Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Krytyka dogmatycznych okopów

Krytyka dogmatycznych okopów

18.08.2010
Czyta się kilka minut
Idea panoptyczna, oparta na tezie, że dla analizy społecznej najważniejsze są niezliczone stosunki władzy, ma ograniczone znaczenie przy ocenie Kościoła. Takiego punktu widzenia nie można jednak lekceważyć.
R

Rolą krytyki społecznej jest zwrócenie uwagi na bolączki wspólnoty, dotknięcie problemów moralnych, z którymi się zmaga, wola uprawomocnienia nowych rozstrzygnięć aksjologicznych. Krytyka wypływa z troski o wspólnotę, choć niekoniecznie pozostaje bezinteresowna.

Czytelnik "Nowych krytyk Kościoła", autorstwa filozofa i eseisty Cezarego Kościelniaka, dojdzie do wniosku, że krytyka Kościoła jest w Polsce tematem tabu, i to bynajmniej nie dlatego, że Kościół nie ma krytyków, ale dlatego, że po upadku komunizmu nie podjął w sposób konstruktywny recepcji nowych dyskursów krytycznych. Zdaniem Kościelniaka, polska teologia nie odpowiada na koncepcje społeczne kształtujące współczesne myślenie o społeczeństwie i państwie, a Episkopat w oficjalnych apelach do wiernych wypowiada krytyczne analizy współczesności w języku katechetycznym.

Intelektualna alienacja polskiego Kościoła nie dotyczy jedynie "świata zewnętrznego", ale również intelektualistów z nim związanych, którzy swoim liberalizmem i niezależnością wzbudzają w większości środowisk teologicznych nieufność. Według poznańskiego filozofa jedną z głównych przyczyn kryzysu dialogu między Kościołem a kulturą jest wyeliminowanie z Kościoła "sfery buforowej", miejsca "nie tyle afirmacji sprzecznych z wiarą poglądów, co raczej pozostawienia niedopowiedzenia, tolerancji dla eksperymentu, poszukiwania inspiracji w innych ideowo światach". "Sferę buforową" Kościół zamknął, odcinając się od dziedzictwa myśli ks. Tischnera. Od Kościoła poszukującego przeszedł do Kościoła monologicznego, wyzbytego z potrzeby pytań, z wadliwą postawą wypychania tego, "co nie nasze". Kategoria "naszości" zastąpiła kategorię "otwartości", co doprowadziło do wyparcia języka dialogu przez język agresywnej, niedopuszczającej sprzeciwu katechetycznej perswazji, na którą coraz więcej wiernych i myślicieli dialogicznego liberalizmu reaguje alergią.

Krytyka na Parnasie

Aby uzasadnić swoją tezę, Kościelniak śledzi zmiany w myśleniu o Kościele i jego społecznej roli zarówno u autorów i artystów znanych i uznanych (m.in. Adama Michnika, Mariana Pankowskiego, Leszka Knaflewskiego, Roberta Rumasa, Leszka Nowaka, Jacka Sempolińskiego czy Artura Żmijewskiego), jak również myślicieli i artystów młodego pokolenia (Marty Dzido, Piotra Czerskiego, Wojciecha Wencla, Bianki Rolando, Małgorzaty Dmitruk i Radka Szlagi). Dzięki takiemu doborowi "bohaterów" analizy Kościelniaka uwzględniają zmianę pokoleniową i ukazują szerszą perspektywę sporów z Kościołem.

W dzisiejszej rzeczywistości krytyczne głosy wobec Kościoła powstają bowiem nie tyle w sferze polityki, ile w sferze kultury: sztuk wizualnych, literatury, teatru i humanistyki. Autor stwierdza: "na płaszczyźnie kultury toczy się fundamentalny spór o społeczną rolę Kościoła w Polsce, o znaczenie katolicyzmu w myśleniu o wspólnocie, na tym gruncie podejmuje się rewizji mitów i nawyków intelektualnych polskiego katolicyzmu. Tym samym krytyki Kościoła przyjmują charakter sporów nie tylko estetycznych, ale przede wszystkim aksjologicznych" - wynikających z motywacji moralnej, czyli pasji uprawomocnienia.

