Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Książki nie płoną

Książki nie płoną

16.04.2018
Czyta się kilka minut
Istnieją pojęcia znajdujące się w ciągłym kryzysie. Jednym z nich jest bez wątpienia prawda.
Donald Trump jako kandydat na prezydenta podczas wiecu wyborczego w North Charleston, Południowa Karolina, 19 lutego 2016 r. JIM WATSON / AFP/ EAST NEWS
H

Historia tego pojęcia, gdyby ktoś zechciał ją napisać, byłaby opowieścią o największej z naszych nadziei i zarazem największym z rozczarowań. Stworzone w ciągu wieków definicje prawdy układają się w rodzaj labiryntu, w którym błądzimy z nadzieją, że wreszcie uda nam się znaleźć formułę uniwersalną i niepodważalną. Ciągłe porażki, które ponosimy na tym odcinku, mimo że frustrujące, powinniśmy jednak przyjmować z wdzięcznością, to bowiem dzięki nim z jednej strony cały czas rozwijamy dziedzinę, z drugiej zaś zachowujemy (nie wszyscy i nie wszędzie, ale jednak) dystans wobec fundamentalizmu.

Widmo prawdy nawiedza nas od tysiącleci. Wciąż się o nią kłócimy, o nią toczą się intelektualne spory i wojny, w jej imię podejmujemy wysiłek budowy świątyń i więzień. Pozostaje dla nas efemeryczna i trudno uchwytna, a jednak nawet zanegowana – wciąż powraca. Zarówno ci, którzy żywią przekonanie o możliwości poznania prawdy, jak i ci, którzy to przekonanie odrzucają, są na nią skazani.

Prawda w epoce postprawdy

Mówić o prawdzie w 2018 r. nie jest łatwo. Swego czasu obiecywano nam, że nie będzie już do niczego potrzebna, że jest reliktem przeszłości, dla którego w ponowoczesnym świecie nie ma miejsca. Być może dlatego samo słowo „prawda” wydaje się dziś nazbyt patetyczne, a nawet banalne. Nastały jednak czasy (można się było tego spodziewać), które zmuszają do podjęcia refleksji nad znaczeniem podstawowych kategorii. Parafrazując popularne powiedzenie: jeśli nie będziesz interesował się losami prawdy, prawda zainteresuje się tobą. A raczej – staniesz się obiektem zainteresowania ludzi, którzy wiedzą, jak zrobić z jej zmanipulowanej formy niebezpieczną broń.

Tym bowiem rodzajem oręża są nowe mechanizmy wytwarzania treści, które określa się mianem „postprawdy” lub „fake newsów”. Żeby się przed nimi obronić, musimy najpierw zrozumieć ich sposób działania.

Przykładem polityka, który z postprawdy i fake newsów uczynił fundament swojego działania politycznego, jest ­oczywiście Donald Trump. Wystarczy jeden obrazowy przykład: podczas pierwszej samodzielnej konferencji prasowej prezydent elekt ogłosił, że oto odniósł największe zwycięstwo w wyborach od czasów Ronalda Reagana. Jeden z dziennikarzy błyskawicznie zripostował, zwracając uwagę na fakt, że w 2008 r. Barack Obama miał o 61 głosów więcej. Trump półgębkiem dodał, że chodziło mu o kandydatów z Partii Republikańskiej. Na to inny dziennikarz przypomniał znacznie wyższe zwycięstwo George’a H.W. Busha z 1988 r. Zapytał też, jak obywatele mają wierzyć prezydentowi, który kłamie. Trump bronił się argumentując, że ktoś mu takie informacje przekazał.

To pierwsze starcie z dziennikarzami – tylko na pozór przegrane przez Trumpa – było interpretowane na różne sposoby. Dla zwolenników prezydenta, gotowych na przyjęcie od niego każdej – nawet najbardziej fantastycznej – informacji, słowa te stały się impulsem wzmacniającym radość z politycznej zmiany. Dla przeciwników sytuacja oznaczała koniec epoki, w której politycy jeśli nie wstydzili się kłamać, to przynajmniej starali się lepiej swoje nieprawdy maskować. Najradykalniejsi krytycy twierdzili, że oto społeczeństwo otrzymało dowód na patologiczną skłonność Trumpa do kłamstwa, która powinna stać się podstawą jego odwołania. Nikt jednak nie przypuszczał, że maszyna do wytwarzania fake newsów dopiero się rozkręca.

