Reklama

Kościół w kinie, port na boisku

Kościół w kinie, port na boisku

06.06.2007
Czyta się kilka minut
Po świecie, który odszedł, po miejscach, budowlach, które były codziennością dla krakowian sprzed stuleci, często zostało niewiele - piwnice, fundamenty, zapiski w rocznikach czy rachunkach miejskich, zarysy na rycinach, nazwy ulic albo placów...
Z

Zdarza się, że świadomość zapomnianych dziejów wraca. Tak dzieje się w przypadku licznych zabytków Rynku Głównego - jak Kramy Bogate czy Waga Miejska - o których w ostatnich latach słychać bardzo wiele. Ale podobnych miejsc jest w Krakowie znacznie więcej. Tysiące krakowian i turystów, którzy mijają je codziennie, zazwyczaj zupełnie nie wiedzą, jak głębokiej historii dotykają.

1. Pod Brogiem

Kilkadziesiąt metrów od Rynku Głównego, przy ulicy św. Jana, znajduje się najstarsze działające w Krakowie kino - "Sztuka". Siadając w fotelach w czasie seansu, mało kto zdaje sobie sprawę, że gdyby cofnął się w czasie o kilkaset lat, zamiast ekranu miałby przed sobą ołtarz bernardyńskiego kościółka Najświętszej Marii Panny na Żłóbku, ufundowanego przez Stanisława Lubomirskiego, zwycięzcę spod Chocimia. Cofając się w czasie jeszcze bardziej, do 23 maja 1591 r., znalazłby się w samym środku plądrowania i pożogi. W takich okolicznościach bowiem zniszczony został istniejący właśnie w tym miejscu pierwszy zbór protestancki w Krakowie, zwany Brogiem. Powstał on w zakupionej przez protestantów w latach 70. XVI w. kamienicy "Pod Brogiem" - był to trzykondygnacyjny budynek pokryty stromym, wysokim dachem. W swej krótkiej historii zbór kilkakrotnie był plądrowany przez mieszczan krakowskich, a w 1591 r. - został spalony.

2. Pozostałości Alberta

Odchodząc od Rynku w inną stronę, ulicą Mikołajską, docieramy do skromnego kościółka Matki Boskiej Śnieżnej z klasztorem dominikanek, ufundowanym jako wotum za zwycięstwo pod Chocimiem przez matkę wspomnianego Stanisława Lubomirskiego - Annę. Zwróćmy uwagę jednak na wciąż żywą nazwę tego miejsca - "Gródek". Stanowi ona świadectwo historii tego miejsca, sięgającej średniowiecza. Wójt Albert, przywódca buntu przeciwko Władysławowi Łokietkowi z 1311 r., właśnie tutaj zbudował dwór obronny. Po zwycięstwie króla na miejscu dworu wzniesiono nowy gród - siedzibę ustanowionego wówczas starosty krakowskiego. Budowla ta pełniła nie tylko funkcje obronne. Miała także stanowić widoczną oznakę twardej ręki królewskiej czuwającej nad niesprzyjającym monarsze miastem. Świadkiem tych wydarzeń są widoczne od strony Plant pozostałości Bramy Rzeźniczej, najstarszej spośród bram krakowskich, właśnie w tamtych czasach zlikwidowanej.

3. Latarnia umarłych

Oddalając się od Starego Miasta ulicą Kopernika (dawnym szlakiem kupieckim na Ruś) dotrzemy do kościoła św. Mikołaja. Jego barokowa fasada może mylić. To jedna z najstarszych świątyń Krakowa. Przy północnej ścianie kościoła wznosi się dziwna, spiczasto zwieńczona kamienna kolumienka. To latarnia umarłych, która przed stuleciami ostrzegała w ciemnościach przechodniów przed chorobami. Latarnie takie stawiano przed szpitalami (właściwie przytułkami) dla zakaźnie chorych. Takich miejsc w Krakowie było wiele, a wspomniana latarnia stała od XIV w. przed szpitalem św. Walentego przeznaczonym niegdyś dla trędowatych, znajdującym się - wraz z kościółkiem pod tym samym wezwaniem - u zbiegu ulic Długiej i Pędzichów na Kleparzu.

4. Cmentarz skazańców

Z Kopernika wrócić do Rynku można ulicą Sienną. U jej wylotu, niegdyś tuż za murami obronnymi, znajdował się jeden z najosobliwszych i najmroczniejszych spośród licznych nieistniejących już cmentarzy krakowskich. Jego początki sięgają XIV w., gdy za defraudację miejskich pieniędzy skazano na śmierć i stracono bez udzielenia sakramentów Andrzeja Wierzynka (wnuka Mikołaja Wierzynka, który gościł na słynnej uczcie władców europejskich zaproszonych przez Kazimierza Wielkiego). Jego ciało pogrzebano właśnie tutaj, w niepoświęconej ziemi. Jego syn postawił na tym miejscu kościółek, wokół którego zaczęto grzebać skazańców. Jedynym śladem świątyni jest dzisiaj nazwa pobliskiej ulicy: św. Gertrudy.

