Kiedy słychać z ekranu rady, których prawnik Roy Cohn udzielał swemu klientowi na początku jego kariery w wielkim biznesie, dopiero dzisiaj widać w całej pełni, jak doskonale uczeń odrobił swoją lekcję. I jak świetnie wpasował te złote myśli („atakuj”, „zaprzeczaj wszystkiemu”, „nie uznawaj porażki”) w obecny model uprawiania polityki, oparty na kłamstwie i tępej sile. Zwłaszcza, gdy mowa jest o „graniu ludźmi”. Powszechnie niedoceniany film „Wybraniec” przynosi fascynującą opowieść o uczniu czarnoksiężnika i potworze Frankensteina w jednej osobie. Tudzież metaforę obecnego stanu świata.
Sebastian Stan w filmie „Wybraniec”
Wcielający się w przyszłego prezydenta i nominowany do Oscara Sebastian Stan pozornie miał ułatwione zadanie, bo dzisiejszy Trump to przecież chodzący mem i karykatura, w dodatku złożona z tanich autokreacji. Owszem, pochodzący z Rumunii amerykański aktor doskonale naśladuje rozmaite grymasy i „dziubki”, jednakże pół wieku temu, kiedy rozpoczyna się akcja filmu, Donald wydaje się postacią dużo trudniejszą do uchwycenia. Czyli trochę niezgrabnym, tłamszonym przez bogatego ojca aspirantem do jeszcze większego świata, dopiero marzącym o maksymalnej deregulacji rynku, szklanych hotelach swojego imienia i wiecznym podobieństwie do Roberta Redforda.
Donald Trump, developer Ameryki
Z początku polskie tłumaczenie oryginalnego tytułu „The Apprentice” może wyglądać na nietrafione. Nawiązuje ono bowiem do „Praktykanta”, reality show prowadzonego i produkowanego niegdyś przez Trumpa, gdzie rywalizowali ze sobą poczatkujący biznesmeni. Ale rychło dostajemy historię prawdziwego „wybrańca” – to Cohn, prawnicza szuja, jakich mało, wyławia Trumpa i postanawia, oczywiście zarobiwszy na tym swoje, uczynić go wielkim. Oczywiście, z Ameryką na sztandarach.
W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.
Wyprodukowany niezależnie (Netflix, jak i potem dystrybutorzy woleli nie narażać się republikańskim wyborcom) „Wybraniec” daleki jest od typowej hollywoodzkiej biografistyki. Najbliżej mu do filmu „Vice” (2018) Adama McKaya, satyrycznego portretu wiceprezydenta Dicka Cheneya. Lecz bardziej niż polityczna satyra interesuje twórców portret psychologiczny przyszłego polityka, wpisany w kontekst swoich czasów, w nowojorskie ulice lat 70. i 80. czy nowobogackie wnętrza. Oraz w dzisiejszą, wzbogaconą galopującymi faktami wiedzę o bohaterze, której na szczęście nie nadużywają.
Demaskatorski drugi plan filmu „Wybraniec”
Scenariusz jest dziełem cenionego dziennikarza Gabriela Shermana (z jego książki o Rogerze Ailesie, wieloletnim szefie stacji Fox News, powstał w 2019 r. świetny miniserial „Na cały głos”). A za reżyserię odpowiada Ali Abbasi, duński twórca o korzeniach irańskich, znany z bardzo oryginalnego kina („Granica”, „Holy Spider”). W efekcie „Wybraniec” zdaje się nazbyt wyrafinowany jak na potencjalny przebój, który miałby wywrócić wyborczy stolik. Ogląda się go znakomicie, jednak nie idzie on po bandzie i nie spełnia masowych oczekiwań (bądź obaw), że ktoś tu nagle zostanie zdemaskowany albo ośmieszony.
Dokonuje się to niejako mimochodem, przede wszystkich w relacjach filmowego Trumpa z najbliższymi. Na przykład ze starszym bratem Freddym czy z pierwszą żoną Ivaną (gra ją bułgarska aktorka Maria Bakalova, znana m.in. z filmów o Boracie) i trudno zaiste sobie wyobrazić, że po takich scenach, jakie oglądamy, Trump mógł stać się wybrańcem tylu amerykańskich wyborczyń.
Najważniejsza pozostaje relacja z Cohnem, który uczy swego podopiecznego sztuki robienia pieniędzy. Czytaj: rozbudza ambicje, ustawia mu media, przekupuje urzędników, szantażuje stróżów prawa. Bywa tak szatańsko skuteczny, że Donald zapomina przy nim nawet o swojej homofobii. A Jeremy Strong jest po prostu mocarny w tej kreacji i aż chciałoby się przepołowić Oscara za rolę drugoplanową, zgarniętego w tym roku przez Kierana Culkina, jego ekranowego brata z „Sukcesji” – zresztą dużo brutalniejszej w portretowaniu współczesnych deweloperów Ameryki. W „Wybrańcu” właśnie rozwój i finał tej wieloletniej „przyjaźni” mówi o głównym bohaterze najwięcej.
„WYBRANIEC” („The Apprentice”) – reż. Ali Abbasi. Prod. USA/Kanada/Dania/Irlandia 2024. Max, tv smart, Rakuten, Premiery CANAL+, Player, Polsat box go, MOJEeKINO.pl, TVP VOD, Play Now.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















