Historia w Tygodniku (13/2007)

Te cztery niepozorne i pożółkłe kartki, pokryte gęsto pismem maszynowym, znalazłem przypadkiem, porządkując redakcyjne papiery zmarłego w 1995 r. Mieczysława Pszona, wieloletniego wicenaczelnego "Tygodnika". Na dole widnieje miejsce i data sporządzenia ("Praga, 1 stycznia 1977 r."), na początku zaś nagłówek, brzmiący trochę familiarnie, trochę dramatycznie i trochę staroświecko: "Najmilsi!". A dalej: "Ponieważ może się zdarzyć, że ktoś będzie was zmuszać do wypowiedzi o nieznanym, co jest amoralne, uważamy za swój obowiązek udostępnić wam tekst, o którym się dużo mówi, ale którego prawie nikt nie widział". Potem odstęp - i tytuł dokumentu, wypisany wielkimi literami: "KARTA 77".
Czyta się kilka minut

W jaki sposób ten tekst trafił do "Tygodnika"? Kto go przemycił, kto tłumaczył? I kiedy? Sygnowany jest m.in. przez Jana Patočkę, który za podpisanie "Karty" zapłacił życiem: ten prawie 70-letni filozof zmarł 13 marca 1977 r., wycieńczony wielogodzinnym przesłuchaniem. Czy zatem manifest czechosłowackiej opozycji dotarł do Krakowa niemal natychmiast po jego ogłoszeniu? Tego nie dowiemy się już chyba nigdy.

Dziś mija 30 lat od tamtych wydarzeń. Czesi i Słowacy są wolni. Zarazem w ich krajach przeszłość wciąż budzi emocje - podobnie jak w Polsce. Obecnie może nawet bardziej niż jeszcze kilka lat temu. Skąd to nagłe zainteresowanie? Jak Czesi i Słowacy patrzą na historię? Czy w obu społeczeństwach istnieje w ogóle konsens w jej ocenie? Czy tęsknią za komuną? Jak radzi sobie w tej sytuacji Kościół? Odpowiadają na te pytania przede wszystkim autorzy czescy i słowaccy: ks. Tomaš Hálik, biskup Václav Malý, Václav Hável, Martin Šimečka, Václav Burian, Ján Čarnogurský i wielu innych.

Czterostronicowy tekst, przemycony z Pragi do redakcji "Tygodnika", kończył się słowami: "Wierzymy, że Karta 77 przyczyni się do tego, żeby wszyscy obywatele Czechosłowacji mogli pracować i żyć jako ludzie wolni". 30 lat temu trzeba było mieć naprawdę dużo wiary i nadziei, aby tak napisać. Zwłaszcza w Czechosłowacji.

Fotograficy

Autorzy zdjęć, publikowanych w tym wydaniu "Historii w Tygodniku", należą do najwybitniejszych fotografików w Czechach i na Słowacji. Jindřich Štreit (ur. 1946) zaczynał od dokumentowania życia codziennego w rodzinnej wiosce na Morawach, gdzie nadal mieszka. Potem zaczął zapraszać fotografów, którzy nie mogli wystawiać w komunistycznej Czechosłowacji - i wkrótce wieś licząca niespełna 20 mieszkańców stała się oazą kulturalnego undergroundu. Nie uszło to uwadze władz i Štreit trafił do aresztu. Wydano mu też zakaz fotografowania. Po 1989 r. nadal organizuje wystawy w swojej wsi, a jego prace krążą po galeriach na całym świecie. W centrum zainteresowania Štreita jest człowiek. Może dlatego na jego zdjęciach nie ma chłodu anonimowości. O swych fotografiach mówi: "okno na świat, w którym żyję".

Jego słowacki kolega, Ľubo Stacho, urodził się w 1953 r. w górniczym miasteczku Handlova. Jego fotografie to opowieści - dokumentalne lub baśniowe: o człowieku i przemijaniu. Specjalizuje się w fotograficznych dyptykach: parach fotografii, których obiekt jest ten sam, ale został sfotografowany w różnym czasie. Miał kilkadziesiąt wystaw indywidualnych i uczestniczył w ponad dwustu zbiorowych na całym świecie.

PB

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 13/2007