Faktycznie, działam niestandardowo. Rozmowa z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, minister funduszy i polityki regionalnej: Przyszłam do polityki, ponieważ – jakby to nie zabrzmiało – mam ideę. Polskę trzeba zmieniać. Albo zaczniemy kompletnie inaczej myśleć o jej rozwoju, albo się utopimy, świętując sukces trzech dekad transformacji.
Czyta się kilka minut
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Warszawa, 16 czerwca 2025 r. // Fot. Wojciech Olkuśnik / East News
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Warszawa, 16 czerwca 2025 r. // Fot. Wojciech Olkuśnik / East News

Piotr Śmiłowicz: Niektórzy koledzy z Polski 2050 formułują wobec Pani zarzut przedstawiania pomysłów programowych bez konsultacji ze statutowymi strukturami partii. Mają to być de facto propozycje narzucane przez Panią Polsce 2050. Przykładem jest choćby przedstawiony na portalu X Plan dla Polski.

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz: W każdej organizacji są ludzie zadowoleni i niezadowoleni, ale niestety do mediów częściej docierają ci drudzy. Z łatwością mógłby pan znaleźć tych, którzy powiedzą, że byłam przecież szefową Strategii 2050, gdzie przez wiele lat wykuwaliśmy DNA programowe partii i ten element – moderowany przeze mnie – był przyjmowany demokratycznie.

Znalazłem ich, ale w naturalny sposób pytam Panią o głosy krytyczne…

W partii trwa teraz merytoryczna debata i są ludzie, którzy myślą o sprawach gospodarczych inaczej niż ja, w duchu tradycyjnie liberalnym. Ja myślę bardziej prokonsumencko, prorozwojowo, zależy mi na rozbudowanych usługach publicznych. Wiele osób w Polsce 2050 się z tym zgadza, ale jest też inna frakcja. To odzwierciedla pojawiające się różnice, ale nie świadczy o braku rozmowy o nich. Przeciwnie, w PL2050 toczy się żywa dyskusja. I sprawy programowe są dla nas ważne.

Czy sprawy, w kwestii których wie Pani, że mogą nie uzyskać powszechnej zgody w partii, przedstawia Pani w inny sposób?

Pomówmy o przykładach. W sprawie dopłat do kredytów mieszkaniowych, czy asystencji osobistej, jest u nas zgoda. Ale już kataster od trzeciego mieszkania budzi dyskusję. To punkt programowy Szymona Hołowni z kampanii prezydenckiej, jednak są osoby w Polsce 2050, które mają na ten temat inne zdanie. I one wtedy zapewne powiedzą, że to nie jest z nimi konsultowane, choć przecież Szymon Hołownia prezentował te postulaty publicznie.

Pojawia się też zarzut, że w spornych sprawach idzie Pani prosto do marszałka i z nim wszystko załatwia, zamiast proponować swe pomysły na forum gremiów partyjnych. Albo że korzysta Pani tylko z wybranych ekspertów.

Szanuję procedury i instytucje, ale czasem trzeba podejmować szybkie decyzje. To dylemat każdego polityka. I zawsze wtedy znajdą się tacy, którzy powiedzą: mnie nie zapytano o zdanie. A co do ekspertów, zawsze korzysta się ze wsparcia wybranych osób. Tych kompetentnych, ale też bliskich ideowo. Tylko w ten sposób powstają dobre rozwiązania programowe.

Chciałbym dopytać jeszcze o elementy Pani biografii. Do MSZ trafiła Pani z Ośrodka Studiów Wschodnich. Zaskakujące było to, że minister Radosław Sikorski zaproponował Pani pracę od razu na stanowisku wiceministra.

Tak. Z panem ministrem Sikorskim w ogóle się wcześniej nie znaliśmy. W Ośrodku Studiów Wschodnich mieliśmy jednak briefingi merytoryczne dla premiera i ministrów. Na jednym z nich Radosław Sikorski mnie usłyszał i potem zaproponował stanowisko wiceministra. Wówczas  odmówiłam ze względów rodzinnych. Potem pojechałam do Brukseli, minął ponad rok i gdy wracałam, pan minister odezwał się do mnie ponownie – zapytał, czy nie dojrzałam do decyzji. Wtedy się zgodziłam, poszłam do MSZ i to była bardzo dobra decyzja.

A jak było z placówką w Moskwie? Pani sama chciała jechać do Rosji czy ktoś Panią do tego namówił?

To była jedyna ambasada, którą w ogóle brałam pod uwagę. W którymś momencie minister mi ją zaproponował, a ja ofertę przyjęłam, ale od razu powiedziałam, że z powodów rodzinnych w grę wchodzi maksymalnie połowa kadencji.

