Gauck, nauczyciel wolności

Całe Niemcy, zachodnie i wschodnie, doświadczyły w minionych tygodniach rzeczy niezwykłej: poczucia zbiorowej i spontanicznej sympatii dla człowieka z dawnej NRD. "Gauck jest tym, kogo dziś nam trzeba" - brzmiał tytuł wstępniaka w dzienniku "Welt", który zwykle popiera chadecję. Wyjątkowo zgodnie wyglądała okładka magazynu "Spiegel", który wołał: "Gauck byłby lepszy".
Czyta się kilka minut

Wysuwając kandydaturę Gaucka, socjaldemokraci i Zieloni trafili w dziesiątkę. Kapitałem Gaucka jest "życie", triumfował lider SPD Sigmar Gabriel, gdy kapitałem Wulffa - jedynie jego "polityczna kariera". Tym razem z Gabrielem zgadzało się wyjątkowo wielu polityków chadecji i liberałów, którzy otwarcie wyrażali sympatię wobec kandydata konkurencji. A sam Gauck, NRD-owski opozycjonista i przez 10 lat szef "niemieckiego IPN-u", zauważał nie bez satysfakcji, że pierwszym, który wpadł na pomysł wysunięcia jego kandydatury, był akurat Jürgen Trittin - dziś polityk Zielonych, ale za młodu zachodnioniemiecki komunista. "Czy to nie zabawne?" - pytał ten, który 20 lat temu obalał komunizm.

Gauck nie będzie prezydentem, ale dokonał rzeczy niezwykłej: jego kandydatura zmieniła klimat polityczny. Można rzec: Gauck dowiódł, że mimo apokaliptycznych scenariuszy demokracja jest żywa. Jego podróże po kraju i polityczne spotkania miały jedno motto, ukute 21 lat temu na ulicach Lipska: "To my jesteśmy narodem!".

Urodzony w 1940 r. w Rostocku nad Bałtykiem (ojciec był kapitanem statku), jako dziecko doświadczył wojny i potem sowieckiej okupacji. W 1951 r. NKWD aresztowało jego ojca, pod zarzutem rzekomego szpiegostwa; trafił na Syberię. Był to pierwszy etap politycznej socjalizacji ówczesnego 11-latka, który już jako nastolatek chciał zostać dziennikarzem. Ale zawód dziennikarza w komunizmie - to nie było coś dla takiego wolnego ducha. Został więc pastorem: profesja, która w NRD stwarzała pewne przestrzenie wolności.

Jeszcze przed upadkiem NRD Gauck zaangażował się w opozycję. Został współzałożycielem "Nowego Forum", jednego z najskuteczniejszych ugrupowań opozycyjnych. A po zjednoczeniu Niemiec - szefem urzędu odpowiedzialnego za udostępnienie obywatelom akt komunistycznej bezpieki Stasi. Był to, i jest nadal, kluczowy urząd dla procesu politycznych, prawnych i moralnych obrachunków z dyktaturą komunistyczną w NRD.

Pełniąc tę funkcję, Gauck zyskał także wielu wrogów. To, że nie został dziś prezydentem, może im "zawdzięczać": podczas trzeciego, decydującego głosowania elektorzy z postkomunistycznej Partii Lewicy wstrzymali się od głosu. Gdyby go poparli - razem z SPD i Zielonymi - to on byłby prezydentem. Ale takiej politycznej mądrości najwyraźniej nie należy oczekiwać od partii, która wprawdzie zwie się Lewicą, ale w istocie jest zbiorowiskiem starych i nowych komunistów. A wśród nich - także wielu byłych pracowników i konfidentów Stasi.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 28/2010