Powieść, którą wszyscy znają, a przynajmniej o niej słyszeli, w dodatku napisana ponad trzysta lat temu – książką tygodnia? Czy to nie dziwactwo? Niekoniecznie. „Niewiele jest dzieł w historii literatury światowej, które pozornie znane są niemal każdemu, a w rzeczywistości mało komu” – pisze o „Robinsonie” Jakub Lipski. I uświadamia nam, że historia pobytu bohatera na bezludnej wyspie zajmuje zaledwie połowę pierwszego tomu, a tomu trzeciego w ogóle dotąd po polsku nie mieliśmy.
Robinson Crusoe: początek nowego gatunku
No i teraz mamy. Zatytułowany jest „Poważne rozważania poczynione w trakcie życia oraz zadziwiających przygód Robinsona Crusoe przedstawione wraz z Wizją anielskiego świata Jego własną ręką spisane”. Przygód więcej nie będzie, za to otrzymujemy, można by rzec, w formie moralistyczno-filozoficznych wywodów teoretyczną podbudowę tego, co otrzymaliśmy wcześniej. Sam Robinson Crusoe (o skomplikowanych relacjach bohatera z autorem należałoby napisać osobno) tłumaczy, że „niniejszy tom nie pojawił się bynajmniej jako kontynuacja dwóch wcześniejszych części. Przeciwnie, dwa pierwsze tomy mojego dzieła wyrosły z myśli zawartych w części trzeciej. Wszak to przypowieść rodzi się jako ilustracja moralnej lekcji, a nie na odwrót”.
Przypowieść? A co w takim razie z powieściowym realizmem? W końcu Ian Watt widział w „Robinsonie” pierwszą powieść w literaturze światowej. Większość badaczy nie idzie tak daleko, a nawet w obszarze anglojęzycznym feministki odbierają Defoe pierwszeństwo na rzecz Aphry Behn. „Robinson Crusoe” jako przypowieść religijna, jako mit cywilizacyjno-imperialny, jako narracja autobiograficzna, ale też jako początek gatunku robinsonady – wszystkie te tematy rozważa Jakub Lipski i pisze zarówno o ogromnym czytelniczym sukcesie powieści, jak o jej admiratorach (Rousseau) i krytykach (np. Swift).
Swoją drogą – fakt, że optymistyczne i poniekąd dydaktyczne przesłanie „Robinsona” utorowało mu, po pewnych operacjach na tekście, drogę do młodego czytelnika, zupełnie nie dziwi. Jak to się jednak stało, że jedno z najmroczniejszych i najbardziej pesymistycznych dzieł literatury światowej, czyli Swifta „Podróże Guliwera”, też (choć mocno wykastrowane) trafiło do dziecinnego pokoju – zrozumieć nie potrafię.
Daniel Defoe, ROBINSON CRUSOE, przekład Józef Birkenmajer, nieznany tłumacz, Michał Lachman. Wstęp i opracowanie Jakub Lipski. Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 2025, ss. CVIII + 1122. Biblioteka Narodowa seria II nr 267.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















