Gdybym był prezydentem...

Gdybym był prezydentem Ukrainy, miałbym wiele powodów do radości.
Czyta się kilka minut

Gospodarka jest w zapaści, państwo jest dysfunkcjonalne, demokracja nabiera charakteru fasadowego. Mimo to dwaj antagoniści – Unia Europejska i Rosja – zabiegają, abym wybrał jedną z ich ofert: podpisał umowę stowarzyszeniową z Unią lub przystąpił do unii celnej Rosji, Kazachstanu i Białorusi. Gdybym był prezydentem Ukrainy, wiedziałbym też, że żadnej z tych ofert wybrać nie mogę, gdyż są dla mnie równie zabójcze. Realizacja umowy z UE nie tylko wzmacnia moich politycznych przeciwników, ale grozi zapoczątkowaniem reform, które mogą podminować moją pozycję i cały system oligarchiczny. Alians z Rosją nie zmusza mnie do reform, ale słowiański uścisk Kremla byłby początkiem końca mojej suwerenności. I może też mojego (i mojej rodziny) prywatnego bezpieczeństwa i dobrobytu. Dlatego, gdybym był prezydentem Ukrainy, nie chciałbym ani jednego, ani drugiego. Chciałbym kredytów z Chin i inwestorów z Bliskiego Wschodu, aby kontynuować politykę „trzeciej drogi”: między integracją europejską a integracją euroazjatycką. Chciałbym status quo. Ale ani Rosja, ani Unia nie chcą odpuścić.

Co więc robić? Blefować i wodzić za nos. Rosję straszyć Unią, a Unię Rosją. Nie podpisywać nic, albo podpisać i nie realizować. A potem zrzucić winę na innych. Kupować czas tak długo, jak inni są gotowi go sprzedawać po promocyjnych cenach.

Nie jestem prezydentem Ukrainy i nie wiem, jak interpretuje on obecną sytuację. Jest jednak pewne, że w sporze Kijowa z Brukselą o warunki (nie)podpisania umowy stowarzyszeniowej Ukraina gra znacznie powyżej swej kategorii wagowej. Nie dlatego, że rządzi nią wielki strateg, ale dlatego, że udało jej się zbudować mit, iż to inni przeszkadzają jej stać się normalnym krajem. Tymczasem głównym problemem Ukrainy nie jest Unia ani Rosja, lecz elita polityczna, która boi się reform, bo to ryzyko dla własnej pozycji i bogactwa. Na niedawnym Światowym Forum Ekonomicznym w Kijowie premier Azarow z rozbrajającą szczerością oznajmił zgromadzonemu biznesowi europejskiemu, że reformy oznaczają brak stabilności... Nie pokładajmy więc nadziei w magicznym wpływie umowy stowarzyszeniowej na Kijów. Wspierajmy reformy, wymagajmy realizacji zobowiązań i nie dajmy się oszukiwać. Dla dobra Ukrainy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 47/2013