Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Celtycki Feniks

Celtycki Feniks

24.09.2013
Czyta się kilka minut
Dlaczego Jordi Savall bierze się za muzykę celtycką? Bo jest! Dlaczego gra ją na wioli? Bo umie!
Jordi Savall Fot. Toni Peñarroya
D

Dzisiejsza muzyka celtycka związana jest z Irlandią, Szkocją oraz wyspą Man (Gaelowie), a także z Walią, Kornwalią i Bretanią (Brytowie), przy czym w świadomości powszechnej dokonania Irlandczyków są o wiele bardziej utrwalone. Muzyka irlandzka przeżywała w swej historii rozkwity i upadki, okresy niezwykle bujnego rozwoju i całkowitego zapomnienia. Dlatego, chociaż muzycy lubią się powoływać na tradycje sięgające tysięcy lat wstecz, w istocie uprawiają muzykę w najlepszym razie niewiele starszą od innych odwiecznych tradycji, takich jak choinka (przełom XVIII i XIX w.) czy święty Mikołaj (połowa XIX w.).
O głowę kata
Celtycki Feniks, odradzając się z popiołów, za każdym razem trochę się przybrudził ziemią, na którą te popioły akurat upadły. Stąd muzyka irlandzka pełna jest paradoksów. W Polsce stała się bardzo popularna w połowie lat 80. XX w. za sprawą serialu „Robin Hood”, do którego muzykę stworzył zespół Clannad. Paradoks polega na tym, że Irlandczycy, komponując muzykę do serialu odwołującego się do angielskiego folkloru, oparli się na wątkach angielskich, czyli obcych (Anglicy to Germanie, nie Celtowie). Fani serialu zaczęli poszukiwać płyt zespołu: i tak Rodzina z Dobhar wielu ludziom na całym świecie otworzyła uszy na muzykę irlandzką.
Za narodowy instrument na Zielonej Wyspie uchodzi harfa, instrument wpisany w godło Irlandii, ale gra na tym instrumencie ma tradycję sięgającą zaledwie lat 60. ubiegłego stulecia. Nic się bowiem nie zachowało z tradycji średniowiecznych dworów (bardowie--harfiści byli tam hołubieni już w X w.), a po kulminacji na przełomie XVII i XVIII w. – związanej z działalnością dwóch wielkich muzyków, łatwych do pomylenia Thomasa Connellana (ok. 1640/45–1698) i legendarnego Turlougha Ó Carolanna (1670–1738) – gra na harfie zanikła zupełnie i trzeba ją było reaktywować na podstawie śmiałych domysłów, szczątkowych przekazów (chociaż melodii Ó Carolanna zachowało się ponad 200) i ogromnej dozy wyobraźni. Początkowo stosowano technikę klasyczną – taką, jakiej uczą w akademiach muzycznych – ale dzisiejsza harfa irlandzka ma już odrębny sposób wydobywania dźwięku, inne brzmienie związane z zastosowaniem metalowych strun, własne maniery wykonawcze. To dopiero początek drogi – mamy szczęście być świadkami intensywnego rozwoju tej muzyki.
Innym instrumentem kojarzonym z brzmieniem irlandzkiej muzyki są skrzypce – ale nie klasyczne (violin),­ tylko ludowe (fiddle). Nie ma różnicy w budowie, jest za to w sposobie gry, a właściwie w sposobach, bo po tym, jak fiddler gra, można poznać, skąd pochodzi. Niezależnie od stylu, brzmienie jest stosunkowo surowe, gdyż nie stosuje się wibrata, za to gęsto ornamentuje się melodię, wariantuje się też rytm. Typowe dla skrzypiec są szybkie jigs i reels, ale najbardziej znaną jest melodia lamentu, przypisywana szkockiemu bandycie Jamiemu MacPhersonowi (1675–1700). Jak chce legenda, ten pół-Cygan był niezwykle wprawny zarówno we władaniu mieczem, jak i smyczkiem. Rabując w okolicach Aberdeen i innych miast, wymykał się pogoni szeryfa, a schwytany uciekał. W końcu uciec nie zdołał i został skazany na śmierć przez powieszenie. W celi skomponował pieśń, którą pozwolono mu wykonać pod szubienicą. Skończywszy, ofiarował swe skrzypce temu, kto ośmieli się je przyjąć – rzecz jasna, nikt nie wystąpił. „Nikt więc nie zagra już na skrzypcach Jamiego MacPhersona!”, zakrzyknął rzezimieszek i rozbił instrument. Czy o własne kolano, czy, jak chcą inni, o głowę kata, to już nieważne. Rozbity instrument można oglądać w muzeum klanu MacPherson pod Newtonmore.
Kości kurczaka
Wszystkie paradoksy muzyki celtyckiej skupiły się w fascynującym skądinąd instrumencie – bodhránie. Seán Ó Riada, kompozytor odpowiedzialny w dużej mierze za odrodzenie celtyckiej muzyki w połowie XX w., obwołał ten obręczowy bęben narodowym instrumentem Celtów, pochodzącym sprzed czasów chrześcijańskich. I tylko ci wredni muzykolodzy dowodzą, że przed Ó Riadą instrument był zupełnie nieznany. Faktem jest, że piszczałka i bębenek to najbardziej pierwotna kapela celtycka, ale, kontynuują badacze, był to zupełnie inny bębenek...
