W ostatniej eskalacji konfliktu w Izraelu i na Zachodnim Brzegu – gdyby wierzyć niektórym polskim mediom – wszystko wydaje się proste: izraelscy żołnierze strzelają do Palestyńczyków, sprzeciwiających się umieszczeniu kamer i wykrywaczy metalu przed wejściem do jerozolimskiego meczetu Al-Aksa, a do rozruchów doszło po tym, jak 14 lipca trzech muzułmańskich Arabów zaatakowało tam izraelskich policjantów.
Ale gdy weźmiemy sprawy pod lupę, rzeczywistość okaże się znacznie bardziej skomplikowana.
Arabscy napastnicy pochodzili z miejscowości Umm al-Fahm nieopodal Hajfy i byli zatem obywatelami Izraela, zaś policjanci nie byli Żydami, lecz Druzami. Pomysł Izraelczyków, żeby na Wzgórzu Świątynnym ustawić w związku z atakami wykrywacze metalu także przy wejściu dla muzułmanów (przy wejściu dla zwiedzających, w tym żydowskich i chrześcijańskich, już stoją), podsycił obawy strony palestyńskiej o swobodny dostęp do miejsca modłów, a eskalacja nabrała charakteru zamieszek na tle religijnym. Jednym z najkrwawszych jej skutków był brutalny mord, którego w żydowskim osiedlu Challamisz na Zachodnim Brzegu dokonał młody Palestyńczyk, uśmiercając nożem siedzącą przy szabasowym stole żydowską rodzinę. Wcześniej napisał na Facebooku: „Bierzcie swoją broń i stawiajcie opór. Ja mam tylko nóż i to jest moja odpowiedź na wezwanie Al-Aksy”.
Eskalację podsycają media i politycy po obu jego stronach, przerzucając się nawzajem pomysłami na ukaranie przeciwnika. Związana z premierem Benjaminem Netanyahu gazeta „Israel Hayom” opublikowała materiał gloryfikujący pomysły skrajnej izraelskiej prawicy o usunięciu meczetu Al-Aksa ze Wzgórza Świątynnego i odbudowaniu na tym miejscu Świątyni Jerozolimskiej. Palestyńscy duchowni używają teraz tego argumentu do zagrzewania młodych Palestyńczyków do walki ulicznej. W efekcie spirala agresji wydaje się nie mieć końca.
Po negocjacjach m.in. ze stroną jordańską, pełniącą służbę na Wzgórzu Świątynnym, Netanyahu ugiął się wreszcie i usunął sprzed Al-Aksy postawione chwilę wcześniej wykrywacze metalu. A dlaczego premier Izraela negocjował to także z Jordanią? Tu mamy kolejny wątek, obrazujący zresztą złożoność tego konfliktu. W skrócie: w tym samym czasie ochroniarz izraelskiej ambasady w Jordanii zastrzelił w swoim mieszkaniu dwóch jordańskich cywilów. Aby sprawy nie rozdmuchano i żeby ochroniarz mógł spokojnie wrócić do Izraela, Netanyahu zgodził się usunąć wykrywacze metalu sprzed Al-Aksy – bo taki warunek podstawił mu król Jordanii. Nie wiadomo, czy to morderstwo w Ammanie miało w ogóle jakikolwiek związek z tym, co się dzieje w Jerozolimie. Ale warunek króla Jordanii te dwie sprawy połączył.
Wracając na Wzgórze Świątynne: w 50. rocznicę wojny sześciodniowej, która rozpoczęła problem okupacji Zachodniego Brzegu przez Izrael, premier Netanyahu mierzy się ze smutną prawdą: jego państwo, dysponujące jedną z najsilniejszych armii świata i najlepszym wywiadem, nie potrafi sobie poradzić z czynnikiem ludzkim: z eskalacjami konfliktu, które zaczynają się od ataków „samotnych wilków”. Poza tym bezpieczeństwo, jakie oferuje swojemu krajowi, jest wyłącznie pozorne.
Być może to ostatni dzwonek na zapewnienie – mniej lub bardziej trwałego – pokoju, dopóki jeszcze Netanyahu ma go z kim zawrzeć. 82-letni prezydent Autonomii Palestyńskiej Mahmoud Abbas podupadł bowiem ostatnio na zdrowiu i nie wiadomo, jak długo będzie jeszcze pełnił swoją funkcję. Bo wydaje się, że ci, co przyjdą po nim, nie będą już nawoływali do pokoju, lecz do regularnej walki.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















