie wykłada doktryny, nie katechizuje, dzieli się tym, czym żyje; bo tak o Kościele pisać może tylko ten, kto tajemnicą Kościoła żyje.

Bratu Morisowi dobrze znane są zjawiska, które się zwykło interpretować jako kryzys, jeśli nie wręcz zmierzch Kościoła, on jednak prosi, by nie ulegać pokusie zbyt łatwej redukcji wszystkiego do "wymiaru historycznego", ludzkiego, by nie koncentrować uwagi "tylko na zaletach, wadach i słabościach tych, którzy przyjęli ważną odpowiedzialność w Kościele". Piastujący odpowiedzialność czy godność myślą sobie: "to my kierujemy Kościołem", a tymczasem to Duch Święty... Pomaga nam odkryć, że "Kościół to nie stara, pomarszczona i zmęczona pani, która się odmładza przy pomocy makijażu czy liftingu".

Choć, jak zastrzegł na wstępie, nie krytykuje Kościoła w Polsce, to jednak w sposób czytelny, ukazując "nowe oblicze Kościoła" w różnych miejscach świata, pośrednio, z wielką delikatnością ostrzega przed pielęgnowaniem pewnych form instytucjonalnych, kościelnych nawyków, klerykalnej mentalności, stylu sprawowania liturgii, traktowania parafii, roli ludzi świeckich, stosunku do pieniędzy i tak dalej, bo jest to pielęgnowanie przestrzeni już wymarłych lub skazanych na wymarcie, gdy tymczasem - jak uczy często trudne i bolesne doświadczenie innych - rzeki nie wyschły, tylko zmieniły swój bieg pod działaniem Ducha Świętego.

Księży namawiam, by przeczytali to, co Brat Moris pisze o księżach ("ksiądz w żadnym wypadku nie jest jakimś super-chrześcijaninem"); kleryków - o klerykach ("można spotkać młodych ludzi, będących już w seminarium duchownym, którzy czują się w nim nieswojo"); zakonników - o zakonnikach. Wszystkich namawiam do lektury rozdziału o sakramencie pojednania. Rozdziały poświęcone świeckim ("ksiądz nie jest, jeśli można tak powiedzieć, bardziej Chrystusem niż zwykły chrześcijanin") są znakomitym wykładem nauki soborowej, wzbogaconej latami konkretnych doświadczeń Kościoła w różnych miejscach świata. Analiza artykułu młodego ks. Karola Wojtyły o księżach robotnikach może wielu Polakom pozwoli zrozumieć, o co naprawdę tam chodziło i na czym polega wielkość tego eksperymentu. Wyjaśnienia zjawisk występujących w Kościele we Francji - zwięzłe i traktowane jako ilustracja omawianej kwestii - powinny położyć kres kwitowaniu tamtych doświadczeń pogardliwym wzruszaniem ramion lub hałaśliwym osądzaniem, podczas gdy, póki czas, warto się z nich samemu czegoś nauczyć.

W tę medytację o Kościele wplecione są wzmianki, a często szersze opowieści o ludziach Kościoła bliskich Autorowi: Maritainach, Swieżawskich, o jego mistrzach z czasów formacji, o innych, jak ks. Jacques Loew (księża robotnicy), Paweł VI (ułożona przez papieża modlitwa odnaleziona po jego śmierci), ksiądz Jan Zieja ("posuwał się aż do żądania, by oddzielić życie sakramentalne - udzielanie sakramentów - od tego, co mogłoby wyglądać na »zapłatę« za nie"), Jan Paweł II.

Książka, której zaledwie niektóre wątki tu wspomniałem, nie poucza, choć dostarcza mnóstwa wiadomości, nie nawraca, ale zachwyca i otwiera oczy na cudowną rzeczywistość Kościoła, która nas otacza, a której nie umiemy lub nie chcemy zobaczyć. Dlatego się wściekamy albo gorzkniejemy; jak się okazuje, całkiem niepotrzebnie.

Brat Moris, "Wierzę w Kościół", Kraków 2006, Wydawnictwo Esprit;

Franciszek jaśniejący

"Ta praca jest nie tylko piękną biografią historyczną - jedną z najlepszych, jakie dotychczas powstały - na temat świętego Franciszka z Asyżu, ale także stanowi, naszym skromnym zdaniem, wspaniały przykład wielkiej książki historycznej" - napisał autor wstępu, znany włoski mediewista, redaktor niedokończonego dzieła Raoula Mansellego. Manselli (1917-1984) był jednym z najwybitniejszych mediewistów europejskich XX wieku. Od lat 60. prowadził badania nad postacią świętego Franciszka. Ich zwieńczeniem stała się książka "Święty Franciszek z Asyżu. Editio maior", która dziś trafia do rąk polskiego czytelnika.

Wydana w roku 1980 editio minor była w zamyśle autora rodzajem skryptu dla studentów i nie zawierała żadnych przypisów. Przygotowana później, acz nie do końca, editio maior została przez autora gruntownie poprawiona, uzupełniona i wzbogacona o dwa nowe rozdziały. O tym, jak przygotowywano do wydania wielkie dzieło Mansellego, warto przeczytać we wstępie.