Czyli nie odwołał Pani przed czasem szef MSZ w nowym już rządzie PiS, Witold Waszczykowski?

Mogłabym budować dziś martyrologiczny mit, ale to byłaby nieprawda. Od początku mówiliśmy o tym, że zostaję na dwa lata. Pracowałam pół roku pod ministrem z PiS, zaproponowano mi nawet, żebym została dłużej. Ale w Moskwie była ze mną cała rodzina, a my byliśmy umówieni, że po dwóch latach wracamy. I tak się stało. Nikt mnie z Moskwy nie wyrzucił.

W odniesieniu do pracy na placówce można usłyszeć zarzuty, że wymieniła Pani cały skład ambasady i zatrudniła ludzi z OSW.

Ambasada to jest sto osób, więc wymiana całego personelu jest niemożliwa.

Chodzi o pracowników merytorycznych.

Rzeczywiście, pojawiło się kilka osób z Ośrodka Studiów Wschodnich, choć jedna była w innej ambasadzie i z tej ambasady zjechała do Moskwy. Druga przyszła bezpośrednio z Ośrodka. Obie zresztą bardzo wysoko kwalifikowane i dobrze pracujące. Ambasada w Moskwie nie była jednak placówką, do której ludzie pchali się drzwiami i oknami. Panują tam bardzo trudne warunki pracy, to było już po aneksji Krymu. 

Ja chciałam tam jechać, pojechałam i nie żałowałam ani przez chwilę. Jednak profesjonalni dyplomaci preferowali inne kierunki i był spory problem z naborem. Do Moskwy nie chcieli jechać, były wakaty, trzeba było wziąć ludzi z zewnątrz.

Zastanawiam się, dlaczego pyta mnie pan ciągle o konflikty. To brzmi jak pytania pod tezę. Z panem ministrem Sikorskim miałam bardzo dobrą współpracę, opartą na wzajemnym szacunku, który trwa do tej pory. Był bardzo dobrym szefem. Dawał decyzyjność, autonomię i odpowiedzialność. To mi bardzo odpowiadało.

W jaki sposób trafiła Pani do Szymona Hołowni?

Szymon Hołownia kiedyś przyszedł do Fundacji Batorego, pierwszy raz go wtedy widziałam. Powiedział, że chce startować na prezydenta, czytał moje teksty, ogląda mnie w mediach i chciałby spytać, czy nie dołączyłabym do jego teamu. Mówiąc szczerze, nie do końca wiedziałam, z kim mam do czynienia. Powiedziałam, że jego plan robi na mnie wrażenie, bo lubię ludzi, którzy podejmują się niesamowitych misji. Ale tu mam pracę, więc życzę powodzenia. Potem minęło kilka miesięcy, Szymon znowu się do mnie zwrócił i wtedy się zdecydowałam.

To było w 2020 roku, gdy Hołownia zaczynał kampanię prezydencką?

Tak. Choć wtedy nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogłabym się bawić w politykę.

Nie chciała pani startować w wyborach?

Dostałam propozycję, żeby wystartować z bardzo dobrego miejsca, ale podziękowałam i powiedziałam, że mogę poprowadzić kampanię. Poprowadziłam i odnieśliśmy sukces.

Teraz rozumiem, że nie wyklucza Pani kandydowania?

Nie wykluczam, bo już weszłam w politykę. Choć staram się nie odpuszczać perspektywy eksperckiej, którą trudno się utrzymuje w polityce, ale ja ją bardzo cenię.

Głosy krytyczne pod Pani adresem pojawiają się również w kwestii Pani nadzwyczajnej aktywności na portalu X. Pozwoliła sobie Pani nawet na krytykę premiera.

Faktycznie, działam niestandardowo. Przyszłam do polityki, ponieważ – jakby to nie zabrzmiało – mam ideę. Polskę trzeba zmieniać. Uważam jednak, że mamy duży problem, jeśli chodzi o elity III RP, które utraciły zdolność do „samo reformowania się”. Elity te mają wrażenie, że ludzie zaraz „otrzeźwieją” i przestaną głosować na PiS. Tymczasem trzeba mieć na to pozytywny pomysł; to jedyny sposób, żeby demokracja w Polsce nie zamieniła się w kolor brunatny. 

Dołączyłam do Szymona, a potem do Polski 2050 z głębokim przekonaniem, że musi to być nowa formacja. Byłam więc zdecydowaną przeciwniczką jednej listy, bo ona skończyłaby się tak, jak w wyborach prezydenckich. Nadal uważam, że albo zaczniemy kompletnie inaczej myśleć o rozwoju Polski, albo się utopimy świętując sukces trzech dekad transformacji. To mnie motywuje. Ale niektórzy ciągle chcą, aby było tak, jak było. A to niemożliwe. Antypis już nie wystarczy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 30/2025