Reklama

Księgarnia, czyli streszczenie świata

Księgarnia, czyli streszczenie świata

11.09.2017
Czyta się kilka minut
„Księgarnie” Carrióna to niezwykła książka, której lektura budzi zarazem zachwyt, znużenie i niepokój.
Charing Cross Road, Londyn, maj 1951 r. HULTON ARCHIVE / GETTY IMAGES
Z

Zachwyt w moim przynajmniej przypadku jest oczywisty. Księgarnia założona przez mojego dziadka w początku lat 20. minionego wieku, która zajęła specjalnie na ten cel przebudowany parter starej kamienicy na rogu św. Krzyża i św. Tomasza, stanowiła dla mnie najpierw miejsce dziecięcych wtajemniczeń, a później – niespodziewanych odkryć. Księgarnia miała profil religijny i do jej działu antykwarycznego trafiały wtedy – myślę o przełomie lat 60. i 70. – całe biblioteki zmarłych księży z prowincji, kryjące w sobie czasem takie skarby, jak zeszyty „Chimery” czy pierwsze wydania młodopolskich poetów.

Trasy młodzieńczych spacerów przez Kraków wyznaczały księgarnie właśnie – by wspomnieć tylko Pegaza przy Dunajewskiego (wtedy 1 Maja), gdzie polowało się na nowości, Tanią Książkę przy Szewskiej, gdzie po 1968 r. trafiły niesprzedane tomy Biblioteki Klasyków Filozofii i album o bóżnicach drewnianych z terenów dawnej Rzplitej, czy świetnie zaopatrzoną dwupoziomową księgarnię w Kamienicy Czynciela na rogu Rynku i placu Mariackiego. I oczywiście antykwariaty, z tym najwspanialszym, prowadzonym przez Stanisława Cieślawskiego przy Sławkowskiej. Jako nastolatek spędzałem w nim godziny, przeglądając półki, odkrywając nieznanych autorów, przysłuchując się rozmowom stałych bywalców i po prostu ucząc się.

Mikrokosmos zamknięty między półkami współkształtował mnie, poszerzał widzenie, prowadził ku innym, odległym przestrzeniom, nic więc dziwnego, że z zachwytem czytam teraz o rozmaitych jego wariantach w innych krajach, językach, kulturach. „Każda księgarnia jest streszczeniem świata – pisze Carrión. – To nie trasa lotnicza, ale wędrówka pośród regałów łącząca twój kraj i jego mowę z odległymi krainami, gdzie mówi się innym językiem. Nie jest granicą państwową, lecz przejściem ku innej topografii i tym samym toponimii, i tym samym epoce”.

Nieład zamierzony

Czemu zaś znużenie? Opowieść Carrióna – skrzyżowanie reporterskiej wędrówki przez kontynenty z historycznym esejem – nie jest przecież nudna. Jest natomiast tak gęsta, że po jej przeczytaniu czujemy się jak strudzony turysta, który po całodziennym zwiedzaniu miasta szczególnie bogatego w zabytki i po pokonaniu paru kilometrów sal muzealnych nie tylko nie czuje już nóg, ale też nie potrafi uporządkować nadmiaru wrażeń kotłujących się w jego biednej głowie. Chcąc okiełznać gąszcz tej narracji, warto wydeptać sobie w nim własne ścieżki, wrócić czasem do fragmentów już przeczytanych, pójść tropem niektórych postaci, porzucając szlak zaproponowany przez autora. Bo – co należy podkreślić – autor nie zostawił nas w księgarnianej puszczy bez kompasu i bez wyraźnego oznakowania szlaku za pomocą tytułów i treściwych opisów piętnastu rozdziałów.

No i oczywiście Carrión świadom jest, że próba ogarnięcia całości i tak skończy się „zredukowaniem jej do części, fragmentów, chaotycznej listy, do dających się odczytać przykładów”. Stąd długi akapit wyliczający, „o czym opowie ta książka”, z którego daję tu fragment: „o pamięci i książkach, o niematerialnym dziedzictwie i jego wcieleniu się w tworzywo podlegające unicestwieniu, o Księgarni i Bibliotece niczym Janus o dwóch obliczach, o cenzurze niezmiennie policyjnej, o bezpaństwowych przestrzeniach, o księgarni jako kawiarni lub domu (...), o potędze spotkania w świecie książki i jego erotycznym uroku, o czytaniu jako o obsesji i szaleństwie, ale także bezwiednym impulsie lub komercji (...), o świecie jako księgarni i księgarni jako świecie, o ironii i powadze, o dziejach wszystkich książek i każdej z osobna, z imionami i nazwiskami na okładce”... Czyli o wszystkim – czego rezultatem jest heterotopia, zamierzony nieład, który powoduje, jak pisze cytowany przez autora Michel Foucault, że „wielka liczba możliwych ładów migocze w pozbawionym praw i geometrii wymiarze heterokliczności”.

