Krzyk trąb jerychońskich

Jordi Savall: Muzyka może burzyć mury, przemieniać ludzkie charaktery - nawet te okrutne. Sama w sobie nie jest dobra ani zła, ale jej piękno może być wykorzystane również jako inspiracja do złych czynów. Rozmawiał Witold Bobiński

07.04.2009

Czyta się kilka minut

Witold Bobiński: Jerozolimę postrzega się jako miejsce narodzin trzech wielkich monoteistycznych religii. Czy możemy w niej również "dosłuchać się" źródeł muzyki, także tej europejskiej? Takie założenie zdaje się stać za Pana projektem "Jérusalem", który wysłuchaliśmy w czasie Festiwalu Misteria Paschalia...

Jordi Savall: Rzeczywiście, kulturowe dziedzictwo Jerozolimy ma także charakter muzyczny, można się w nim doszukać źródeł wielu historycznych czy "regionalnych" odmian muzyki - orientalnej i europejskiej. W łączności z Jerozolimą kształtowała się muzyka żydowska, muzyka dawnego Bizancjum, liturgiczne śpiewy islamu, także muzyka Ormian czy średniowieczna pieśń rycerska. Jerozolima jest miejscem, w którym każda z tych odmian muzyki miała swój czas. Celem naszego projektu było jednak nie tyle stworzenie historycznego wizerunku Jerozolimy, ile raczej złożenie hołdu temu miastu. Chcieliśmy, by muzyka stała się ewokacją charakteru miasta w kluczowych momentach jego dziejów.

W jaki sposób rekonstruował Pan brzmienie najstarszych utworów, pochodzących sprzed setek, a nawet tysięcy lat? Nie dysponujemy wszak zapisami tej muzyki...

W przypadku muzyki islamskiej poszukiwaliśmy tej tradycji śpiewania, która byłaby najbliższa jerozolimskiej, istnieje bowiem wiele tradycji muzułmańskiego śpiewu - na przykład północnoafrykańska czy ta pochodząca ze Stambułu. Jeśli chodzi o psalmy, znamy wiele melodii, które do tych tekstów układano, najstarsze zachowały się w ustnej tradycji. Wysłuchaliśmy wielu ich wersji, decydując się w końcu na tę, którą zaprezentował Lior Elmalich, ponieważ jego śpiew jest oparty na starożytnej tradycji pielęgnowanej przez setki lat w gminach żydowskich w północnej Afryce, tradycji, która nie uległa żadnym zmianom, wpływom kulturowym. Odwoływaliśmy się również do fantastycznych wręcz informacji zawartych w dziele jednego z największych muzykologów XIX w., Abrahama Zebiego Idelsona. Jego "Thesaurus of Hebrew Oriental Melodies", wydawany od 1914 do 1934 r., zawiera plon podróży, podczas której przewędrował Afrykę Północną i Iran, zapisując muzykę gmin żydowskich w jej dawnym brzmieniu. Z tego źródła zaczerpnęliśmy dawną aramejską muzykę do pochodzącego z III w. p.n.e. greckiego tekstu "Przepowiedni Sybilli". W przypadku utworów należących do tradycji chrześcijańskiej, w której - w przeciwieństwie do kultury Orientu - muzykę zapisywano, wykorzystaliśmy notacje zawarte w manuskryptach.

Zadziwia współbrzmienie między utworami należącymi do różnych tradycji kulturowych...

To samo wrażenie towarzyszy przybyszowi spacerującemu po Jerozolimie pomiędzy kościołami, meczetami i synagogami. Myślę, że źródłem tego wrażenia jest podobieństwo duchowości i piękno, łączące sztukę różnych tradycji. Wybieraliśmy muzykę, która zdawała się nam najbardziej reprezentatywna, a zarazem najpiękniejsza.

Historia Jerozolimy jest pełna tragicznych zdarzeń. Niektóre z nich pozostawiły echo w postaci zjawiskowo pięknych melodii.

To jeden z wielkich paradoksów charakteryzujących siłę muzyki, która może burzyć mury, przemieniać ludzkie charaktery - nawet te okrutne. Muzyka sama w sobie nie jest dobra ani zła, ale jej piękno może być wykorzystane również jako inspiracja do złych czynów. Zestawienie niezwykłego muzycznego piękna pieśni krzyżowców i ich treści jest dla mnie oznaką fatalnego dualizmu natury ludzkiej. To jedna z ważnych refleksji, które przynosi muzyka, sztuka.

Sporym zaskoczeniem dla słuchacza "Jerozolimy" jest brzmienie słynnych trąb jerychońskich. Można odnieść wrażenie, że grane na nich utwory brzmią współcześnie, wręcz nowocześnie.

Nie nazwałbym tego nowoczesnością, dla mnie ich brzmienie ma charakter dziki, niekontrolowany. Te instrumenty są wytwarzane w ten sam sposób jak przed trzema tysiącami lat. Każdy z nich wydaje nieco inny dźwięk, którego nie odnajdziemy w skali tonalności. Zazwyczaj gra się na jednym szofarze, prawie nigdy nie tworzy z nich orkiestry. Połączone w zespół brzmią zaskakująco, bo każdy jest inaczej nastrojony. Zgodny z naszymi wrażeniami opis brzmienia trąb jerychońskich odnalazłem w manuskrypcie benedyktyńskiego mnicha, opata Nicholasa z Thingeyrar na Islandii. W połowie XII w. przybył on do Ziemi Świętej i w kaplicy poświęconej Świętemu Michałowi znalazł zarówno słynne trąby, jak i laskę Mojżesza.

Swemu tekstowi w książce dołączonej do płyt nadał Pan tytuł "Potęga muzyki". Czy to potęga, która przywraca historię do życia?

O, nie tylko! Przede wszystkim oznacza to, że muzyka, która swym pięknem wywołuje emocje, uwrażliwia, wzbogaca naszego ducha, ta muzyka ma siłę, by nas zmieniać - tak jak przemieniła nazistów słuchających pieśni Schlomo Katza, jakby dodała im uczuć. Kiedy przygotowywaliśmy ten projekt, padało wiele krytycznych opinii, mówiących, że jest to całkowicie utopijne zamierzenie. Równie utopijna wydawała się nadzieja na pokój podczas ostatnich działań wojennych w Strefie Gazy. Dzisiaj też jesteśmy bardzo daleko od pokoju, do którego tęsknią zwykli ludzie. Politycy, dokonujący swych kalkulacji, nie mają kontaktu z ludzkim cierpieniem, ze śmiercią. To, co możemy dać od siebie, to przeprowadzać proces przemieniania ludzi choćby w małej skali - poprzez dwuipółgodzinny koncert, w którym gra czterdziestu muzyków wywodzących się z tak wielu narodów, kultur, tradycji. Ta przemiana dokonała się, mam nadzieję, także w Krakowie, kiedy po zakończeniu koncertu muzycy z Palestyny podali rękę swoim kolegom Izraelczykom, a Ormianie - Turkom. To jest rzeczywistość, która zdarza się w małej skali. Dlaczego nie może zdarzyć się w wielkiej?

Jordi Savall (ur. 1941) jest Katalończykiem, największym współczesnym wirtuozem wioli da gamba. Założyciel zespołów Hesperion XXI (początkowo XX), La Capella Reial de Catalunya (wykonuje muzykę krajów śródziemnomorskich, głównie Hiszpanii) i Le Concert des Nations (utwory w stylu francuskiego baroku).

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 15/2009