Aby zagrać na bodhránie, należy umieścić bęben pionowo na lewym udzie, membraną w prawo. Lewą rękę wkłada się do środka instrumentu, aby napiąć membranę – dzięki temu można uzyskać paletę brzmień o różnej barwie i wysokości. Prawa ręka trzyma pięknie wytoczoną z drewna pałeczkę przypominającą trochę tłuczek od moździerza (przedchrześcijańscy Celtowie używali ponoć kości kurczaka). Przedmiot ten – tipper – trzyma się niczym długopis. Grający, wykonując obrotowe ruchy nadgarstkiem, uzyskuje dwa podstawowe uderzenia, różniące się siłą, barwą i charakterem: w dół i w górę. Cały geniusz tego rozwiązania polega na tym, że nie ma ruchu jałowego, co pozwala na wykonywanie bardzo szybkich następstw dźwiękowych. Koniec tippera nie tyle uderza, co prześlizguje się po membranie; przysuwając i odsuwając ramię, grający reguluje głębokość kontaktu pałki ze skórą, co daje akcenty i urozmaica rytm. Całkowite odsunięcie od membrany daje zróżnicowanie czasu trwania, gdy uderzenie zostaje opuszczone. Podczas sessions częste są wielominutowe, solowe popisy bębniarzy.
Taki właśnie skład – harfa, instrument smyczkowy i bęben – przywozi na Festiwal Jordi Savall. Harfista Andrew Lawrence-King (będzie grał też na psalterium, średniowiecznej cytrze) i bębniarz Frank McGuire improwizują akompaniamenty, podczas gdy kataloński wirtuoz wioli wykonuje starannie dobrane sets, albo, jak je nazywają Anglicy, medleys, czyli „wiązanki”. To tradycyjna forma występu, typowa dla celtyckiej muzyki.
Lampart
Jak mówi Savall, jego celtyckie programy są hołdem dla muzycznej tradycji przekazywanej ustnie. Niewątpliwie muzyk miał czas, by się osłuchać z tą muzyką, bo zalążki pomysłu datują się na późne lata 70., jednakże Savallowi 30 lat zajęło zbieranie, potem zaś wybór materiału. Tradycja ustna tradycją ustną: przecież lampart nie może zgubić swoich cętek. Cały program jest złożony, poza kilkoma wyjątkami, z utworów zapisanych w rozmaitych XVIII- i XIX-, a nawet XX-wiecznych źródłach. Oczywiście usłyszymy i Ó Carolanna, i MacPhersona, a także utwory zapisane między innymi przez Walsha (druga dekada XVIII w.), O’Neilla (Chicago 1903), Ryana (Boston 1883). Najciekawsze może będą jednak dzieła zachowane w „Manchester Gamba Book”, niezwykłym manuskrypcie, zawierającym utwory z zastosowaniem ni mniej, ni więcej tylko 30 różnych sposobów strojenia wioli. Jeden z tych sposobów pozwala imitować na gambie brzmienie dud.
Savall zabrał się więc za muzykę celtycką z całym swoim doświadczeniem muzyka i badacza, z bogatą paletą wyrafinowanych sposobów smyczkowania i ornamentacji. Odczytał muzykę z dawnych zapisów i przywraca ją do życia na każdym koncercie i na dwóch płytach. Robi to na swój własny, odrębny sposób. To oczywiście irytuje purystów, ale puryści, chociaż potrzebni, niespecjalnie pojmują sens crossoverów. Nie po to bowiem Thin Lizzy (a po nich Metallica) grają „Whiskey in the Jar”, by brzmieć jak The Dubliners, nie po to Savall gra „MacPherson’s Lament”, by skopiować brzmienie skrzypka z zespołu Hamisha Imlacha. Taka wierna kopia może służyć albo zachowaniu tradycji wykonawczej we wszystkich jej manierach, albo też rozpropagowaniu danego utworu w jego pierwotnym kształcie. W XXI w. obie te funkcje znakomicie spełnia YouTube. Aby więc wziąć się za coś, trzeba mieć wizję własną, zagrać rzeczy po swojemu. Coś zmienić, może nawet w sposób daleko idący, wykraczający właśnie poza tradycję i ustalone sposoby grania, by pojawiło się coś nowego, nowa jakość.
Savall inaczej ornamentuje, inaczej wariantuje, no i przede wszystkim – gra na wioli, obcej dzisiejszej muzyce celtyckiej. Ale przecież nie tylko fujarka (tin whistle) i dudy są używane przez irlandzkich muzyków! Gdyby słuchać purystów, nie mielibyśmy w celtyckich zespołach banja, akordeonu, buzuki, gitary, mandoliny, harmonijki ustnej ani bodhránu! Wszystkie te instrumenty weszły do celtyckiej muzyki w ciągu ostatnich 100, 200 lat. Buzuki – ledwie 50. Czas na wiolę – i nie ma co zrzędzić.

KRZYSZTOF KOMARNICKI jest muzykologiem, gitarzystą, pedagogiem i publicystą związanym z Programem 2 Polskiego Radia, „Ruchem Muzycznym” i „Muzyką w Mieście”.
Jordi Savall, Andrew Lawrence-King oraz Frank McGuire z programem „The Celtic Viol” wystąpią 27 września o godz. 19.30 w ruinach Teatru Victoria w Gliwicach.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]