Fenomen

Nie chce być guru, ale jest fetowany jak guru. Gdy pod koniec maja na berlińskim Dniu Kościołów o. Anselm Grün zajął miejsce na skraju sceny, natychmiast otoczył go tłum wielbicieli. Każdy chciał zdobyć autograf, zrobić sobie z nim zdjęcie.
Czyta się kilka minut

Ojciec Anselm, autor z czołówki list bestsellerów, uśmiecha się dobrotliwie. Jego celem nie jest popularność - ta jest mu nawet nie w smak. Grünowi nie idzie wszak o własną osobę, lecz o sprawę: zbliżyć człowieka do dobroci Boga - nieważne, czy jest chrześcijaninem czy poszukującym; członkiem Kościoła czy kimś spoza.

Szczęście na bulwarze

Niestety, duchowe poszukiwania większości społeczeństwa omijają dziś Kościół - narzekał Grün podczas Dnia Kościołów, gdy na spotkanie “Tęsknota za religijną ojczyzną" przyszło 10 tys. słuchaczy. Jego zdaniem Kościół zbytnio zajmował się samym sobą i własną tradycją, zamiast odpowiadać na tęsknotę za wewnętrzną wolnością i niewysłowionym Bogiem, która także i dziś doskwiera wielu ludziom.

Benedyktynowi z opactwa Münsterschwarzach nie chodzi jednak o krytykę destruktywną: chciałby raczej przywrócić Kościołowi jego tradycję, np. taką lekturę Biblii, jaką pielęgnowali Ojcowie Kościoła, a później mistycy. Grün ceni sobie bogaty w obrazy język chrześcijan z pierwszych wieków po Chrystusie. I opowiada się za renesansem pielgrzymowania. Pielgrzymki, zjawisko niszowe w niemieckim katolicyzmie ostatnich trzech dekad, ostatnio znów zyskujące na popularności, mają być właściwą drogą ku duchowości.

Paradoks polega na tym, że postulowany przez Grüna powrót do chrześcijańskich tradycji nie jest postrzegany tylko jako pobożność, ale także poza środowiskiem religijnym traktowany jest jako cenna wskazówka na życie. Grün jest dziś - jako pisarz religijny, który umie dotrzeć do mas - wyjątkiem w Niemczech. Przykład: z końcem marca tego roku, podczas drugiej wojny w Zatoce, benedyktyn przez dwa tygodnie - dzień po dniu - wypełniał nawet do pół strony w “Bildzie", najlepiej sprzedającej się w Niemczech bulwarówce. Serię “Tajemnica szczęścia" gazeta reklamowała na autobusowych przystankach.

Jednak Grün, który opublikował już około setki książek, przetłumaczonych na niemal dwa tuziny języków, deklaruje się w pierwszym rzędzie nie jako pisarz, lecz mnich. Pisanie jest dla niego wyłącznie “hobby", któremu poświęca w tygodniu dwa razy po trzy godziny, gdzieś na marginesie innych obowiązków. W końcu głównym zajęciem Grüna jest praca klasztornego ekonoma, który kieruje około 20 firmami, zatrudniającymi ponad 280 pracowników. Nic zatem dziwnego, że Grün jest dziś poszukiwanym organizatorem kursów, na których wysoko opłacani menadżerowie zastanawiają się nad wyższymi celami ekonomicznej aktywności.

Gdybym był aniołem...

Grün nie chce wszczynać w Kościele rewolucji, w książkach kładzie zatem akcent raczej na to, co w wierze może pocieszyć zranionego, zagubionego człowieka niż na związane z nią wymagania i obowiązki. I tak, na przykład, pisze o aniołach, które są zwiastunami Bożej bliskości. Samej tylko książeczki “50 aniołów na rok" sprzedało się 750 tys. egzemplarzy. Grün rozumie, że wobec promowanej przez ezoterykę mało wymagającej religijności współczesnemu człowiekowi łatwiej uwierzyć w anioły niż w Jezusa Chrystusa.

Mając zatem na względzie cel duszpasterski, zakonnik wykorzystuje chrześcijańską naukę o aniołach jako szansę na przybliżenie czytelnikowi sympatii, którą Bóg żywi do każdego człowieka. Zapytany w wywiadzie-rzece, jakim chciałby być aniołem, Grün odpowiedział: “Chciałbym zwiastować ludziom, że Bóg bez zastrzeżeń kocha ich wszystkich, że ofiarowuje im prawdziwą wolność i leczy każde ich zranienie".

