Jak zostałem agentem...

Zdarzyło się to w maju 1994 r., gdy wracając na misję w Hong Kongu, kończyłem urlop w Polsce. Jadąc do Warszawy, wszedłem na chwilę do wrocławskiej katedry, aby przed odlotem powierzyć Bogu raz jeszcze wszystkie winy i zaniedbania. Bez takiego bagażu łatwiej podróżować. Osób czekających w kolejce do sakramentu spowiedzi było jednak zbyt wiele, abym mógł zdążyć na pociąg do Warszawy. Poprosiłem zatem o tę przysługę przechodzącego kapłana. Odmówił wyjaśniając, że mogę przystąpić do spowiedzi jedynie w katedrze. Wyjaśniając, że spieszę się na pociąg zaproponowałem, aby wyspowiadał mnie pod jej murami. Czujny i przebiegły kapłan podejrzewając, że mogę być nabieraczem i pod pozorem prośby o spowiedź szukam okazji, aby odprowadzić go na bok a następnie ograbić, zaproponował spowiedź na plebani. Przedtem zapytał, gdzie jestem misjonarzem, na co dosyć nieopatrznie odpowiedziałem, że w Chinach. Powinienem był odpowiedzieć, że w Hong Kongu i nie wyniknąłby żaden problem, ale też nie doszłoby do tego przedziwnego zdarzenia.
Czyta się kilka minut

Kiedy weszliśmy na plebanię, mój przyszły spowiednik otworzył spis polskiego duchowieństwa i... nie znalazł mojej osoby. Rzeczywiście nie byłem ujęty, ponieważ przez długi czas pracowałem na misjach. Kapłan upewniwszy się w podejrzeniach, że podszywam się pod księdza powiadomił o tym policję.

- No to mamy cię ptaszku. Nie ma cię w spisie duchowieństwa, poza tym w Chinach nie prowadzi się misji katolickich, bo działalność Kościoła jest tam zakazana, ha, ha. Nie wiedziałeś o tym nabieraczu - wykrzyknął niezmiernie uradowany. Kiedy jednak policjant mnie wylegitymował i okazało się, że wszelkie dane są prawdziwe, nastąpiła konsternacja. Poproszono o potwierdzenie mojej tożsamości w domu zakonnym w Poznaniu. Biedny ksiądz, kiedy okazało się, że rzeczywiście jestem misjonarzem w Hong Kongu i Chinach, był prawie bliski płaczu: - Bardzo księdza przepraszam, że uważałem go za złoczyńcę - mówił zdruzgotany. - Nie szkodzi księże - odpowiedziałem. My, misjonarze, i w tym kraju kontrolujemy sytuację.

- Będę o księdzu pamiętał i będę się za niego modlił. To takich też mamy? - zapytał na koniec, niezmiernie zaskoczony. Przyszła kolej na policjanta, który też nie krył zdumienia zarówno słuchając pierwszej wersji wydarzeń, że jestem podszywającym się pod kapłana nabieraczem, jak dowiadując się, że jestem tajnym agentem służb bezpieczeństwa w Chinach. Nie kryjąc uznania i podziwu odparł: - No, no. To takich też mamy.

Kapłan i policjant, dwa różne światopoglądy, dwie różne reakcje na mój - jeden - sposób prowadzenia rozmowy. Zdumiewające, nieprawdaż?

O. MAREK MULARCZYK OMI (Poznań)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 21/2005