Elon Musk, prawica i sztuka orania

Nasza rozdarta prawica kocha Muska, bo ów jak mało kto potrafi zaorać lewaka. Ale jak oranie lewaka pogodzić z oraniem Polaka? Mamy na myśli szokującą żarliwość Muska w głoszeniu apeli, by Niemcy znowu wielkie były. Niemcy znowu wielkie, to przecież oranie Polaka na całego.
Czyta się kilka minut
Stanisław Mancewicz // Fot. Grażyna Makara / Katarzyna Włoch / Tygodnik Powszechny
Stanisław Mancewicz // Fot. Grażyna Makara / Katarzyna Włoch / Tygodnik Powszechny

Na inaugurację amerykańskiej prezydentury musimy patrzeć jak na model. Najpewniej impreza rozpoczynająca kadencję nowego polskiego prezydenta będzie czymś na kształt tej amerykańskiej. Które elementy zostaną przeniesione żywcem, a które zostaną zassane jako inspiracja?

Rzec trzeba, że dla ludzi przyzwyczajonych do tradycyjnie pojmowanego majestatu państwa, waszyngtońska balanga była wydarzeniem szokującym. Odbyła się ona bardziej z okazji pognębienia niż wyborczego zwycięstwa. To rozróżnienie jest ważne. Tylko chwilę zajęło nam zastanawianie się, co przypominał nam klimat tej zabawy. Stroje, ruchy, miny i gesty gości znanych i nieznanych były inspirowane ekranizacjami Disneya. To się pewnie wymyśliło im w Stanach samo z siebie, nikt nie musiał pisać kosztownego scenariusza.

Wydaje się, że takie podejście do inauguracji jakichkolwiek rządów gdziekolwiek będzie od teraz obowiązywać wszędzie. Rzecz jasna z bardzo wielu powodów, i w wielu krajach, będzie to zaledwie namiastka – choćby dlatego, że skompletowanie tak niesamowitej, pod każdym względem osobliwej grupy uczestników jest możliwe tylko w Ameryce. Jednak – popatrzmy – nie musimy mieć kompleksów. Zaburzenia behawioralne dzisiejszych polityków i ludzi każdej władzy, też ekonomicznej, i w Polsce są powszechne. Można nie być najbogatszym człowiekiem globu i absolutnie bezładnie przemawiać, wygłaszać najbanalniej głupie albo straszne opinie, robić tak samo dziwne i niepokojące miny, wybałuszać gały i tak samo hajlować. To umie naprawdę każdy i nie trzeba mieć góry dolarów, żeby człowiekowi z okazji takich występów klaskano.

Objęcie władzy przez nowych ludzi w Ameryce – te miny, dziwaczne mowy, pomysły, gesty, zachowania, solidnie niepokoją, ponieważ wszyscy – jak tu ponuro siedzimy – boimy się apokalipsy. Więc sprzedaż wszelakich artykułów mogących pomóc w jej przetrwaniu rośnie. Można mieć dowolne poglądy, ale wystarczy się uważniej rozejrzeć, by odczuwać niepokój. By popaść w stany wahliwe. Warto więc może znaleźć sobie temat wywołujący choćby mgnienie uśmiechu. Niech takim maleńkim pocieszeniem będzie kilka słów o rozdzierającym pechu naszej prawicy. Tego nikt ładnie nie zsumował, a warto. Popatrzmy.

Nasza prawica kocha V. Orbána, który jawnie i bez hamulców kocha W. Putina i jego reżym. Jak ten romantyczny zawijas wytłumaczyć rusofobicznej, własnej przecież publiczności? Nawet tak do bólu oddanej? Przecież tego nie da się logicznie objaśnić. Zresztą, nikt nie próbuje. Jest to zatem miłość nietłumaczona, bo serce – powiada mądrość ludowa – nie sługa. A może to się kiedyś samo wytłumaczy? Jakoś podobnie jest z prawicowym uwielbieniem dla E. Muska. Nasza rozdarta prawica kocha E. Muska, bo ów jak mało kto potrafi zaorać lewaka. Ale jak oranie lewaka pogodzić z oraniem Polaka? Mamy na myśli szokującą żarliwość w głoszeniu apeli, by Niemcy znowu wielkie były. Niemcy znowu wielkie to przecież oranie Polaka na całego. Co więc zrobić i mówić o E. Musku, gdy oto oparliśmy sens intelektualnego istnienia prawicy polskiej na nienawiści do Niemców? Zresztą już od jakiegoś czasu zastanawiamy się, jak pogodzić bycie polskim prawicowcem z uwielbieniem dla producenta aut elektrycznych. Gdyby E. Musk nienawidził Niemców, Żydów, Rosjan i Ukraińców, gdyby produkował auta jeżdżące na koktajl z węgla i ropy, gdyby w trakcie postojów auta te grillowały karkówkę, gdyby wydalały do kanalizacji stężony cyjanek potasu, to można by go było kochać po polsku i bezbrzeżnie. Czy Polak musi mieć zawsze pecha w miłości? Na to wychodzi.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 5/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Pech w miłości