Na czym polega skuteczność tego mechanizmu? Tak jak fotomontaż towarzyszy fotografii od momentu jej wynalezienia, tak fałszywe wiadomości nierozerwalnie wiążą się z historią polityki i dziennikarstwa. To element każdej wojny informacyjnej, której celem jest upowszechnienie konkretnego obrazu rzeczywistości. Fake news to jednak nie to samo, co kłamstwo. Powołując się na tajemnicze źródło, Trump zmienił kwalifikację swojego czynu: nie powiedział nieprawdy, lecz popełnił informacyjny błąd, który może się przecież przydarzyć każdemu. Część odbiorców zareagowała oburzeniem, ale byli też tacy, którzy nie zauważyli sprostowania dziennikarzy i wzięli słowa prezydenta na serio. I właśnie to było celem. Za pomocą kategorii „postprawdy” (przez redaktorów Słownika Oksfordzkiego uznanej za słowo roku 2016) opisujemy sytuację, w której nie fakty, lecz emocje mają decydujące znaczenie dla kształtowania opinii jednostek i zbiorowości, intensywność samego spektaklu zaś jest dużo ważniejsza niż obiektywne dane. Chodzi o wciągnięcie odbiorców do gry, w której emocjonalne pobudzenie skłania ich do uznania za prawdę czegoś, co urąga logice lub stoi w jawnej sprzeczności ze zweryfikowanym obrazem rzeczywistości. Dla kogoś, kto posługuje się postprawdą jako narzędziem politycznego działania, już samo współwystępowanie obok siebie różnych wersji zdarzeń jest sukcesem. Sytuacja taka czyni społeczeństwo podatniejszym na manipulację.

Szybkość rozprzestrzeniania się i siła oddziaływania fake newsów w świecie, w którym każdy może zostać własnym wydawcą, jest potężna. Czy w konfrontacji z nimi jesteśmy całkowicie bezradni? Otóż nie. To, co decyduje o skuteczności fake newsów, stanowi zarazem ich słabość. Usieciowiona społeczność internetu jest oczywiście podatna na manipulacje, ale potrafi także wykształcić nowe mechanizmy obrony. Pierwsza fala fake newsów zaatakowała z zaskoczenia. Szybko jednak pojawiły się instytucje weryfikujące prawdziwość wytwarzanych informacji. To żmudna i trudna praca, w której kluczową rolę odgrywa edukacja upowszechniająca wiedzę na temat nowych technologii komunikacyjnych oraz narzędzi umożliwiających krytyczne rozumienie określonych komunikatów.

Końce historii

Powszechnie krytykowany Francis Fukuyama ostatecznie nie pomylił się aż tak bardzo, jak się zazwyczaj uważa (a przynajmniej nie we wszystkim). W kontrowersyjnym eseju „Koniec historii” postawił tezę, zgodnie z którą w przyszłości żadna doktryna ani system polityczny nie będzie w stanie zagrozić liberalnej demokracji. Jego argumentacja miała na celu przede wszystkim ukazać społeczną efektywność mariażu między tą formą rządów a kapitalizmem. Książka miała zatem charakter propagandowy. Mimo wszystko jednak trzeba Fukuyamie oddać sprawiedliwość: do dziś nie pojawił się żaden projekt polityczny, który mógłby zagrozić status quo, przynajmniej na Zachodzie. Fundamentalizm religijny, choć niebezpieczny i groźny, z zachodniej perspektywy zawsze będzie siedliskiem zła i jako przeciwnik posłuży do umocnienia panującego w tej części świata porządku ekonomiczno-ideologicznego.