Z Paryża na Ziemię Ognistą

Co z tego teraz wybrać i przy czym się zatrzymać? Mogą to być przystanki oczywiste, jak dwie sławne paryskie księgarnie: La Maison des Amis des Livres założona przez Adrienne Monnier w 1915 r. i młodsza o cztery lata Shakespeare and Company Amerykanki Sylvii Beach, obie działające przy tej samej rue de l’Odéon. Obie stały się szybko miejscami przyciągającymi jak magnes ważne postacie czasu świetności epoki modernizmu i zarazem ośrodkami wpływającymi na jego rozwój.

Adrienne Monnier wydawała własne pismo, Sylvia Beach zaryzykowała cały swój majątek, aby wydać „Ulissesa” Joyce’a, którego uważała za największego pisarza swoich czasów. W obu lokalach roiło się od sławnych gości, odbywały się odczyty, wystawy i recitale muzyczne. Shakespeare and Company – pisze Carrión – „wchłonęła galerię sztuki, bibliotekę, hotel, a także ambasadę: Beach chwaliła się zakupem największej w całym Paryżu flagi Stanów Zjednoczonych”... Miejscem równie oczywistym będzie mekka pokolenia bitników, założona przez poetę Lawrence’a Ferlinghettiego księgarnia City Lights w San Francisco, spokrewniona zresztą ze swoim paryskim wzorem.

O tym już czytaliśmy, choć pewnie nie wszyscy. Dla czytelnika polskiego odkryciem będą na pewno partie książki poświęcone księgarniom Ameryki Łacińskiej od Meksyku i Gwatemali po Urugwaj, Argentynę i Chile, ich roli w budowaniu wspólnoty pisarzy, którzy w latach 60. i 70. podbili świat włącznie z Polską, a także w tworzeniu oaz wolności pod rządami kolejnych dyktatur.

Temat biblioteki u Borgesa analizowano na wszelkie możliwe sposoby; Carrión przypomina, jak istotną rolę w prozie latynoamerykańskiej, np. u Cortazara, Limy czy Bolaña, odgrywają księgarnie i jak silne podteksty, także erotyczne, kryją się w motywie pokonywania księgarnianego labiryntu. „Nagromadzenie doświadczeń jest niczym sumowanie się lektur – pisze, komentując fragment „Raju”, wielkiej powieści Lezamy Limy. – Ich ślad jest wirtualny, jest czystą pamięcią. Kradzież lub kupowanie książek albo przyjmowanie ich w prezencie oznacza zawładnięcie nimi: dla systematycznego czytelnika układ jego biblioteki jest zrozumiały i jeśli nie odzwierciedla całego jego życia, to przynajmniej oddaje proces dojrzewania, formowania się jako osoby w wieku młodzieńczym, kiedy to zawładnięcie jest decydujące”.

Dalej wędrujemy z Carriónem do kosmopolitycznego Tangeru lat 50., miasta pisarzy i gejowskiej mekki. Do Melbourne i Sydney w Australii, do Kapsztadu i Johannesburga w Republice Południowej Afryki. Śladem Bruce’a Chatwina przez Patagonię aż do miasta Ushuaia na Ziemi Ognistej. Do księgarń tak osobliwych jak wenecka Acqua Alta z ogromną gondolą pośrodku przepełnioną używanymi książkami i zapleczem zalewanym przez wodę kilka razy do roku, dlatego nad podłogą zbudowano tu drewniane pomosty.

Księgarnia jako muzeum?

Autor wspomina też księgarnię, której dotąd nie odwiedził, a która wskazywana jest w rankingach jako idealna: to Boekhandel Selexyz Dominicanen w holenderskim Maastricht, w zaadaptowanym w 2007 r. gotyckim wnętrzu dominikańskiego kościoła. Wspomina ze sceptycznym komentarzem: być może to arcydzieło architektury i designu, skąd jednak miano nadzwyczajnej księgarni? „W powszechnym rozumieniu oryginalny obraz ważniejszy jest od treści. (...) Rozdział między wspólnotą czytelników zapewniających byt księgarni a rzeszą turystów przetaczających się przez nawę wyłącznie po to, by sfotografować wnętrze, jest symbolem księgarni XXI wieku”.

Właśnie – czy jest jeszcze miejsce na kameralne księgarnie pełniące rolę kulturo- twórczą, jak niegdyś Shakespeare and Company? Nadeszła pora, by się wytłumaczyć ze słowa „niepokój”. Carrión doprowadza swoją opowieść do czasów współczesnych: czasów triumfu sieci księgarskich i zwycięskiego marszu książki elektronicznej. „Doczekaliśmy epoki powolnego zanikania papierowej książki, tak powolnego, że być może ten proces nigdy się nie zakończy” – zauważa. I zaraz, jakby z przekory, daje osobliwy przykład: oto w krainie, skąd w średniowieczu Chrétien de Troyes czerpał materiał do swoich powieści, w bretońskim Bécherel powstało ostatnio 17 księgarń i galerii związanych ze sztuką kaligrafii. Oczywiście, to polityka turystyczna, a Bécherel należy do sieci osad księgarskich znajdujących się też w Walii, Szkocji, Luksemburgu, Belgii czy Finlandii. „Odwrócenie dawnego procesu: przeżywająca głęboki kryzys ekonomiczny biblioteka ze swoimi ludotekami i wideotekami ma się dziś lepiej niż kiedykolwiek, z kolei księgarnia, aby przetrwać, zmienia się w muzeum” – komentuje melancholijnie.

