Lista życzeń i zażaleń polskiego miłośnika opery systematycznie się wydłuża. Bywalcy narzekają na mizerię repertuarową naszych teatrów – i słusznie, bo trochę nie wypada tłumaczyć się drożyzną i opłakanym stanem finansów publicznych, skoro w Czechach publiczność może przebierać w operowych produkcjach jak w ulęgałkach. Wystarczy przypomnieć, że w bieżącym repertuarze Teatru Narodowego w Pradze znalazło się ponad czterdzieści tytułów. Niewiele uboższa, a pod wieloma względami ciekawsza, jest oferta Janáčkovego divadla w Brnie, na ogół znakomicie przygotowana pod względem muzycznym i teatralnym.
Miłośnicy operowych gwiazd narzekają, że nie mogą usłyszeć ich w Polsce – sama prawda, choć obawiam się, że brak zainteresowania wybitnych artystów występami na naszych scenach wynika nie tylko z wygórowanych oczekiwań finansowych, lecz także, a może przede wszystkim, z braku ciekawych propozycji i możliwości współpracy ze światowej klasy dyrygentami. Wielbiciele znakomitych polskich głosów żalą się, że łatwiej usłyszeć je za granicą: nie muszę chyba tłumaczyć, że polskie gwiazdy decydują się na występy w innych teatrach dokładnie z tych samych powodów, z jakich światowe sławy omijają nasz kraj.
Skoro jednak czujemy się obywatelami Europy, przestańmy rozpaczać i zróbmy sobie dobrze sami, do czego trzydzieści lat temu nawoływali autorzy pewnej piosenki kabaretowej. Kto woli zostać w domu, może zapoznać się ofertą platformy OperaVision i przez pół roku od daty udostępnienia bezpłatnie oglądać inscenizacje z trzydziestu teatrów zrzeszonych w organizacji Opera Europa. Darmowe retransmisje (z polskimi napisami) są też w programie telewizji ARTE, czasem na tę formę pozyskiwania nowej publiczności decydują się również renomowane teatry, m.in. wiedeńska Staatsoper i Théâtre de la Monnaie w Brukseli.
Osobiście jednak polecam zebrać się na odwagę, by sprawdzić na własne uszy i oczy, co dzieje się w innych częściach Europy. Zawód latającego krytyka freelancera uprawiam od lat kilkunastu i oświadczam z całą mocą, że okazjonalny wypad za granicę, połączony z wizytą w miejscowej operze, może kosztować znacznie mniej i dostarczyć nieporównanie większej przyjemności niż wczasy nad polskim morzem albo wycieczka objazdowa. Pod warunkiem, że zorganizujemy go sobie sami, dobrze się zastanowimy, na co chcemy się wybrać, a przy okazji nie odmówimy sobie rozkoszy zwiedzania, smakowania lokalnej kuchni i poznawania atmosfery regionu.
Zdaję sobie sprawę, że nie każdy podziela moje upodobania, w których twórczość Wagnera, opera barokowa i zapomniana spuścizna XX-wiecznych modernistów często wygrywa z tak zwanym mainstreamem. Zacznę jednak od krótkiego podsumowania moich własnych planów na najbliższe miesiące, które przecież i tak mogą się jeszcze zmienić.
W lutym wybieram się do St. Gallen na kolejną premierę w inscenizacji Krystiana Lady. Tym razem zmierzy się on z legendą „Makbeta” Verdiego – pod batutą Carla Goldsteina, jednego ze współtwórców sukcesu brukselskiego spektaklu „Rivoluzione & Nostalgia”, dwuczęściowego pasticcia złożonego przez Ladę z fragmentów wczesnych oper Verdiowskich, i w tym samym teatrze, gdzie polski artysta wyreżyserował „Lili Elbe” Tobiasa Pickera, wyróżnioną prestiżową Oper! Award za najlepszą prapremierę 2023 roku.
W marcu być może dogonię „Śpiewaków norymberskich” Wagnera w reżyserii Laurenta Pelly’ego, których nie zdążyłam w ubiegłym roku obejrzeć w Teatro Real w Madrycie: w tym sezonie, w ramach koprodukcji, spektakl trafi na scenę Opery Królewskiej w Kopenhadze, pod dyrekcją Axela Kobera, jednego z najwybitniejszych współczesnych dyrygentów wagnerowskich, od kilku sezonów regularnie występującego na festiwalach w Bayreuth.