Żeby pokazać, jak Kościół jest odbierany przez polskiego inteligenta, Kościelniak odwołuje się do założeń filozofii panoptycznej wypracowanych przez Michela Foucaulta. "Panoptyzm" oznacza kategorię filozoficzną i poznawczą, która "pozwala odczytać hierarchie, wpływy, zakres kontroli, a nawet rolę władzy, traktując te cechy jako nadrzędne wobec pozostałych działań i dążeń człowieka. Poznać społeczeństwo poprzez panoptyzm to nic innego, jak pojmować je poprzez kategorie kontroli". Autor uważa takie instrumentarium epistemologiczno-hermeneutyczne za uzasadnione, ponieważ nowe dyskursy krytyczne sprzeciwiają się Kościołowi jako instytucji polityczno-kontrolującej, dostrzegają jego wszechobecność w życiu społecznym oraz faktyczne i domniemane wpływy.

Krytycy Kościoła rzadko bowiem odwołują się do argumentów teologicznych i nie wgłębiają się w chrześcijańską umysłowość, sytuują się natomiast na poziomie polityczności i podkreślają moment represyjności. Wyłania się stąd obraz Kościoła, w którym dominuje kontrola i władza - zarówno w sferze zinstytucjonalizowanej, zewnętrznej, jak i w sferze duchowej, wewnętrznej. Nowe krytyki Kościoła mniej lub bardziej świadomie powielają Foucaultowski schemat.

Tischnerowskie remedium

Zastanawiając się nad kłopotem Kościoła z krytykami oraz kłopotem krytyków z Kościołem, poznański filozof stawia kilka interesujących tez. Po pierwsze, Kościół jest nieobecny w kulturze kształtującej wrażliwość estetyczną i aksjologiczną Polaków. Po drugie, kłopot Kościoła z kulturą polega na niechęci do indywidualizmu. Po trzecie, kłopotem Kościoła są obcy. Przestali oni być dla instytucjonalnego Kościoła inspirujący, nie są już dla niego intelektualnym wyzwaniem.

Z kolei pierwszym kłopotem kultury z Kościołem jest nieradzenie sobie ze sztucznie wyodrębnioną w Polsce sferą postsekularną. Nie wiadomo, co miałoby z radykalnej krytyki Kościoła wynikać. Odrzuca ona instytucję, hierarchię, obnaża patologie kościelnej władzy, ale nie objaśnia fascynacji światami duchowymi, nie pokazuje, na czym polega fenomen życia duchowego i wiary, nie uwzględnia pozytywnego wkładu Kościoła w życie społeczne. Drugi kłopot to ukryta fascynacja krytyków tą instytucją. Niektórzy z nich mają wręcz osobliwą obsesję na punkcie Kościoła. Trzecim kłopotem krytyków jest niezrozumienie języka Kościoła. Zdaniem Kościelniaka, języki kultury i teologii są obecnie zupełnie rozbieżne.

Hierarchowie Kościoła popełniają ten sam grzech, co jego krytycy: zbyt mocno akcentują sferę polityczną, dla Kościoła bynajmniej nie najważniejszą - nawet jeśli sami duchowni robią wszystko, aby potwierdzić takie wrażenie. Warta podkreślenia jest obserwacja Kościelniaka, że "otwarcie się i rezygnacja z kontroli nie musi oznaczać relatywizacji czy osłabienia Kościoła. Wszak od otwartej dyskusji nie można utracić wiary. Natomiast brak niezależnych mediów związanych z Kościołem, forum do debaty, nieobecność niezależnych intelektualistów oraz promowanie ludzi według klucza »mierny, bierny, ale wierny« są wspaniałą pożywką dla krytyków".

