Konstytucja to nie Biblia

Zaprezentowane przez premiera kierunkowe propozycje zmian w Konstytucji są rozsądne. Ich uzasadnienie opiera się na faktach obecnych na naszej scenie politycznej. Tych bardziej spektakularnych od 2007 r. (konflikt rządu z prezydentem, uniemożliwiający rządzenie), ale i tych mniej widocznych, a starszej daty (np. alienacja posłów od wyborców).
Czyta się kilka minut

Zapewne zmian nie uda się przeprowadzić przed wyborami prezydenckimi w październiku przyszłego roku. Ale zarzut "pisania konstytucji pod siebie" (np. Paweł Wroński, "Gazeta Wyborcza" z 23 listopada) nie wydaje się trafny.

To prawda, że po przeprowadzeniu tych zmian premier (prawdopodobnie z PO, a być może ciągle Donald Tusk, który w takim przypadku nie ubiegałby się o prezydenturę) miałby wreszcie w ręku realne instrumenty rządzenia. Ale - zapytajmy - czy ambicja posiadania takich instrumentów to jest coś, co kompromituje polityka? Wręcz przeciwnie, w dojrzałej demokracji politycy ubiegają się o władzę właśnie po to, aby ją realnie sprawować. Cały demokratyczny Zachód ma dziś z tym problem, ale nieco inne są jego charakterystyki w starych demokracjach, a inne u nas. W starych demokracjach nie brakuje instytucji umożliwiających rządzenie, a jedynie wola polityczna jest spętana dyktatem opinii publicznej, żądnej natychmiastowych sukcesów i nieskłonnej do myślenia o długoterminowych skutkach. U nas ewidentnie przeszkadzają instytucje.

Rzecz nie w tym, jak chcą integralni przeciwnicy obowiązującej Konstytucji, że cały system władzy, który ona ustanowiła, się nie sprawdził. Generalnie biorąc ten system się sprawdził, natomiast 12 lat jego praktykowania pokazało jego mankamenty jak na dłoni.

I dlatego nie mają też racji integralni zwolennicy obowiązującej Konstytucji (komentarze prof. Piotra Winczorka, prof. Stanisława Gebethnera, mec. Wiesława Johanna w dziennikach z 23 listopada) podnoszący, że mamy w Polsce system równowagi władz i proponowane zmiany doprowadzą do jego rozchwiania.

Konstytucja to nie Biblia. Owszem, należy jej się respekt, ale nie bałwochwalstwo. Nie wystarczy powiedzieć, że paraliż rządzenia, z jakim mamy obecnie do czynienia, to efekt złych charakterów Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego. Owszem, to ma jakieś znaczenie, ale nie wyczerpuje problemu. W końcu prezydent znacznie bardziej spolegliwy wobec ówczesnego rządu, Aleksander Kwaśniewski, też nieco nabruździł. Nie dlatego, że ma zły charakter, tylko dlatego, że Konstytucja daje prezydentowi ogromną pokusę odgrywania samodzielnej roli politycznej. Z całości jej przepisów taka rola nie da się wyinterpretować, ale - doprawdy - musielibyśmy mieć prezydentów-mędrców i mistrzów elegancji, żeby chcieli to dostrzec i powściągać swoje ambicje. Może układ Tusk-Kaczyński jest szczególnie toksyczny, ale przecież na przyszłość nie ustrzeżemy się od choćby jakiejś łagodniejszej jego imitacji. A gdyby tak po prezydenturę sięgnął kiedyś polityk pokroju Lecha Wałęsy, to jakikolwiek układ polityczny nie byłby zaporą dla nieustannego paraliżowania prac jakiegokolwiek rządu. Prawo może więcej, więc koniecznie trzeba zmienić prawo. Im wcześniej, tym lepiej.

Konkretne propozycje premiera są do przedyskutowania, a niektóre z nich do zmiany. Mają one jednak przynajmniej tę zaletę, że nadają polityczną rangę problemom, które do tej pory pozostawały zmartwieniem o randze akademickiej.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 48/2009