Przeczytanie strasznej historii nie wystarczy, by zacząć się bać – do tego potrzeba jeszcze wyobraźni. W szczególności tej wzrokowej. Takie wnioski płyną z eksperymentu Marcusa Wickena i współpracowników, w którym obserwowano reakcje fizjologiczne osób z afantazją – czyli takich, które nie potrafią wyobrazić sobie scen czy przedmiotów, a gdy czytają, rozumieją sens zdań, ale nie „mają przed oczami” opisywanych wydarzeń.
Uczestnikom badania zaprezentowano krótkie historie, które powinny wzbudzać strach. U osób z typową wyobraźnią obserwowano wzrost przewodnictwa skórnego – reakcję charakterystyczną dla pobudzenia emocjonalnego. W grupie osób z afantazją taki efekt nie wystąpił – ich poziom przewodnictwa się nie zmienił, z czego można wnioskować, że historie nie wywarły na nich większego wrażenia. Kiedy zastąpiono je zdjęciami, różnice między grupami zniknęły, co wydaje się potwierdzać, że wynikały z różnic w zdolności do zobrazowania historii. Opublikowane w „Proceedings of the Royal Society B” doniesienia sugerują, że obrazy oddziałują na emocje silniej niż przekazy werbalne oraz wskazują na możliwość „wzmacniania” odczuć przez wyobraźnię wzrokową. ©
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