Nie znaczy to, rzecz jasna, że liberalna demokracja rozwija się w płynny i efektywny sposób. Przeciwnie – jest pogrążona w kryzysie, którego źródeł nie powinniśmy szukać na zewnątrz, lecz w samym sercu Zachodu. Fala populizmu, która w USA dała władzę bezczelnemu i cynicznemu kłamcy, doprowadziła do brexitu i nieustannie zagraża wszystkim państwom Unii Europejskiej, nie jest efektem pojawienia się nowej formy rządów, lecz wynika wprost z wadliwego sposobu funkcjonowania neoliberalizmu.

„Populista” to chyba najczęściej używana obelga w debacie publicznej każdej demokracji, aczkolwiek tej łatki nie da się połączyć z konkretną opcją polityczną (poglądy są tu zawsze wtórne względem modelu działania). Populistą jest każdy, kto uważa się za wykonawcę woli narodu (nazywanego również „ludem” czy „suwerenem”). W demokracji władza jest jedynie reprezentacją społeczeństwa wyłonioną większością głosów – nigdy, nawet gdyby otrzymała 100 procent głosów, nie jest „głosem ludu”. Populista to ten, kto twierdzi, że prawdę ma zawsze po swojej stronie, co jest jednoznaczne z wykluczeniem niezbędnego dla każdej demokracji dialogu.

Żywe biblioteki

Dlaczego temat prawdy podejmowany jest na festiwalu literackim? Z dwóch powodów. Pierwszy jest prosty (co nie znaczy, że oczywisty): od samego początku Festiwal Conrada jest przestrzenią, w której za pomocą narzędzi literackich prowadzona jest refleksja na temat najważniejszych i najdotkliwszych problemów współczesnego świata, a problem prawdy ze wszech miar mieści się w tej grupie. Po drugie literatura jest polilogiem: ścierają się w niej różne głosy i wyrażane za ich pomocą stanowiska, niekoniecznie polityczne. Populizm uniemożliwia debatę, wszelkimi środkami stara się do niej nie dopuścić, zastępując ją monologiem, z którego wyłania się homogeniczna wizja świata zarezerwowanego dla pewnej grupy ludzi (pozostali są z niego wykluczani). Literatura prowokuje debatę, inspiruje do sporu, pozwala rozwijać umiejętność krytycznego myślenia.

Jeśli wszystkie formy manipulacji są przede wszystkim przemocą dokonywaną na języku, to literatura – chroniąca język – daje narzędzia, za pomocą których można odeprzeć populistyczną nawałnicę. Przypomnijmy oczywistość: każda książka pisana jest z innej niż nasza perspektywy, dlatego też daje nowe możliwości percepcji. Im więcej punktów widzenia, im szerszy ogląd świata, tym skuteczniejsza obrona przed informacyjną manipulacją.

W wydanej w 1953 r. powieści „451 stopni Fahrenheita” Ray Bradbury przedstawia nieodległą przyszłość, w której ludzie, za sprawą farmakologii i łatwego dostępu do prostych rozrywek, żyją we względnej szczęśliwości. Władza, choć oczywiście autorytarna, nie gnębi w żaden wymyślny sposób swoich obywateli. Wręcz przeciwnie – zapewnia im beztroskie i przyjemne życie. Nie jest to więc ponury świat totalitaryzmu i permanentnej inwigilacji, który znamy z „Roku 1984” Orwella, ani obowiązkowego hedonizmu z Huxleyowskiego „Nowego wspaniałego świata”. Jedyny przejaw bezpośredniej opresji ze strony władzy dotyczy zakazu posiadania książek. Każdy, kto ukrywa choćby niewielki tom, uznawany jest za wywrotowca.

Stanisław Lem naigrywał się z wizji Bradbury’ego jako zbyt łagodnej, ale według mnie to właśnie ona najlepiej wytrzymała próbę czasu. W „451 stopniach Fahrenheita” władzy nie reprezentuje żadna scentralizowana instytucja. Nawet strażacy, którzy nie gaszą pożarów, tylko palą resztki biblioteczek, robią to raczej na pokaz. Żadna z góry narzucana propaganda nie jest potrzebna, bo wraz z książkami zniknęła również potrzeba krytycznego myślenia i dyskusji.

