„Gospel”

Nowa płyta Lao Che zaskakuje tym, co poprzednia: świeżością i bezpośredniością w podejściu do tematu, którego nikt w ten sposób nie potraktował.
Czyta się kilka minut
"Gospel" Lao Che, okładka /
"Gospel" Lao Che, okładka /

Wtedy zespół pozwolił bohaterom Powstania Warszawskiego zejść z pomników i otrzepać się z muzealnego kurzu. Teraz robi coś podobnego z wiarą i tradycją religijną, zdejmując ją z ambon i ołtarzy, aby mówić o niej żywym językiem codzienności, który działa orzeźwiająco i oczyszczająco.

Gospel to tradycyjna chrześcijańska muzyka obrzędowa, wykonywana przez czarnoskórych Amerykanów. Lao Che nie nawiązuje do niej bezpośrednio, a na płycie dominuje rasowy rock o wpadających w ucho, zawadiackich melodiach i wyrazistych partiach instrumentalnych, czerpiący z takich stylów jak punk czy ska (przychodzi na myśl Kult z okresu "Taty Kazika"). Twarda, rockowa motoryka zostaje efektownie zderzona z odgrywającym żydowskie motywy klarnetem i "gospelowymi" chórkami, tworząc swoisty "kulturowy" fundament albumu. I świetnie komponując się z tekstami, w których tradycyjne symbole chrześcijaństwa (potop, rajska jabłoń, ukrzyżowanie, oko Opatrzności) zostają wplecione we współczesne konteksty i pomieszane z motywami popkultury (np. z cytatami ze starych filmów i kreskówek). Uderza swoboda i ironia - niekiedy o posmaku prowokacji - w podejmowaniu problemów wiary czy sumienia (ale także depresji, frustracji i ogólnie "biorczego" podejścia do życia). Ta zadziorna lekkość ("nie będę do Pana telefonował", "Chrystek pryskaj przed oczami złymi", "mój Noe, mój ptysiu miętowy, zsyłam potop", "rzekło Oko, panowie piszcie swoje życie") działa tak samo jak na albumie "Powstanie Warszawskie" - od utworów tchnie naturalnością i autentycznością. Śmiałe umieszczenie religijnych metafor w kolokwialnym języku nadaje płycie ciężaru gatunkowego, jakby trochę na przekór samej muzyce: granej z radosnym szwungiem i szorstkim, chłopackim wdziękiem.

Album ładnie trafia w swój czas. Czas dyskusji nad kryzysem religijności i pogłębiającego się zwątpienia w tradycyjne busole i róże wiatrów. A co najważniejsze: Lao Che krzepi. Tak jak krzepi myśl, że tęsknota za jakimś wyższym porządkiem czy sensem (określanym przez religię, miłość czy przyzwoitość) nie jest absurdem, bajką, z której trzeba wyrosnąć. Nic nie zmieni tego, że - jak przewrotnie powiada Andrzej Sosnowski - "chciałbyś paść ofiarą dowolnej intrygi".

"Gospel"

Lao Che

Rockers Publishing

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 13/2008