Będzie okazja do porównań tej inscenizacji z tegoroczną premierą „Śpiewaków” na Zielonym Wzgórzu (w Bayreuth), gdzie w roli Walthera zadebiutuje fenomenalny amerykański tenor Michael Spyres. Tam jednak wybieram się dopiero w sierpniu, a wcześniej mam zamiar odwiedzić dwa ulubione festiwale barokowe: Internationale Händel-Festspiele Göttingen, gdzie George Petrou poprowadzi nową produkcję „Tamerlana” w reżyserii Rosetty Cucchi, ze znakomitym Lawrence’em Zazzo w partii tytułowej; oraz Bayreuth Baroque, którego punktem kulminacyjnym ma być premiera zapomnianej opery Francesca Cavallego „Pompeo Magno” – z udziałem Maksa Emanuela Cenčicia w podwójnej roli reżysera i śpiewaka-protagonisty, oraz polskiego kontratenora Kacpra Szelążka w partii Arpalii.
W ramach tradycyjnego już objazdu letnich angielskich festiwali operowych przewiduję wizytę w Longborough, gdzie Anthony Negus odpocznie tym razem od Wagnera i przygotuje „Pelleasa i Melizandę” Debussy’ego, oraz w Grange Park Opera, która zapowiada „Mazepę” Czajkowskiego w reżyserii Davida Pountneya i z charyzmatycznym Davidem Stoutem w roli tytułowego hetmana kozackiego.
Na tym jednak nie koniec operowych rarytasów, które polecę z lekkim ukłuciem zazdrości, że nie zdołam dotrzeć wszędzie, gdzie bym chciała. Na przełomie marca i kwietnia warto wybrać się do Brukseli, na „Zmierzch bogów”, ostatni człon „Pierścienia Nibelunga” w ujęciu Alaina Altinoglu, dyrygenta, pod którego batutą Wagner zyskał niespodziewane dla wielu melomanów „francuskie” oblicze. Niestety, po drugiej części tetralogii ze współpracy z La Monnaie wycofał się Romeo Castellucci, jeden z największych wizjonerów współczesnego teatru, zastąpiony jednak w miarę godnie przez Pierre’a Audiego. Kto się zdecyduje na tę wyprawę, niech wpierw obejrzy poprzednie człony „Pierścienia”, dostępne bezpłatnie na stronie teatru.

Miłośników włoskiego belcanta gorąco namawiam do wizyty w Bayerische Staatsoper w Monachium, gdzie w czerwcu i lipcu będzie jeszcze szansa dopaść „Córkę pułku” z udziałem Sereny Sáenz w partii tytułowej i fenomenalnego Lawrence’a Brownlee w roli Tonia. Doskonale przyjętą inscenizację przygotowali dwaj specjaliści od oper Donizettiego: reżyser Damiano Michieletto i dyrygent Stefano Montanari.
Majową wycieczkę do Włoch można sobie umilić spektaklem „Hamleta” Ambroise’a Thomasa w Teatro Regio di Torino, gdzie z barytonową partią duńskiego księcia zmierzy się nietypowo tenor John Osborne, a w roli Gertrudy wystąpi zjawiskowa francuska mezzosopranistka Clémentine Margaine. Kto lubi zderzenie baroku z nowoczesnością, a przegapił premierę „Giulio Cesare” Händla w Amsterdamie, ten kupi bilet na któreś z czerwcowych albo lipcowych przedstawień tej samej inscenizacji w Gran Teatre del Liceu w Barcelonie: pod dyrekcją legendy wykonawstwa historycznego Williama Christiego i w reżyserii Calixto Bieito, tym razem z Xavierem Sabatą w roli tytułowej.
Zamiast narzekać, że Krzysztof Warlikowski nie reżyseruje oper w Polsce, lepiej połączyć wiosenny wypad do Paryża z wizytą w Théâtre des Champs-Elysées i obejrzeć jego najnowszą produkcję: „Rosenkavaliera” Richarda Straussa z Marlis Petersen jako Marszałkową, Peterem Rose w roli Ochsa i Mariną Viotti debiutującą w partii Oktawiana.