Ta rozkosznie prosta (ale wcale nie naiwna) historia być może lepiej pasuje do naszych czasów niż do rzeczywistości lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Guy Montag – główny bohater, świeżo nawrócony na czytanie strażak – ucieka z miasta i dołącza do grupy podobnych sobie odszczepieńców, którzy raz zetknąwszy się z literaturą, nie są w stanie wrócić do poprzedniego życia. Dysydenci nie przechowują jednak bezcennych książek – byłoby to zbyt niebezpieczne. Zamiast tego – podobnie jak intelektualiści pod sowieckim jarzmem – uczą się ich na pamięć, zamieniając własne umysły w żywe biblioteki. U Bradbury’ego to jedyna forma oporu wobec opresyjnej miałkości i bylejakości otaczającego świata.

Jedyna, ale najskuteczniejsza. ©

MICHAŁ SOWIŃSKI (ur. 1987) jest doktorantem na Wydziale Polonistyki UJ, redaktorem literackim w zespole organizacyjnym Festiwalu Conrada, redaktorem w wydawnictwie Korporacja Ha!art, współtwórcą (obok Katarzyny Trzeciak) audycji literackiej „Book’s not dead” w radiu radiofonia.net.

AGNIESZKA TABORSKA (ur. 1961) jest pisarką, tłumaczką, historyczką sztuki i romanistką. Autorka m.in. „Sennego żywotu Leonory de la Cruz”, „Abecadła Topora”, „Okruchów amerykańskich” oraz „Wieloryba, czyli przypadku obiektywnego”, a także kilku książek dla dzieci wydanych w Polsce, Korei, Japonii oraz Niemczech, m.in. „Rybaka na dnie morza”. Od 1988 r. wykłada historię sztuki w Rhode Island School of Design w Stanach Zjednoczonych.

22 kwietnia będzie gościem Conrad Festival w Krakowie.

WOJCIECH JAGIELSKI (ur. 1960) jest dziennikarzem, redaktorem „Tygodnika Powszechnego”. Wcześniej wieloletni pracownik Polskiej Agencji Prasowej, były publicysta „Gazety Wyborczej”, współpracownik BBC oraz „Le Monde”. Świadek najważniejszych wydarzeń politycznych przełomu wieków na całym świecie. Relacjonował rozpad rosyjskiego imperium, kres apartheidu w RPA, połączenie Hongkongu z Chinami, wojny, zamachy stanu, upadki dyktatorów w Afryce i Azji. Autor książek o Kaukazie („Dobre miejsce do umierania”, 1994, wydanie uzupełnione 2005), Czeczenii („Wieże z kamienia”, 2004, wydanie rozszerzone 2008, międzynarodowa nagroda „Literatura z frontu” 2007 przyznawana przez miasto Cassino we Włoszech), Afganistanie („Modlitwa o deszcz”, 2002, nominowana do Nagrody Nike 2003, zdobyła Nagrodę im. ks. Józefa Tischnera, Nagrodę Czytelników w konkursie Podporiusz 2003 oraz Bursztynowego Motyla w Konkursie im. Arkadego Fiedlera) oraz Ugandzie („Nocni wędrowcy”, 2009). W 2018 r. do księgarń trafił jego najnowszy reportaż, tym razem poświęcony Indiom, czyli „Na wschód od zachodu”.

W programie tegorocznej edycji Festiwalu Conrada znajdzie się pasmo poświęcone prawdzie, w ramach którego odbędą się tematyczne dyskusje oraz warsztaty (zarówno dla młodzieży, jak i dla dorosłych) z weryfikowania informacji medialnych oraz przekazów pojawiających się w przestrzeni publicznej. W dyskusjach i warsztatach wezmą udział m.in. Agnieszka Taborska, która przedstawi zjawisko prawdy z perspektywy twórczyni fikcji literackiej, oraz Wojciech Jagielski, który o prawdzie opowie z perspektywy dziennikarza.

Galeria zdjęć

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk literacki, stale współpracuje z Tygodnikiem Powszechnym. Redaktor literacki Conrad Festival, doktorant na Wydziale Polonistyki UJ. Prowadzi podkast literacki „Book’s not dead”.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]