Obecny prezes NBP przejdzie do historii jako ten, który bank centralny zmienił de facto w departament stóp procentowych ministerstwa finansów. Groteskowych konferencji, podczas których przekonuje, że podczas wcześniejszych wystąpień nie pomylił się w ocenach i prognozach, nie warto nawet komentować. O tym, że Glapiński myli się już seryjnie, najdobitniej świadczy nieskuteczność polityki kierowanej przez niego RPP, która od października ubiegłego roku podniosła stopy procentowe z 0,1 proc do aż 6,75 proc. Nasz bank centralny należy pod tym względem do najbardziej radykalnych, za to ze skutecznością u niego słabo. We wrześniu inflacja wzrosła według wstępnych odczytów do 17,2 proc. Nieźle na tle Estonii, w której sięga ona 25 proc. Fatalnie w porównaniu z Francją, gdzie nie przekroczyła 7 proc.
PRZECZYTAJ TAKŻE:
NIE DLA NICH WAKACJE KREDYTOWE. CIĘŻKI LOS POLSKICH FRANKOWICZÓW >>>>
Po ostatnim posiedzeniu, które po raz pierwszy od roku nie przyniosło podwyżki stóp, jako głównego sprawcę cenowego wyżu prezes wskazał drogą energię i surowce. Glapiński bez wątpienia nie ponosi odpowiedzialności choćby za ostatnią decyzję krajów OPEC+, które postanowiły zagrać na nosie USA i zmniejszyć wydobycie ropy – co ponownie wystrzeli jej światowe ceny i wpłynie (poprzez koszty paliw) również na inflację w Polsce. Ale to na nim ciąży odpowiedzialność za to, że coraz mniej konsumentów w Polsce i inwestorów zagranicznych wierzy, że polityka monetarna NBP ma sens i dlatego warto jeszcze mieć w portfelu złotego. Spadek zaufania rzadko da się mierzyć w procentach, w tym przypadku starczy jednak spojrzeć na tabele kursów głównych walut, które w ciągu roku zdrożały do złotego o ponad 20 proc.
Niebawem tyle samo pokażą wskaźniki inflacji.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