Można też wybrać się w podróż szlakami rzadziej uczęszczanymi przez polskich operomanów – choćby na północ Europy. Spektakl „Don Carlosa” Verdiego w reżyserii Włocha Davide Livermore, zrealizowany w koprodukcji trzech teatrów z obszaru nordyckiego, w lutym i marcu zagości w Helsinkach, poprowadzony przez Hannu Lintu, obecnego szefa tamtejszej opery i jednego z najciekawszych fińskich dyrygentów średniego pokolenia. W Oslo Operahuset szykuje się w marcu premiera „Lisiczki Chytruski” Janačka – pod batutą Edwarda Gardnera, nowego kierownika muzycznego teatru, i w inscenizacji Stefana Herheima, przeniesionej z Theater an der Wien, gdzie miała premierę w 2022 r.
Kto chciałby sprawdzić, co dzieje się w stolicy naszych zachodnich sąsiadów, z pewnością nie pożałuje wycieczki na „Milczącą kobietę” Richarda Straussa, którą Christian Thielemann zainauguruje w lipcu swoją dyrekcję w berlińskiej Staatsoper, a jeśli woli „Kobietę bez cienia” tego samego kompozytora, powinien zainteresować się nową produkcją Tobiasa Kratzera pod kierownictwem muzycznym Donalda Runniclesa, od stycznia w repertuarze Deutsche Oper Berlin.
Zwolennikom niepowtarzalnej atmosfery letnich festiwali operowych niezmiennie polecam Weronę, gdzie w tym sezonie nadarzy się niejedna okazja do spotkań z polskimi śpiewakami. Tytułową partię w „Aidzie” Verdiego 27 lipca zaśpiewa Aleksandra Kurzak, w innych terminach – za to aż siedmiokrotnie – w partii Amneris wystąpi Agnieszka Rehlis. Kurzak będzie też można usłyszeć w jednym z lipcowych przedstawień „Carmen” Bizeta (jako Micaelę), a 14 sierpnia Piotr Beczała wystąpi jako Don José u boku wschodzącej gwiazdy Aigul Akhmetshiny w roli tytułowej.
Z udziałem Polaków odbędzie się też najgorętsza premiera tegorocznego festiwalu w Aix-en-Provence: „Don Giovanni” Mozarta pod batutą świętującego siedemdziesiąte urodziny Simona Rattle’a, z Magdaleną Koženą w roli Donny Elviry, Andrè Schuenem w partii tytułowego rozpustnika oraz Krzysztofem Bączykiem jako Leporellem i Pawłem Horodyskim w roli Masetta.
A w sierpniu w Salzburgu kolejny spektakl Warlikowskiego, Verdiowski „Makbet” pod kierownictwem muzycznym Philippe’a Jordana, ze znakomitym białoruskim barytonem Vladislavem Sulimskym w roli tytułowej i Asmik Grigorian jako Lady Makbet; oraz kolejna okazja do spotkania ze sztuką wokalną Beczały, który wykona tytułową partię w koncertowym wykonaniu opery „Andrea Chénier” Umberta Giordano pod dyrekcją Marca Armiliato.
Na koniec wspomnę o pewnym niezwykłym przedsięwzięciu, które albo wreszcie pogodzi wagnerystów z miłośnikami wykonawstwa historycznego, albo ich skłóci na dobre. Uroczysty finał dopiero za rok, w 150. rocznicę premiery „Pierścienia Nibelunga”, ale gdyby ktoś jeszcze w tym sezonie miał ochotę się przekonać, jak bardzo różnią się nasze wyobrażenia o jedynie słusznych interpretacjach Wagnera od oczekiwań samego kompozytora, niech spróbuje dopaść Concerto Köln w trasie koncertowej z „Zygfrydem” pod batutą Kenta Nagano. Jeśli zetknięcie z prawdą historyczną wywoła zbyt silne emocje, uroki każdego z mijanych po drodze miast – począwszy od Pragi, przez Paryż, Kolonię i Drezno, na Lucernie skończywszy – gwarantują szybki powrót do równowagi.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















