Z bladym uśmiechem obserwujemy szalone przygody polskiego wymiaru sprawiedliwości i służb mundurowych z byłym wiceministrem p. Romanowskim. W naszym niekrótkim życiu nie zdarzyła się dotychczas żadna historia w tym guście. Oto człowiekiem ściganym jest członek rządu zarówno byłego, jak i zdaje się przyszłego rządu RP na uchodźstwie.
Człowiek publiczny. Dość znany. Nieprzebrany za Zorro ani za kobietę. Bez przyklejonych wąsów, niejeżdżący superszybkim autem, nielatający helikopterem ani balonem, w niemal ułamku sekundy zniknął z oczu dziesiątków obserwujących go tajniaków. Opinia publiczna wie, że zniknął, ale w sferach żandarmeryjnych oraz w kręgach politycznych traktuje się te informacje z niedowierzaniem. Gdy do naprawdę wszystkich wreszcie dociera, że uciekł, rusza lawina inteligentnych domysłów, stuprocentowo pewnych informacji, pochodzących ze stuprocentowo kompetentnych źródeł. Pojawiają się adresy. Najpierw klasztorów. Męskich i żeńskich. A może jest w pałacu? Wiadomo którym.
Mamy chaos i dezorientację wśród tzw. mediaworkerów. Poszukiwania ruszają na całego. Polska zamienia się w sieć zastawionych pułapek. Wydany zostaje list gończy, pierw lokalny, potem europejski, wreszcie światowy. Padają nazwy kontynentów, które ponoć przemierza były wiceminister sprawiedliwości III RP, a potem dostajemy listę krajów. Pętla się zaciska. Zaraz go złapią. Jedna z kiedyś poważnych gazet informuje, że wszyscy w MSW „od dawna wiedzą”, że p. Romanowski mieszka w Hiszpanii. Niczego mu tam nie brakuje. No może polskiej komórki, bo nie może przejrzeć fejsa ani wrzucić fotki na insta. Ale i tak ma luz.
Tymczasem algorytmy szaleją. W tekstach o wypoczywającym w Hiszpanii wyświetla się nawałnica reklam kontekstowych, głównie biur nieruchomości. Oferują fenomenalne działki, domy i mieszkania na Półwyspie Iberyjskim. Hiszpania czeka! Na bogatych i biednych oraz na bardzo biednych. Rzuć korpo! Zmień życie! Oddaj się uprawie ekologicznych, niepasteryzowanych pomidorów. Jedz oliwki. Nie stresuj się. Pamiętaj o diecie śródziemnomorskiej. Kup dom za jedno euro. Biura turystyczne proponują natychmiastowy wylot na Costa de Sol. Za bezcen. Tam jest najcieplej. Spędź sylwestra w pełnym słońcu. Czekają ostatnie wolne miejsca w apartamentach z basenami. Z widokiem na p. Romanowskiego. Im bliżej jego apartamentu, tym drożej, większość z nich jest wynajęta – bodaj przez polskie MSW. Dla pracowników. Owi w dzień i w nocy obserwują zbiega, który przelicza banknoty pochodzące z Funduszu Sprawiedliwości. Zaraz go capną. Już go mają. Już go wiozą. A nie, jednak nie. To nie on. Nie ten samolot, nie ten łobuz. Nie ta kasa i nie ten list gończy. Pracownicy mediów są zdezorientowani. Najpoważniejsze gazety twierdzą, że wszystko wiedzą, choć nic nie wiedzą.
Wreszcie wiemy, bo się dowiadujemy, ale nie z prasy. Zbieg rzeczywiście „nie zbiegł”, tylko wyjechał. Do Budapesztu. Czekamy, co dalej, i na oferty niedrogich domów nad Balatonem. Niecierpliwość zostaje wynagrodzona. O miejscu pobytu poszukiwanego dowiadujemy się nie od policji, nie od dziennikarzy śledczych, a od premiera Polski, któremu o tym opowiedział premier Węgier. Że nam p. Romanowskiego nie odda, bo – owszem – Polak, Węgier, dwa bratanki, ale nie każdy Węgier się brata z każdym Polakiem, choć z Putinem owszem. Będziemy więc mieć jakby rząd na uchodźstwie. Niebawem. Bo padła zapowiedź, że schronienie na Węgrzech dostanie wielu. Nigdy dość cytowania w Polsce Karola Marksa: „Historia lubi się powtarzać, raz jako tragedia, a drugim razem jako farsa”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.







