Gniew, frustracja lub kaprys Francuza będą brzemienne w skutki nawet dla nas, daleko od Paryża

Jeśli w niedzielę nie chciało wam się zagłosować, to mieliście ku temu poważne powody oprócz tego, że słonko świeciło.
Czyta się kilka minut
Fot. Stefano Neri / Adobe Stock
Fot. Stefano Neri / Adobe Stock

Tysiąc trzysta euro kosztuje miejsce w samolocie Lufthansy na trasie między Frankfurtem a Strasburgiem. Nie da się taniej przejechać tych dwustu kilometrów? Normalni ludzie pokonują je autobusem, jadąc dwie godziny za jedną dwudziestą tej ceny. A jednak chcecie się poczuć wyjątkowi? Będzie trudno, rozkład przewiduje bowiem taki złoty, a skromny lot tylko raz w miesiącu – w poniedziałek po południu i w czwartek, również po obiedzie. Czemu wtedy? Bo są skrojone pod europosłów i inne ważne postaci instytucjonalnej bańki, udające się na sesje parlamentu, a potem po czterodniowej pracy do domu. Bądźmy złośliwie dokładni: owe cztery dni „pracy” są tylko na papierze, realna robota dzieje się tylko we wtorki i środy, potem byle do obiadu i pa, pa.

Kto bogatemu zabroni? To znaczy wam, fundatorom tych wspaniałości, cóż że pośrednim, złożony podział pracy cechuje przecież rozwinięte społeczeństwa, jeden płaci podatki, drugi za nie fruwa. Jeszcze by mu papierowa korona w autobusie na wybojach spadła. Jeśli w zeszłą niedzielę nie chciało wam się zagłosować, to mieliście ku temu różne poważne powody, oprócz tego że słonko świeciło (podobnie uczciwe powody mieli ci, co jednak poszli). Ale tak czy owak, możecie być spokojni, wielkiej różnicy w dalszym funkcjonowaniu wspólnoty państw wasz krzyżyk lub jego brak nie uczynił.

Za to już niebawem ciężką jak kamień kartkę będzie ściskał w garści wyborca francuski, z nagła powołany do urn gambitem swojego prezydenta, który jeszcze tego samego niedzielnego wieczora pomieszał szyki komentatorom odprawiającym nowenny do świętego banału. Gniew, frustracja lub kaprys Francuza będą brzemienne w skutki nawet dla nas, tu daleko od Paryża – i to jest właściwa skala porównawcza. W kwestii więc latających cyrków możemy spokojnie powrócić do oglądania po raz setny arcydzieł Johna Cleese’a.

Wprawdzie parlament to w dużej części składowisko odpadów politycznych, ale cała ta żmudna procedura deliberacji wymyślona przez mądrych ludzi na miejsce wojen odbywa się przecież w brukselskich korytarzach wypełnionych zapachem gnijących w teczkach kompromisów. Tyle że są to korytarze Komisji oraz Rady, czyli miejsca, gdzie zasiadają premierzy – obecni, nie byli – albo ministrowie wysłani ze stolic. Jeśli niedzielne wybory mogą służyć za orientację w przyszłych układankach, to jestem skłonny was uspokoić, że naszym przewodom pokarmowym nie zagrażają jakieś nagłe urzędowe zmiany (włoska Liga poszła dalej niż straszenie mąką z robaków, na plakatach sugerowała, że Europa każe Włochom jeść inne horrendum: pizzę z ananasem –  wrócimy jeszcze do tej zniewagi). Solidna reprezentacja partii z „ludem” w nazwie raczej utopi wszystkie jeszcze będące na stole istotne, potencjalnie wywrotowe zmiany w rolniczej części Zielonego Ładu.

Częściowo słusznie: nie da się pewnych postulowanych zmian przeprowadzić w sposób, który nie zrujnowałby realnych (a nie utopijnych, z podmalowanej sepią arkadyjskiej wizji) rolników, dopóki np. trwa blokada zmiany w prawie dotyczącym roślin uzyskanych dzięki tzw. nowym technikom genetycznym. Nauka zalicza w tej materii od dekady epokowe zmiany, a Europa ciągle tkwi ze swoim ogólnym zakazem wszelkiego „gieemo” z 1990 r. Trzy lata trwało żmudne szukanie konsensusu wokół ułatwień dla roślin uzyskanych drogą mutacji podobnych do tych zachodzących samoistnie w przyrodzie (zawdzięczamy im tak sympatyczne rzeczy, jak fioletowe tulipany, buldożki francuskie albo jabłka granny smith), które mogą zapewnić np. rośliny bardziej odporne na choroby – co dopiero otwiera drogę do stopniowego wycofywania pestycydów. Albo uprawy zdolne sobie poradzić w suchszej i bardziej zasolonej glebie – zmiany polityczne są odwracalne, ale zmiana klimatu dzieje się bez względu na sondaże. Komisja zaproponowała, parlament dłubał, poprawiał i wstępnie klepnął, po czym ministrowie spotykali się kilkanaście razy, ostatnio w maju, aż pełniąca przewodnictwo Belgia musiała uznać porażkę. Następni w kolejce do prezydencji są Węgrzy, dotychczas niechętni tym zmianom. A potem kolej Polski, od stycznia. Czy zdołamy to posunąć? Ministerstwo mądrych kroków mamy, obawiam się, wciąż nieobsadzone.

Włoch prycha na naszą pizzę z ananasem, a sam przecież je paskudztwa, np. chleb zupełnie bez soli w Toskanii i Umbrii. Ja go uwielbiam, ale wiem, że prawie nikomu tu nie smakuje. Trzeba go po prostu jeść z czymś wyrazistym. Np. jak w tym recyklingowym przepisie pici alle briciole. Pici to takie grubsze spaghetti z ciasta z dodatkiem oliwy, możemy je zastąpić zwykłymi kluskami, byle dobrej jakości. A briciole to okruchy, możemy wziąć czerstwą białą ciabattę, z solą – nie mamy wyboru. Na dużej patelni podgrzewamy na dobrej oliwie (niestety musi być droga) dwa rozkrojone ząbki czosnku i nieco pokruszonej papryczki. Wyjmujemy czosnek, dodajemy ok. 200 g drobno pokruszonego miękiszu, podsmażamy aż do lekkiego zrumienienia. Przerzucamy na patelnię 400 g ugotowanego al dente makaronu, mieszamy energicznie, aż się połączy z chlebem, zdejmujemy z ognia, polewamy szczodrze oliwą i na koniec dodajemy posiekaną natkę, a już na talerzach garść tartego sera.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 24/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Wybory od kuchni