Filozoficzne ukąszenie

Z analiz Kościelniaka wynika, że z wyjątkiem nielicznych przypadków, najciekawsze idee realizują się "na dole", poza inicjatywą biskupów, niejako po drugiej stronie oficjalnego stanowiska Kościoła. W wolnej Polsce zmieniła się geografia dyskursów krytycznych. Rzeczy najważniejsze intelektualnie mają miejsce w trakcie dni dialogu z innymi religiami, w ramach niecenzurowanych paneli dyskusyjnych, koncertów, wernisaży, oddolnych działań charytatywno-społecznych.

Dialog Kościoła z dyskursem krytycznym pozostaje w impasie. W panoptycznym klinczu znajdują się zarówno krytycy Kościoła, jak i on sam. Pomimo owego impasu Kościelniak jest przekonany, że Kościół może skorzystać z dyskursów krytycznych, ale musi powrócić do postawy dialogicznej, a nie zatrzymywać się na dogmatycznych okopach. Problematyka nowych krytyk zarysowana przez autora jest aktualną kontynuacją polskich sporów. Ani myśl lewicowa, ani tym bardziej liberalna nie jest jednolita i jednoznacznie antychrześcijańska. Nie można więc "dogmatycznie" wiązać nowych krytyk Kościoła z liberalizmem i lewicą. Czytając książkę Kościelniaka, nie ma się wątpliwości, że dzisiejsze spory o Kościół mają fundamentalne znaczenie. Wyznaczą one w przyszłości miejsce polskiego Kościoła w przestrzeni publicznej, pozwolą ustalić skalę jego wpływu na społeczeństwo i kulturę oraz ukształtują stosunek społeczeństwa względem niego.

Kościelniak nie pretenduje do określenia całościowej mapy polskiej sfery krytycznej i postsekularnej. Jest świadomy ograniczeń własnej pracy - nie zajmuje się w niej krytycznym teatrem, filmem oraz aktualną muzyką. Pamięta także o ograniczeniach idei panoptycznej. Trafnie jednak określa wspólny moment teoretyczny dla nowych krytyk w wybranych dziedzinach sztuki i humanistyki. Nie jest krytykiem Kościoła, ale pozostaje krytyczny wobec panoptycznych mechanizmów jego funkcjonowania, proponując inną formułę jego obecności w rzeczywistości społecznej.

***

Z teologicznego punktu widzenia idea panoptyczna, oparta na tezie, że dla analizy społecznej najważniejsze są niezliczone stosunki władzy, które bezustannie się zmieniają, rekonfigurują, zrywają i na nowo zawiązują, ma ograniczone znaczenie przy ocenie Kościoła. Takiego punktu widzenia nie można jednak lekceważyć, skoro opisuje on sposób przeżywania Kościoła przez tych, którzy widzą w nim głównie mechanizmy władzy i kontroli, i kształtują nowe pokolenie inteligencji.

Przed Kościołem w Polsce stoi niełatwe zadanie. Chrześcijaństwo nie może być dłużej kojarzone z doktryną zagrażającą wolności czy przebiegłym systemem dochodzenia do władzy. Nowej krytyce Kościoła nie da się jednak stawić czoła, siedząc w okopach albo walcząc eklezjalną procą. Szkoda, by duchowni stali się synonimem talibów w koloratkach, choć dobrze się z tym czują niektóre środowiska "zaangażowanych katolików", szukających wrażeń w nawoływaniu do kolejnych krucjat.

Parnas i Agora czekają na nowe pokolenie "misjonarzy". W Kościele są obecni ludzie skłonni do dialogu, jest też rezerwuar idei, z których można czerpać inspirację. Nie można im odebrać dziejowej szansy, stawiając na zwolenników "silnego katolicyzmu". Rozwiązaniem nie jest integryzm ani progresizm, ale "Kościół moralny".

Cezary Kościelniak, Nowe krytyki Kościoła Kraków 2010, Wydawnictwo Aureus.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Jezuita, teolog, psychoterapeuta, publicysta, doktor psychologii. Prorektor Akademii „Ignatianum” w Krakowie, gdzie jest także adiunktem w Instytucie Psychologii. Członek redakcji „...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]