I jeszcze jeden przykład: symboliczna zmiana blisko stuletniej księgarni Catalònia w pobliżu barcelońskiego placu Cataluña w McDonalda. „Prawdopodobnie nie jest ona pierwszą księgarnią przekształconą w fast food, ale jest jedynym przykładem takiej metamorfozy, której byłem świadkiem. (...) Dzień po dniu obserwowałem znikanie książek, ogołacanie regałów, pokłady kurzu, tego śmiertelnego wroga książek, ale tych już tu nie było, bo stały się widmem...”. Carrión, który w „Księgarniach” jest po równi historykiem, antropologiem, socjologiem i reporterem niestroniącym od polityki – pisze przecież o ZSRR i Niemczech Hitlera, NRD, Chinach, Kubie i Wenezueli – pamięta o paleniu książek (wśród licznych mott jest i cytat z „451 stopni Fahrenheita” Raya Bradbury’ego), ale dostrzega też inne niebezpieczeństwa.

Tak, niepokój. Książka oczywiście przetrwa, choć przyjmować będzie nowe postacie. Czy jednak tradycyjne księgarnie nie są skazane na zagładę, nawet jeśli w nieskończoność wzbogacać się będzie ich asortyment, a równocześnie urządzać w nich przytulne kawiarenki, pokoje do cichej pracy, miejsca zabaw dla dzieci i salki, w których zaproszeni pisarze będą mogli spotkać się z czytelnikami? Handel internetowy odbiera im tak wielu klientów, że utrzymanie się na rynku, zwłaszcza w centrach miast, gdzie wprawdzie potencjalnych kupujących jest najwięcej, ale czynsze są niemożliwie wyśrubowane, staje się niekiedy niemożliwe.

Krakowskie księgarnie, o których wspomniałem, dawno nie istnieją. W obrębie Plant nie ma już żadnej z pełnym asortymentem. Ostatnią zamknięto kilka miesięcy temu, i była to jedyna polska księgarnia, o której wspomniał Carrión – zrobił to zresztą z powodu jej (wątpliwej nieco) metryki sięgającej XVII w. Lokal dawnego Gebethnera, potem Domu Książki, a w końcu Matrasa, stoi teraz pusty. Podobno właściciel domu chce, by w zabytkowym wnętrzu nadal istniała księgarnia, podobno toczą się rozmowy z potencjalnymi najemcami. Zobaczymy – na razie to jednak memento i smutny aneks do książki Carrióna. ©℗

TOMASZ FIAŁKOWSKI (ur. 1955) jest redaktorem „Tygodnika Powszechnego” (wcześniej redagował miesięcznik „Znak”) i krytykiem. Opublikował tom rozmów ze Stanisławem Lemem („Świat na krawędzi”), ostatnio opracował korespondencję Wisławy Szymborskiej i Kornela Filipowicza („Najlepiej w życiu ma Twój kot”). Prezes Fundacji Jerzego Turowicza, juror Nagrody Literackiej Nike.

Jorge Carrión (1976) – hiszpański pisarz i eseista, autor książek podróżniczych. W tym roku ukazała się pierwsza jego książka w języku polskim pt. „Księgarnie”.

Księgarnie znikają z naszych miast. Z roku na rok jest ich coraz mniej – nawet tam, gdzie lokalne władze wdrażają programy pomocowe dla sprzedawców książek. Jorge Carrión zajmuje się historią tych wyjątkowych miejsc, w których czytelniczki i czytelnicy nie tylko kupują nowości wydawnicze, ale także snują niekończące się rozmowy o literaturze. Czy los księgarń jest przypieczętowany? Czy w dobie sprzedaży internetowej księgarnia może się utrzymać? A jeśli tak, to jakie warunki muszą zostać spełnione? To tylko część pytań, na które podczas Festiwalu Conrada odpowie Jorge Carrión. Spotkanie z nim będzie interesujące nie tylko dla specjalistów zajmujących się rynkiem książki w Polsce i na świecie, ale dla każdego, kto przed zakupem książki lubi wziąć ją do ręki i porozmawiać na jej temat z księgarzem.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

jako może nie najbardziej namiętny pochłaniacz lektur, za to absolutny fan księgarni. Takie miejsca jak Blackwell's przy Broad Street w Oksfordzie wsysają mnie na całe godziny, ale akurat księgarnia w podominikańskim kościele w Maastricht jest zwykłym "empikiem", wyróżniającym się tylko szczególną lokalizacją. Nawet nie "arcydzieło designu". Przeciwnie, wielka metalowa konstrukcja w głównej nawie - niezbędna dla zwiększenia powierzchni handlowej - w zasadzie unicestwia jej architekturę. Kiedy tam byłem, nad kawiarnia urządzoną w prezbiterium unosił się wielki znak zapytania z białych balonów - przypadkiem dobry komentarz do całości ;)
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]