Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Fitness wyobraźni

Fitness wyobraźni

15.05.2016
Czyta się kilka minut
Enzensbergerowi chodzi o „alfabetyzację”, czyli nowy rodzaj edukacji, który objąłby swym zasięgiem zarówno literaturę, jak i naukę.
W

W lutym 2015 r. odwiedziłem w Dublinie Johna Banville’a, znakomitego prozaika, który w latach 70. i 80. ubiegłego wieku opublikował kilka powieści o słynnych naukowcach (Koperniku, Keplerze i Newtonie). Celem mojej wizyty był wywiad na temat relacji łączących literaturę i naukę. Czego powieściopisarz może się nauczyć od fizyka lub matematyka? I na odwrót: dlaczego ściślacy nie powinni ignorować twórczości literackiej?

Gdy poruszyłem temat wzajemnych animozji między pisarzami a naukowcami, Banville opowiedział mi kapitalną anegdotę. Parę lat temu znajomi zaprosili go na okolicznościowe przyjęcie, na którym pojawił się także wzięty chirurg (nie pamiętam, jaką częścią ludzkich trzewi się zajmował, ale powiedzmy, że jego specjalizacja obejmowała operacje mózgu). Gdy powiedziano mu, że Banville trudni się literaturą, natychmiast wypalił, że to się znakomicie składa, ponieważ po przejściu na emeryturę zamierza napisać powieść. Pisarz nie pozostał dłużny. „To się rzeczywiście doskonale składa – odparował – ponieważ ja po przejściu na emeryturę zamierzam się zająć neurochirurgią”.

Anegdota doskonale piętnuje arogancję naukowca, za którą kryje się naiwne przekonanie, że skoro literaturę robi się ze słów, a słowami posługujemy się wszyscy, to każdy może zamierzyć się na dzieło literackie. Otóż nie każdy i nie zawsze – tłumaczył Banville – argumentując, że by uprawiać literaturę, trzeba przez wiele lat szykować się do tego zawodu, prowadzić poszukiwania i eksperymentować, czytać i analizować teksty mistrzów, namiętnie ich naśladować, a następnie pisać przeciwko nim, tworząc nowe opowieści. Pod tym względem nie ma żadnej różnicy między twórczością literacką a badaniami naukowymi. Te ostatnie bowiem również wymagają długoletniego zaangażowania, wnikliwych studiów, których trud mogą unieść tylko nieliczni. Wspomniane podobieństwo prowadzi do jednego: obydwa światy – literacki i naukowy – są od siebie niemal całkowicie odgrodzone.

W 2002 r. Hans Magnus Enzensberger, niemiecki poeta, eseista, tłumacz, wydawca i redaktor, opublikował tom pt. „Eliksiry nauki”, w którym polemizuje z tezą, że między literaturą a nauką wznosi się potężny mur nie do sforsowania. Pisarz przypomina, że podziały między dyscyplinami, w których objawia się potencjał naszej wyobraźni, pojawiły się w historii myśli dość późno i są konsekwencją procesu profesjonalizacji i specjalizacji. W ciągu ostatnich kilkuset lat każda z dziedzin wydoskonalała swoje narzędzia, rozwijała metodologie i tworzyła nowe maszyny (badawcze i językowe). Ta skądinąd naturalna zmiana wywołała efekt uboczny w postaci przeświadczenia, że literatura i nauka to dyscypliny dla wtajemniczonych. Więcej: że ktoś, kto zajmuje się jedną z nich, nie może z równym znawstwem uprawiać drugiej.

Ale nie zawsze tak było. Do XVIII w. drogi nauki i literatury nieustannie się krzyżowały, a i później zdarzało się, że co poniektórzy (Raymond Queneau, Primo Levi, Italo Calvino, Stanisław Lem...) zapuszczali się na obydwa terytoria, gromadząc bezcenne łupy. To prawda – pisze Enzensberger – że proces profesjonalizacji i specjalizacji się dokonał, utrudniając zwykłym śmiertelnikom zrozumienie sensu najnowszych odkryć naukowych czy ostatnich eksperymentów literackich. Nie znaczy to jednak, że powinniśmy pogłębiać przepaść między tymi światami.

Ignorując się wzajemnie lub traktując się nazbyt powierzchownie, ich przedstawiciele zagubią cel, który powinien przyświecać naszym twórczym działaniom. Jeśli zależy nam nie tylko na postępie, który bywa całkowicie ślepy na kwestie etyczne, ale też na rozwoju, w wyniku którego możemy lepiej żyć wśród innych istnień, zapewniając sobie i im należytą ochronę, musimy ogarnąć wszystko. By to zrobić, potrzebny jest „przekład”: konsekwentne, czasem mozolne tłumaczenie zagadnień właściwych dla jednej dziedziny na język drugiej. Potrzebna jest popularyzacja – tak nauki, jak literatury.

Swą książką Enzensberger stara się tę misję wypełnić. Przedkłada czytelnikom przeszło 20 wierszowanych biografii sławnych luminarzy nauki (od Dondiego, przez m.in. Leibniza, Humboldta i Darwina, aż po Neumanna czy Turinga), a także wiersze poświęcone istotnym zjawiskom i zagadnieniom (sieć neuronalna, układ limbiczny, maszyna klimatyczna, masa atomowa czy model teoriopoznawczy). W „Eliksirach...” znalazły się również eseje, w których pisarz przedstawia swoją interpretację relacji między literaturą a nauką.

W pewnym miejscu pisze, że chodzi mu o rodzaj „alfabetyzacji”, czyli nowej edukacji, która objęłaby obydwa obszary. O „długotrwały, lecz wielce obiecujący projekt, który musiałby się zacząć w wieku dziecięcym i dostarczyć naszym nazbyt ospałym umysłom pewnego treningu fitness i niezwykłych uczuć przyjemności” (przeł. Sławomir Leśniak). Wyposażeni w rozległą wiedzę podejmiemy być może – jeszcze przed przekroczeniem wieku emerytalnego – całkowicie nowe wyzwania. ©℗

Hans Magnus Enzensberger „Eliksiry nauki”, przeł. Sławomir Leśniak, słowo obraz / terytoria, Gdańsk 2016

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodzony w 1978 roku. Filozof literatury, eseista, redaktor, krytyk i tłumacz. Dyrektor programowy Festiwalu Conrada. Redaktor działu kultury „Tygodnika Powszechnego”. Dyrektor programów...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]