Jako dzieci

Na relacje z wizyty prezydenta Obamy gapiłem się jak przedwojenni chłopi na samolot: bez potrzeby, bo w kółko powracały te same obrazy, a komentarze zawierały te same mało odkrywcze treści.
Czyta się kilka minut

Nie tak dawno temu, gdy do polskiej wsi przyjechał amerykański samochód, zbiegali się wszyscy mieszkańcy. Z przedwojennego dzieciństwa pamiętam, jak na pobliskiej łące wylądował z powodu awarii niewielki samolot i jak się tam zbiegli ludzie z całej okolicy. Nic dziwnego, skoro w życiu nie widzieli z bliska prawdziwego samolotu.

Możliwe są jednak reakcje skrajnie odmienne. Mieszkając dość długo w Rzymie, wiele razy pełniłem rolę kierowcy - przewodnika gości, którzy pierwszy raz znaleźli się w Wiecznym Mieście. Kiedyś pokazywałem Rzym młodej obywatelce jednego z krajów afrykańskich. Wiozę ją przed Bazylikę św. Piotra, prowadzę na plac, pokazuję, tłumaczę, lecz ani moje słowa, ani sama bazylika nie robią na niej najmniejszego wrażenia. Czy chciałaby wejść do wnętrza? Nie chce. Jedziemy więc dalej. Stawiam samochód (wtedy było to możliwe) w pobliżu Koloseum. Podchodzimy. Objaśniam, jak potrafię... ta sama obojętna mina. I tak do końca tej naszej wycieczki: nic mojego gościa nie zdołało wyprowadzić ze stanu łagodnego znudzenia. Może stare mury z niczym jej się nie kojarzyły? Może starożytny Rzym i dzieje wczesnego Kościoła były dla niej jak opowieść o żelaznym wilku?

Te wspomnienia powróciły w czasie oglądania relacji z wizyty prezydenta Obamy. Przyznaję, że sam na te relacje gapiłem się jak przedwojenni chłopi na samolot, bez potrzeby, bo w kółko powracały te same obrazy, a coraz nowe komentarze zawierały te same mniej więcej, mało odkrywcze treści.

Najciekawsza wydała mi się jednak obserwacja, że na trasie przejazdu prezydenckiej kolumny samochodów zauważono osoby, które szły chodnikiem (o zgrozo!) jak gdyby nigdy nic i na przejeżdżającą kolumnę ledwie rzuciły okiem. Wydarzeniem zaś było wymówienie się Lecha Wałęsy od spotkania z prezydentem USA. Komentatorzy nie byli pewni, czy to skandal, czy dziwactwo, do którego nie należy przywiązywać zbytniej wagi. Czym się kierował nasz bohater narodowy, nie wiem. On sam tak to wyjaśniał przed kamerami, by było wiadomo, że te wyjaśnienia są dyplomatycznym kamuflażem. A co by było, gdyby tak postąpili wszyscy?... Nie ma i nie było takiej obawy. Na szczęście zresztą.

Wizyta była wydarzeniem ważnym, ale bez przesady. Prezydent sympatyczny, bo taki jest z natury. Zarzut, że nie zrealizował wyborczych obietnic i nie zamknął więzienia w Guantanamo - przedwczesny. Może jeszcze zamknie. Z pewnością nie całkiem to od niego zależy, jak nie od niego zależy zniesienie wiz dla Polaków. W komentarzach nie wspomniano o wciąż istniejącej w Stanach Zjednoczonych karze śmierci. Czyżby o to Lechowi Wałęsie chodziło?

Śledząc telewizyjne relacje, miałem poczucie, że ludzie - przynajmniej ci oglądani przeze mnie - zachowują się (trochę) jak dzieci, którym ofiarowano wspaniałą niespodziankę.

Zbliżający się Dzień Dziecka przywołuje na pamięć słowa Chrystusa: "jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego". Tylko co - mówiąc: "jako dzieci" - Jezus miał na myśli? Prawdopodobnie, że trzeba się "na nowo narodzić", zacząć istnieć bez sklerotycznych, przyjętych od otoczenia myślowych nawyków, bez uprzedzeń, bez nieustannego oglądania się na to, jak wypadnę i co powiedzą inni. Może myślał też o bezwzględnym zaufaniu dziecka do rodziców i odnosił to do Ojca Niebieskiego.

Czy ma to jakieś zastosowanie do wizyty prezydenta Obamy? Choćby to, że "jako dzieci" nie znaczy - infantylni.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 23/2011