Samo nazwisko Grüna nie gwarantuje jednak wydawniczego sukcesu, np. “Wprowadzenie do życia założyciela zakonu Benedykta z Nursji" miało skromny nakład. Tajemnica popularności leży zatem w umiejętnie skomponowanej mieszance opatrzonych komentarzem historii, anegdot i aforyzmów rodem nie tylko z chrześcijaństwa oraz kierowanych bezpośrednio do czytelnika porad, jak wieść szczęśliwe życie i osiągnąć wewnętrzny spokój. Takie książki trafiają w Niemczech na podatny grunt: społeczeństwo nie jest tu wprawdzie aż tak zeświecczone jak we Francji, jednak - jak wynika z badań opinii - dominuje nieufność wobec instytucji kościelnych.

Grün źródła swego sukcesu upatruje w tym, że w książkach - w przeciwieństwie do typowej literatury religijnej - nie moralizuje. Wie bowiem, że w cenie jest “zdrowa duchowość, którą charakteryzuje pewien optymizm, a która nie jest pesymistyczno-moralizująca". Gdy tak wielu ludzi jest dziś rozerwanych wewnętrznie, Grün wzywa Kościół, aby zamiast lizać własne rany, zajął się ranami bliźnich.

Czytelnicy, jak twierdzi benedyktyn, cenią w jego książkach od razu wyczuwalną życzliwość dla ludzi. Do tego dochodzi zrozumiały język, który nie wznosi się na niedostępne dla laika teologiczne wyżyny. Właśnie z teologicznego punktu widzenia niektóre zagadnienia mogą wydawać się w pismach Grüna przesadnie strywializowane, egzegeci zaś mogą narzekać na odrzucenie przez niego historyczno-krytycznej metody interpretacji Biblii. Ale benedyktynowi nie chodzi najwyraźniej o to, aby napisać coś nowego. Cel jest inny: uczynić chrześcijańskie orędzie zrozumiałym dla każdego.

Najważniejszym powodem tak szerokiego oddziaływania książek Grüna jest fakt, że jego teologia wyraźnie czerpie z psychologii, ma ambicję pełnić rolę psychoterapeutyczną i na pierwszym miejscu stawia ozdrowieńczą siłę wiary. Współcześni, jak sądzi Grün, szukają takiej wiary, która serio traktuje człowieka i dlatego nie wolno z niej wykluczać psychoanalizy.

W konsekwencji przez wszystkie porady udzielane przez zakonnika przewija się przekonanie, że nie wolno być ślepym na własne upadki, nie należy się jednak potępiać, lecz zaakceptować. “Zaakceptować siebie - takim, jaki jestem - to na pewno najtrudniejsze, czego się ode mnie wymaga. Do tego trzeba pokory, a pokora wymaga zstąpienia w czeluści mojej duszy, w ciemność, w moje agresywne, mordercze, sadystyczne, masochistyczne skłonności. Każdy, kto jest uczciwy wobec samego siebie, wyczuje w sobie takie skłonności" - pisze w jednej z książek.

Grün opisuje, jak tuż po studenckiej rewolcie 1968 r. młodzi mnisi z Münsterschwarzach poszukiwali nowych pomysłów na życie zakonne: od medytacji Zen przez psychologię głębi aż po teorie dynamiki grupowej - i właśnie na tych z pozoru okrężnych drogach odkryli na nowo mądrość pierwszych mnichów, przede wszystkim Ojców Pustyni. I tu właśnie tkwi tajemnica: słowa Grüna zyskują taki oddźwięk, bo trafiają dziś do pokolenia, które dojrzewało już po kulturowym przełomie lat 60.

Gdy duchowny zwraca się do tak szerokiej publiki, liczyć się musi z krytyką ze strony i konserwatywnych katolików, i liberalnych ewangelików. Chrześcijanie strzegący tradycji tropią w książkach Grüna przejawy psychoanalizy i zarzucają mu ezoteryzm. Z kolei solą w oku “progresistów" jest fakt, że Grün siega do skarbca tradycji. Jednak zakonnik w ogóle nie zdradza ochoty na jakikolwiek intelektualny czy duchowy flirt z ezoteryką. “Chcę być transparentny wobec Chrystusa" - brzmi jego credo. Zresztą szansą dla Kościoła jest, że tak wielu ludzi sfrustrowanych jest już ezoteryką - czują, że quasi-religia nie przynosi wiele . Dlatego Grün, autor bestsellerów w benedyktyńskim habicie, jest optymistą.

Przełożył Marek Zając

Stefan Orth jest doktorem teologii, redaktorem katolicko-ewangelickiego miesięcznika “Herder Korrespondenz", poświęconego tematyce religijnej i społecznej.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 34/2003