Reklama

Handel i sacrum

Handel i sacrum

11.09.2005
Czyta się kilka minut
W dyskusji o handlu w niedzielę większość osób ze strony kościelnej potępiała otwieranie sklepów w dzień świąteczny, argumentując (poniekąd słusznie), że osoby zmuszone wówczas pracować nie mogą przebywać z rodzinami. Kiedy jednak odwiedziłem ostatnio Jasną Górę, przekonałem się, że istniejące tam sklepy - należące do sieci “Claromonte", której właścicielem jest zakon paulinów - pracują w niedziele i święta kościelne, a pracownikami są z reguły kobiety. Podobnie jest w sanktuarium na Górze św. Anny na Opolszczyźnie. W obrębie Rajskiego Placu jest sklepik z dewocjonaliami, handlujący także wtedy, gdy kilkanaście metrów dalej w bazylice Św. Anny sprawowana jest Eucharystia. Sklep jest własnością zakonu franciszkanów (z tego, co wiem, prawo kanoniczne zabrania zakonnikom i duchownym prowadzenia działalności handlowej), za ladą często stoi zakonnik, mnie akurat obsługiwała miła ekspedientka.
D

Dlaczego jednym wolno to, czego zabrania się innym?

DANE OSOBOWE DO WIADOMOŚCI REDAKCJI

***

Do obowiązku uczczenia dnia świętego trudno podchodzić bezwzględnie. Choć katolicy zdają sobie sprawę z normy niepracowania w niedziele i święta, nikt o pracę w tym dniu nie ma pretensji do lekarzy, żołnierzy czy kierowców komunikacji miejskiej. W przypadku wspomnianej w liście kampanii dotyczącej supermarketów chodzi nie tyle o pracę jako taką, co przede wszystkim o pracę niekonieczną. To ostatnie określenie jest też obecne w jurysprudencji kościelnej - powstrzymać się od prac niekoniecznych (pierwsze przykazanie kościelne). Supermarkety przez swój harmonogram pracy nie tylko ograniczają życie pracowników, ale przede wszystkim tworzą nową jakość w życiu społecznym - akcent kładziony dotąd na sacrum przesuwa się w stronę profanum. Dokonuje się to w dniu niejako stworzonym dla świętości. Jeśli więc w niektórych państwach możliwy jest zakaz handlu w niedzielę dla dużych placówek handlowych (tak jest np. w Niemczech), dlaczego taka ewentualność nie miałaby być przynajmniej dyskutowana w Polsce, gdzie niewspółmiernie więcej ludzi chodzi w tym dniu do kościoła?

Osobną kwestią jest handel w przyparafialnych kioskach i sklepikach. Istnieje pojęcie służby Bożej. Można mieć do tego różne podejście, osobiście jestem przekonany, że wpisuje się ona w kontekst ludzkich potrzeb, a mają one dla mnie przede wszystkim duchowe, to jest wyższe znaczenie. Kapłani także pracują w niedzielę i w tym zdaniu nie ma sarkazmu ani przesady. Ich praca wymaga zaangażowania kościelnych, organistów i gospodyń. Pod jakimi jednak warunkami uznać handel np. w sklepikach pod chórem, za element wspomnianej służby Bożej? Trudno silić się w tym momencie na definicję nominalną, co jest takim handlem, więc ograniczę się do definicji funkcjonalnej: nie umiem sobie wyobrazić wizyty w sanktuarium (a zgódźmy się, że najwięcej pielgrzymek przybywa do miejsc kultu w niedziele), w którym nie byłoby możliwości kupna folderów, różańców, wizerunków obrazu świętego czy figury. Podobnie z prasą katolicką, która często wychodzi na konkretną niedzielę właśnie i zawiera teksty liturgiczne z tego dnia oraz komentarze. Dla mnie te sprawy są elementem służby Bożej. Podobnie jak restauracja w domu pielgrzyma czy (proszę się nie gorszyć) ubikacja nieopodal kościoła z jej pracownicą.

Zupełnie inną sprawą jest lokalizacja wspomnianych punktów i harmonogram pracy ich pracowników. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której przykościelny handel zakłócałby atmosferę sacrum. Zresztą - z tego, co pamiętam - takie miejsca handlu znajdują się w najgorszym przypadku pod chórem, z tyłu kościoła. Najlepiej, gdyby były w przedsionku albo na zewnątrz. Nie wyobrażam sobie także, by kościelny pracodawca zachowywał się w sposób zbliżony choćby do dyrektorów supermarketów. Ale to jest już zupełnie inny temat i wymaga indywidualnego potraktowania.

Podsumowując - kościelny zakaz handlu dotyczy tak zwanych prac niekoniecznych i dla mnie osobiście o wiele bardziej pasuje do supermarketu niż do kościoła. W jakimś sensie są to rzeczy nieporównywalne, a już na pewno nie należy zwieść się pozorom, że w jednym i drugim przypadku dochodzi do wymiany pieniędzy na towary, więc mamy do czynienia z taką samą jakością. Usługi działają na podobnych zasadach, a nikt nie wnosi, by np. zamknięto pogotowie ratunkowe w niedziele. Jeśli chodzi o kanoniczny zakaz handlu dla duchownych, rzecz jest oczywista. Gdyby proboszcz prowadził sklep (jakikolwiek), z którego odnosiłby indywidualne korzyści, można by mieć uzasadnione pretensje, bo takich praktyk zakazuje kodeks prawa kanonicznego. Jednak to, co dzieje się w sanktuariach i kościołach, dotyczy działalności parafii i zakonów. Chyba dobrze, że są one przedsiębiorcze i na remonty czy etaty zdobywają środki, nie ograniczając się do zbierania składek.

KS. MAREK ŁUCZAK

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]