Sądzę, że każdy przeczytał coś o św. Franciszku. Wielu z nas ma jakąś ulubioną książkę o nim i sam święty jest w naszej świadomości obecny przez te książki, może jeszcze przez pamięć o miejscach związanych z jego życiem i franciszkańską legendą. Czytając Mansellego, musiałem się rozstać z obrazami ufnie zaczerpniętymi z książki Juliena Greena "Brat Franciszek", którą dotąd uważałem za najdoskonalszą biografię świętego, odpowiadającą temu, co zawierają wydane także w Polsce "Źródła franciszkańskie", czyli najstarsze franciszkańskie dokumenty. O poświęconym owym źródłom rozdziałom w książce Mansellego powiedzieć potrafię tyle, że czytałem je z nabożnym podziwem.

Manselli nie chce pisać hagiografii Franciszka z Asyżu, jest ścisły, chłodny, rzeczowy, krytyczny i, jak to określił Marco Bartoli, "zupełnie świecki". Ale jednocześnie jest zafascynowany Franciszkiem i franciszkanizmem, którego nie można ograniczyć do zjawiska tylko i wyłącznie religijnego. "Dlaczego ten człowiek - a nie wielu innych przed nim i po nim - odpowiedział w sposób najpełniejszy na oczekiwania społeczeństwa, dlaczego jego ludzka postać odpowiedziała na potrzeby, które rodziły się w świadomości rzesz? Trzeba wyjaśnić, kim był ten człowiek, syn bogatego kupca Piotra Bernardone, że w ciągu niewielu lat działalności publicznej - trochę ponad piętnastu - udało mu się zerwać zamknięty krąg społeczności Asyżu i wtargnąć do Kościoła i społeczności europejskiej z porywającą siłą".

Temu poświęcona jest ta książka. W posłowiu do niej Edith Pásztor reasumuje rezultaty. Moim celem nie jest streszczanie monumentalnego dzieła (wydanie polskie liczy ponad 460 stronic) ani jego krytyczna ocena. Chcę jedynie przekazać mój odnowiony zachwyt świętym Franciszkiem i dziełem, jakiego przez niego Pan Bóg dokonał. "Prześwietlony" przez surowego historyka Franciszek świeci nowym blaskiem. Gdyby go zabrakło, wszystko dziś byłoby inne, gorsze: Kościół, Europa i my wszyscy. Tak, Franciszek Bernardone jest dowodem na istnienie Boga.

Raoul Manselli, "Święty Franciszek z Asyżu. Editio maior", przeł., Magdalena Bilińska, Alicja Paleta, Kraków 2006, Wydawnictwo OO. Franciszkanów "Bratni Zew";

Nasza wiara: pytania i odpowiedzi

Pokusa przedstawiania wiary i moralności chrześcijańskiej w postaci odpowiedzi na pytania nie jest nowa. Robili to po mistrzowsku, choć każdy inaczej, Ojciec Malachiasz, czyli Tadeusz Żychiewicz w "Tygodniku" i o. Jacek Salij w miesięczniku "W drodze", robiło wielu innych. Osobliwością książki, o której piszę, jest wiek pytających.

Autor - znany rekolekcjonista młodzieżowy i, jak prezentuje go autor wstępu, "mistrz w dostosowywaniu kościelnych prawd do wciąż zmieniającej się moralności i warunków społecznych", niewątpliwie zebrał autentyczne pytania swoich słuchaczy, może uczennic i uczniów, i przyjął je za punkt wyjścia do gruntownego wykładu. Odpowiedzi roją się od cytatów z Pisma Świętego i dokumentów kościelnych, zwłaszcza Katechizmu Kościoła Katolickiego. Są poważne. Jedynym bodaj w książce akcentem pogodniejszym jest pytanie zamieszczone w tytule. Niestety, nabywcę czeka rozczarowanie. Autor nie potrafi na tytułowe pytanie udzielić odpowiedzi i szczerze przyznaje się do niewiedzy. Potem od sprawy pępków zręcznie przechodzi do pytań dotyczących ewolucji i tu jest naprawdę dobry.

Wyjaśnienie tej kwestii i innych z pogranicza wiary i wiedzy, wykłady o pochodzeniu Biblii,

o karze śmierci czy pornografii, zawierają wiele informacji i są dość przekonujące. Gorzej z pytaniami w rodzaju "Czy wyznanie katolickie jest jedynym prawdziwym?". Porównanie Kościoła katolickiego do autostrady z doskonałymi stacjami paliw (duchowych), motelami (kościoły), duchowym pożywieniem (Eucharystia) i stacjami naprawy (sakrament pojednania), acz sugestywne, może w życiu okazać się nieco ryzykowne. Inne Kościoły są - zdaniem autora - "odgałęzieniami" Kościoła katolickiego utworzonymi przez zwykłych ludzi, a nie przez Jezusa. Wolę nie myśleć, co na to wyznawcy tych Kościołów.

Najsłabszą warstwą książki jest jej warstwa duchowa. Na pytania o miłość Boga, modlitwę, Mszę św. ("Dlaczego Msza św. jest nudna?"), o życie wiarą, grzech, zło w świecie itd. biedne małolaty otrzymują drętwy wykład katechizmu. Ta książka z pewnością uczy i informuje, ale nie rozgrzewa serca. Wykład wiary i moralności w formie pytań (autentycznych!) i odpowiedzi (ortodoksyjnych) ma swoje dobre strony. Pozostaje jednak wątpliwość, czy wiara jest kwestią odpowiedzi, czy raczej kwestią odpowiednio postawionych pytań (bez odpowiedzi).

Matthew J. Pinto, "Czy Adam i Ewa mieli pępki?... i 199 innych pytań od nastolatków", przeł., Anna Wojciechowska, wstęp Jeff Cavins, Częstochowa 2006, Edycja Świętego Pawła.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]