„Patriota”, „wojownik klasy średniej” i zwyczajnie „trener Walz” – tak Kamala Harris mówiła o swoim kandydacie na wiceprezydenta podczas wtorkowego wiecu w Filadelfii. Polityczka wkroczyła z Walzem na scenę kilka godzin po tym, jak ogłosiła w mediach społecznościowych, że to on stanie z nią do walki w listopadowych wyborach. „Za 91 dni naród pozna trenera Walza także dzięki innej funkcji: wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych” – krzyczała do tłumu Kamala Harris, która od poniedziałku jest już oficjalną kandydatką Demokratów w walce o Biały Dom.
W wyścigu, w którym od czasu rezygnacji Joego Bidena wszystko zmienia się błyskawicznie, Tim Walz nie był postrzegany jako faworyt u boku Harris. Na ostatniej prostej jako głównego kandydata na wiceprezydenta wymieniano gubernatora Pensylwanii Josha Shapiro, który mógłby pomóc jej w przyciągnięciu elektoratu w kluczowym stanie, gdzie szykuje się wyrównana walka z Donaldem Trumpem. Do zgarnięcia w Pensylwanii jest aż 19 głosów elektorskich. Kandydaturze Josha Shapiro mocno sprzeciwiali się jednak progresywni Demokraci. Nie podobało im się m.in. zbyt zdecydowane poparcie polityka dla Izraela i jego krytyczne podejście do propalestyńskich protestów na uczelniach. A to mogłoby odstraszyć młodych Amerykanów i muzułmańskich wyborców, angażujących się w propalestyńskie protesty.
Harris wybierając tylko spośród białych mężczyzn (co ma pomóc zjednać niezależnych i umiarkowanych wyborców), postawiła na „swojskiego” Tima Walza. To gubernator Minnesoty, który w przeciwieństwie do Josha Shapiro nie studiował prawa na elitarnej uczelni i nie wspinał się przez całe dorosłe życie po szczeblach kariery politycznej. Zanim Walz włączył się w politykę, przez 24 lata służył w gwardii narodowej, był nauczycielem geografii w liceum i trenował szkolną drużynę futbolu amerykańskiego (stąd hasło „trener Walz”).
Tim Walz urodził się w West Point, zaledwie 3,5-tysięcznym miasteczku w Nebrasce, a w swoim bujnym życiorysie ma na koncie m.in. pracę nauczyciela w rezerwacie Indian – Pine Ridge w Dakocie Południowej. Po latach w jednym z wywiadów żartował, że zarządzanie szkolną stołówką „przygotowało go do radzenia sobie z szaleństwem, jakie może ogarnąć Waszyngton”, a dokładnie mechanizmy władzy na Kapitolu.
Progresywny myśliwy
Walz od 2019 roku rządzi w Minnesocie, gdzie dał się poznać jako pionier progresywnych reform. Wprowadził m.in. darmowe posiłki w szkołach, płatne urlopy rodzicielskie, obciął podatki dla klasy średniej i małych przedsiębiorców, a także obniżył ceny leków na receptę. W Minnesocie, gdzie Demokraci oprócz swojego gubernatora mają kontrolę nad dwuizbowym parlamentem, w ostatnich latach wzmocniono także ochronę praw aborcyjnych, ograniczono dostęp do broni i zalegalizowano marihuanę.
Tim Walz, teraz przepychający liberalne reformy w Minnesocie, kiedyś znany był jako centrysta. Przed objęciem fotela gubernatora przez 12 lat zasiadał w Izbie Reprezentantów jako kongresmen z rolniczego okręgu w południowej Minnesocie. W 2010 roku jego kolejny bój o reelekcję wsparło wpływowe w konserwatywnych kręgach Narodowe Stowarzyszenie Strzeleckie. Do dziś polityk lubi zresztą powtarzać, że jest zapalonym myśliwym.
„Trump jest dziwny”
Ten nieoczywisty życiorys Walza ma pomóc Harris upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: z jednej strony zadowolić progresywnych wyborców, a z drugiej przyciągnąć Amerykanów z klasy pracującej i obszarów wiejskich w kluczowych stanach: Pensylwanii, Michigan i Wisconsin.
Walz, znany z dowcipu i bezpośredniego stylu, zasłynął już ze skutecznych ataków na Trumpa. Zamiast przedstawiać go jako „zagrożenie dla demokracji” – to retoryka stosowana od lat przez Joego Bidena – Walz w lipcowym wywiadzie dla telewizji MSNBC nazwał republikanina „po prostu dziwnym”. Jego wypowiedź szybko podbiła media społecznościowe i spodobała się sztabowcom Kamali Harris, którzy podchwycili taką linię ataku na Trumpa i jego kandydata na wiceprezydenta J.D Vance’a.
Walz zarzucający republikańskiemu tandemowi brak wiedzy o prawdziwych problemach klasy pracującej, szybko został okrzyknięty „tatuśkiem ze Środkowego Zachodu, którego potrzebują Demokraci”. Jeden ze strategów politycznych Partii Demokratycznej w rozmowie z serwisem Politico wypalił wprost: gubernator Minnesoty, często noszący T-shirt i czapkę z daszkiem, „mówi i wygląda jak wielu wyborców, jakich Demokratom podebrał Trump”.
Pierwsze ataki
Ale Tim Walz ma też słabe punkty: co prawda będzie pomagał Harris w przyciągnięciu wyborców z Midwestu, ale sam nie pochodzi z kluczowego stanu, w którym mógłby bezpośrednio wykorzystać swoją gubernatorską popularność. Dopiero co ogłoszono dołączenie polityka do walki o Biały Dom, a już sojusznicy Trumpa atakują go za jego rządy w Minnesocie. Na celownik wzięli jego odpowiedź na zamieszki w Minneapolis po zamordowaniu przez policję czarnoskórego George’a Floyda w maju 2020 roku. Według krytyków gubernator zbyt późno wysłał żołnierzy Gwardii Narodowej, by rozprawili się z chaosem na ulicach. Republikanie robią więc dziś z niego niekompetentnego polityka, a przy okazji „lewicowego radykała”, który chce, by Minnesota była drugą Kalifornią (znaną właśnie z progresywnych reform).
Następne tygodnie pokażą, czy wybranie Walza na kandydata na wiceprezydenta było dobrą decyzją. Główny ciężar kampanijny spoczywa jednak na barkach Kamali Harris, która musi podtrzymać entuzjazm wśród zwolenników, zdystansować się od niektórych działań Bidena (jak polityka wobec Izraela) i udowodnić przeciętnemu mieszkańcowi Midwestu, że to ona ma lepszy pomysł na Amerykę niż Trump. Dziś sondaże pokazują wyrównaną walkę. Do listopadowych wyborów zostało jednak jeszcze dużo czasu.
Autorka jest dziennikarką „Press”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