5. Prawdopodobnie Kazimierz

Kolejna zapomniana historia - Rynek Główny 17, blisko wylotu ulicy Grodzkiej. Kto, zaglądając do księgarni na parterze kamienicy Hetmańskiej, podniesie głowę w górę? Tymczasem tam, na zwornikach żeber sklepienia, znajdują się rzeźbione herby ziem polskich oraz wizerunki - prawdopodobnie - Kazimierza Wielkiego i jego siostry Elżbiety Łokietkówny. Dlaczego? Nie mamy pewności. Być może sala ta to pozostałość po miejskiej rezydencji królewskiej...

6. Bursa Węgierska

Nie wracając na Rynek, a podążając dalej pasażem hetmańskim, wychodzimy wprost na ulicę Bracką. Dokładnie naprzeciwko wylotu pasażu, w murach kamienicy pod numerem 5, mieściła się jedna z licznych niegdyś w Krakowie burs uniwersyteckich - Bursa Węgierska (początkowo mieszkali w niej żacy właśnie z Węgier). Bursa istniała tutaj od drugiej połowy XV w., wcześniej był to dwór możnych Melsztyńskich. Ten z kolei powstał na miejscu domu wójta Henryka - wieży obronnej zbudowanej na przełomie XIII i XIV w. przez brata wspomnianego wójta Alberta. Skonfiskowanej, rzecz jasna, po klęsce buntu przeciwko Władysławowi Łokietkowi.

7. Św. Anny, zwana Żydowską

Skręcając w ulicę Gołębią, potem Jagiellońską i św. Anny, zagłębiamy się w kwartał uniwersytecki. Najstarsze budowle uczelniane stanęły tutaj w XV w. na miejscu zabudowy dzielnicy żydowskiej. Właśnie tu - a nie na Kazimierzu - mieszkali pierwotnie krakowscy Żydzi, a dzisiejsza ulica św. Anny zwana była wówczas Żydowską. W tej okolicy też znajdowały się dwie najstarsze znane nam krakowskie synagogi - na terenie zajmowanym dzisiaj przez gmach Collegium Nowodworskiego. Początek końca tej dzielnicy to odnowienie Akademii Krakowskiej w 1400 r. i zakup przez Władysława Jagiełłę domu Szczepana Pęcherza przy zbiegu dzisiejszych ulic Jagiellońskiej i Św. Anny - początek rozbudowywanego potem Collegium Maius. Stopniowe wykupywanie nieruchomości Żydów, którzy przenosili się w okolice dzisiejszego placu Szczepańskiego, trwało jeszcze kilkadziesiąt lat. Co ciekawe, świadkiem żydowskiej obecności w tym czasie jest też najprawdopodobniej nazwa odległej od Śródmieścia ulicy Kawiory, która ma pochodzić od żydowskiego cmentarza.

8. Dawniej port, dziś boisko

Podążając dalej Plantami w kierunku Wawelu, warto spojrzeć w prawo, w ulicę prowadzącą na plac Na Groblach, obok gmachu najstarszego polskiego liceum. Dzisiaj plac otaczają kamienice, pośrodku niego mieszczą się boiska. Wszystko to na miejscu niegdysiejszego portu rzecznego. Z czasem bieg Wisły zmieniono, port zamienił się w staw, ten osuszono, a na jego miejscu powstał targ koński. Sama nazwa placu, nawiązująca do grobli, którymi kształtowano bieg Wisły, pochodzi od nazwy jurydyki Groble - jednej z bardzo licznych w krakowskim zespole osadniczym osad prywatnych, królewskich lub kościelnych, zazwyczaj obejmujących ledwie po kilka ulic. Pamiątką po nich jest wiele nazw krakowskich ulic.

9. Więzienie św. Michała

Z kolei, patrząc z Plant, po lewej stronie wznosi się imponujący gmach Muzeum Archeologicznego o bogatej i mrocznej historii. Tu mieściło się więzienie św. Michała, utworzone przez austriackiego zaborcę, funkcjonujące aż do czasów stalinowskich. Nazwa więzienia pochodzi od wezwania kościoła - budynki te przez niemal dwa stulecia stanowiły klasztor karmelitów bosych, przy którym - na rogu ul. Poselskiej i Senackiej - istniał kościół św. Michała. Kościół i klasztor z kolei powstały na miejscu kilku innych budowli: jednej z dość licznych miejskich łaźni (ich masowy upadek spowodowany został zniszczeniem miejskiego wodociągu podczas "potopu" szwedzkiego), kolejnego przytułku, prowadzonego przez tynieckich benedyktynów oraz "malowanego dworu" potężnych Tęczyńskich.

10. Kiedy nie było Wawelu

Docieramy wreszcie na Wawel. Niegdyś była tutaj po prostu osada na wzgórzu - stopniowo rugowana przez rozszerzające się zabudowania królewskie i biskupie. Aby poznać bliżej fascynującą historię tego miejsca, warto zajrzeć na wystawę "Wawel zaginiony" w podziemiach dawnych kuchni królewskich. Mimo że myślimy o Wawelu (tak jak o całym krakowskim Starym Mieście) jako czymś odwiecznym, tutaj możemy zobaczyć - na makietach i prezentacjach multimedialnych - jak bardzo się zmieniał, ile świadectw historii znikło z powierzchni ziemi.

GRZEGORZ BEDNARCZYK (ur. 1975) jest absolwentem historii UJ. Prowadzi stronę internetową "Kraków nieistniejący" ( ).

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]