Kiedy na rozkaz Jezusa na jeziorze nastała cisza, apostołów „ogarnął wielki lęk i mówili jeden do drugiego: Kim On właściwie jest, że nawet wiatr i jezioro są Mu posłuszne?”.
Jezioro i wiatr można odczytać jako warunki, w których żyjemy i z którymi wciąż nie możemy się dogadać. Wciąż, jak te biblijne garnki, wierzgamy przeciwko garncarzowi, który nas stworzył. Wszystko jedno, czy tym naszym stwórcą-wytwórcą jest ewolucja czy bóstwo. W tych zmaganiach zadziwia jednak fakt, że człowiek, szukając miejsca swego poczęcia, zawędrował aż poza horyzont wszelkiej mierzalności. Tak daleko, że to niewidzialne, niemierzalne uznał za bardziej rzeczywiste od tego wszystkiego, co możliwe do zmierzenia, zważenia i nazwania. Zaszliśmy tak daleko, że zaczynamy się zastanawiać, czy ja to ja, i co to znaczy, że istnieję, jeśli istnieję?
Wciąż też istnieją ludzie, dla których właśnie to niewidzialne, ponadczasowe, religijne, mityczne, baśniowe jest tak ważne, że oddają za nie tę najpewniejszą realność, jaką jest życie. W przenośni i dosłownie.
Jeden z tych przedwiecznych poszukiwaczy mówi tak: „Pan przemówił do mnie następującymi słowami: Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię. Zanim przyszedłeś na świat, uświęciłem cię i ustanowiłem prorokiem dla narodów (...) dokądkolwiek cię poślę, będziesz mówił, cokolwiek ci polecę. Nie bój się nikogo, gdyż Ja jestem z tobą, żeby cię bronić”.
Gdyby ktoś sądził, że tym sposobem Bóg gwarantuje autorowi powyższej wypowiedzi, prorokowi Jeremiaszowi, całkowite bezpieczeństwo w wypełnianiu misji, grubo by się pomylił. Według tradycji Jeremiasz został ukamienowany, a przed tym kilkakrotnie był więziony. Nie tylko on, ale wielu innych, którzy widzieli jaśniej i mówili wyraźniej od innych, nie zważając na nic, nawet wbrew sobie.
Prorok w Biblii bywa nazywany widzącym, to znaczy umiejącym dostrzec sens zwłaszcza tam, gdzie, jak się wydawało, z całą pewnością żadnego sensu być nie powinno. Taki ktoś, kto wciąż szuka dziury w całym, nie jest wygodnym sąsiadem, ani tym bardziej współpasażerem w łodzi zwanej losem. Taki, nie bacząc na nic, potrafi rozkołysać tę naszą życiową łajbę, przypominając, jak np. Paweł, za jaką cenę żyjemy: „Miłość Chrystusa przynagla nas, ponieważ przekonaliśmy się, że Jeden umarł za wszystkich, a więc wszyscy umarli. On umarł za wszystkich, aby ci, którzy żyją, nie żyli już dla siebie, ale dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał”.
Tacy prorocy działają we wszystkich światopoglądach, włącznie z ateistycznym. Wspólnym mianownikiem ich działalności – tego, co znajduje się nad kreską – jest miłość, nawet do diabła. Landrynkowy prorok landrynkowego Boga takiej miłości nie cierpi.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















