Utyskiwanie na współczesność nie jest niczym nowym. Robili tak przedstawiciele każdej epoki i każdego wieku. Właśnie dlatego uważam, że książką, do której należy nieustannie wracać, są „Dzieje” Herodota. Każdorazowy powrót do lektury „Dziejów” utwierdza mnie w trzech przekonaniach.
Po pierwsze, czasy zawsze były w jakimś sensie złe, tylko zmienia się scenografia i technologia zła. Człowiek współczesny wcale nie jest okrutniejszy od starożytnego, ma tylko doskonalsze narzędzia.
Po wtóre, ludzie od zawsze szukali sensu wydarzeń. Współcześni Herodotowi szukali ich u wyroczni.
Po trzecie, fakty wcale nie są najważniejsze. Dzieło Herodota to skomplikowany splot relacji o wydarzeniach prawdziwych, zasłyszanych legend, mitycznych opowiadań i rzeczy zupełnie nieprawdopodobnych. To bowiem, co kształtuje nasze życie, to nie są fakty, ale relacje o faktach: prawdziwych
i nieprawdziwych, tych, które miały miejsce, i tych, które nigdy się nie dokonały, ale wciąż żyją w ludzkiej pamięci.
Jesteśmy tacy sami jak bohaterowie „Dziejów” spisanych przez tego starożytnego historyka. Ta lektura wyzwala z przekonania o własnej wyjątkowości. ©
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















