Reklama

Janusz Muniak 1941-2016

Janusz Muniak 1941-2016

01.02.2016
Czyta się kilka minut
W niedzielę w Krakowie zmarł Janusz Muniak - jeden z najważniejszych polskich jazzmanów: saksofonista i ojciec chrzestny kilku pokoleń muzyków jazzowych.
Janusz Muniak
Janusz Muniak / fot. REPORTER
J

Jeszcze niedawno fani cieszyli się z jego wielkiego powrotu: w listopadzie, po 13 latach przerwy, na sklepowe półki trafił jego nowy album „Contemplation”. Miesiąc temu, 30 grudnia, w krakowskim Harris Piano Jazz Barze kończył 10-dniową trasę koncertową. - To była miazga! Grał wtedy obłędnie. Chyba nigdy nie słyszeliśmy go w takiej formie - mówi Paweł Kaczmarczyk, pianista, który z Januszem Muniakiem współpracował od kilkunastu lat. - Po koncercie mówił, że źle się czuje. Podejrzewał, że to żołądek. Następnego dnia zagrał jeszcze sylwestrowy koncert w swoim klubie, potem jeszcze jeden. W nocy przeszedł rozległy zawał. Gdy w końcu trafił do szpitala czuł się coraz gorzej, ale i tak odpinał podłączaną mu aparaturę.

- Miał dwie główne awersje: do lekarzy i do dziennikarzy - opowiada Kaczmarczyk. Dlatego też tak niewiele opublikowano z nim wywiadów. Próbowano namówić go na książkę: wywiad-rzekę. Zasłaniał się mówiąc, że niczego nie pamięta. Jednak każdy, kto zetknął się z nim w jego klubie - U Muniaka, przy Floriańskiej 3 w Krakowie - wie, że było zupełnie inaczej. Opowiadał anegdotę za anegdotą: czasem by rozbawić towarzystwo, częściej by wychować kolejne pokolenie polskich jazzmanów. Studenci wydziałów jazzu przychodzili do niego, bo wiedzieli, że to, czego uczą się na Akademii to tylko ułamek tego, co może im przekazać Muniak. Ale przy Floriańskiej gościli też giganci jazzu, tacy jak Joe Lovano, Eddie Henderson czy Bennie Maupin. Wszyscy odnosili się do polskiego saksofonisty z wielkim szacunkiem. Naprawdę mało kto grał ballady tak jak on - mówi Kaczmarczyk - z taką głębią, rozwagą i wrażliwością.

Pod skrzydła Muniaka trafił Kaczmarczyk jako długowłosy 15-latek. Postanowił wtedy, że jeśli zagra kiedyś oficjalny koncert z Januszem Muniakiem, obetnę się na łyso. Słowa dotrzymał. Przed pierwszym wspólnym występem w Radiu Kraków zgolił głowę. Dziś uchodzi za jednego z najzdolniejszych europejskich pianistów swojego pokolenia. Przez lata grał z Muniakiem dziesiątki razy. W sposób szczególny wspomina koncert w niemieckim Leverkusen. Fragmenty tego występu zobaczyć można w internecie.

To na koncertach posłuchać można było Muniaka w pełnej krasie. Do swoich płyt podchodził z dystansem. Nie lubił pracować w studio nagraniowym. Kosztowało go to zbyt wiele stresu.

U młodych muzyków stres potrafił wywoływać uderzając obrączką o krawędź saksofonu. Tak wybijał rytm - a rytm był dla niego świętością. Szczególnie perkusiści przechodzili u niego szkołę, podobną do tej z filmu „Whiplash”.

- Pamiętam, że kiedyś, w przerwie, po pierwszej części koncertu ochrzanił mnie tak, że prawie się rozpłakałem - mówi Kaczmarczyk - Miałem wtedy 17 lat. Ale bardzo mi to pomogło. Na drugi set wyszedłem odmieniony i już tych błędów nie popełniałem.

Przez szkołę U Muniaka - w klubie, czy podczas Jazzowego Campingu na Kalatówkach - przeszli niemal wszyscy polscy muzycy grający dziś jazz głównego nurtu - od Leszka Możdżera i Pawła Kaczmarczyka po najmłodsze pokolenie: obsypany nagrodami zespół High Definition Piotra Orzechowskiego, zwycięzców konkursu na Bielskiej Zadymce Jazzowej - zespół NSI - czy triumfatorów konkursu na XXXV festiwalu Jazz Juniors: zespół PeGaPoFo. Jaka przyszłość czeka klub, który przez blisko ćwierć wieku był dziełem życia Janusza Muniaka? Nie wiadomo.

Sam Muniak zaczął grać jazz jako 17-latek. Grywał w knajpach i zarabiał pieniądze by utrzymać rodzinę. W zespole Witolda Miszczaka dostrzegł go wtedy młody trębacz Tomasz Stańko. Ich pierwsze nagranie pochodzi z roku 1964, z festiwalu Jazz Jamboree. Stańko i Muniak grali wtedy w kwintecie Andrzeja Trzaskowskiego. Saksofony Muniaka słychać potem na wielu albumach, w tym na klasycznej dziś, pierwszej autorskiej płycie Stańki „Music for K.”.

- Żyliśmy jak jeden organizm. Hippisowskie czasy - wspominał Stańko w książce Rafała Księżyka „Desperado” - Mieliśmy zespołowe kswyki. Ja byłem „Marlena” [od Marleny Dietrich], Muniak był „Greta Garbo”. Wtedy właśnie pierwszy kwintet Tomasza Stańki przecierał szlaki w muzyce free - w wolnej improwizacji. Obok Muniaka towarzyszami w tej podróży byli Zbigniew Seifert, Bronisław Suchanek i Janusz Stefański. Muzycy inspirowali się wtedy kulturą buddyjską, stąd też m.in. na płytach kwintetu „Jazzmessage from Poland” (1972) i „Purple Sun” (1973) Janusz Muniak poszerza swoje instrumentarium: obok saksofonu tenorowego pojawiają się sopran (który nazywał słoniowym termometrem), flet i instrumenty perkusyjne. Później, z własnymi projektami muzycznymi Muniak wracał jednak do jazzowego głównego nurtu. Współpracował z Janem Ptaszynem Wróblewskim, Janem Jarczykiem, Krzysztofem Sadowskim czy Jarosławem Śmietaną. Jego dyskografia obejmuje przeszło 25 pozycji.

W ubiegłym roku artysta otrzymał nagrodę specjalną polskiego przemysłu muzycznego „Złotego Fryderyka” za całokształt twórczości. Laudację na jego cześć wygłosił redaktor naczelny magazynu Jazz Forum, Paweł Brodowski: „Jakby wciąż niedoceniany, niewyśpiewany bohater polskiego jazzu – unsung hero, ale przecież saksofonista światowej klasy. Gigant.”

Janusz Muniak miał 74 lata.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]