Dziedzictwo Karabachu

Armenia, która zwróciła Azerbejdżanowi sporne tereny, obawia się o los tamtejszych chrześcijan. Ale Azerowie przypominają, że prócz Kościoła ormiańskiego mają na odzyskanych ziemiach „własnych” chrześcijan.
Czyta się kilka minut
Na mocy porozumienia pokojowego z Azerbejdżanem Ormianie opuszczają dystrykt Karwaczar, na terenie którego leży klasztor Dadivank z IX w. 12 listopada 2020 r. / ALEX MCBRIDE / GETTY IMAGES
Na mocy porozumienia pokojowego z Azerbejdżanem Ormianie opuszczają dystrykt Karwaczar, na terenie którego leży klasztor Dadivank z IX w. 12 listopada 2020 r. / ALEX MCBRIDE / GETTY IMAGES

Gdy jesienią ubiegłego roku w Górskim Karabachu wybuchły walki, nie było do końca wiadomo ani kto zaczął, ani jak skończy się potyczka o tereny, które Armenia zajęła na początku lat 90., doprowadzając do potężnego exodusu zamieszkujących Karabach Azerów. Obozy dla uchodźców wewnętrznych przez lata pękały w szwach, bo ormiańscy partyzanci dali azerskiej ludności niespełna dwie doby na opuszczenie swoich domów. Po niemal 30 latach zajęte tereny zostały zwrócone Azerbejdżanowi, w tamtejszych wiadomościach i gazetach pokazywano pozostawione zgliszcza, ale też szczęśliwych mieszkańców, przez wszystkie te lata wciąż mających klucze do domów, które musieli w pośpiechu opuszczać. Sytuacja odwróciła się w październiku. Gdy podpisano porozumienie o zwrocie terenów, zamieszkujący Karabach Ormianie dosłownie zrywali dachy z domów i palili za sobą dobytek, byle tylko nie dostał się w „muzułmańskie ręce”. Z klasztoru Dadivank, należącego do Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego, jeszcze dzień przed przejęciem terenów przez Azerbejdżan wynoszono i wywożono figury oraz obiekty sakralne.

Prezydent Ilham Alijew w rozmowie z Władimirem Putinem obiecał, że kościoły chrześcijańskie w Górskim Karabachu nie tylko nie zostaną przez muzułmanów tknięte, ale też będą chronione, chrześcijanie zaś będą mieli do nich dostęp. Azerscy politycy zwrócili też uwagę na fakt, że w ich kraju, choć zamieszkałym w 95 proc. przez muzułmanów, chrześcijaninie to nie tylko członkowie Kościoła ormiańskiego.

W IV wieku przed naszą erą na terenach dzisiejszego Azerbejdżanu rozciągało się królestwo zwane Albanią Kaukaską (z dzisiejszą Albanią łączy je tylko pochodząca z greki i łaciny nazwa, oznaczająca po prostu górzysty kraj). Jego opisy znajdziemy u Pliniusza i Strabona, Rzymianie zresztą bezskutecznie próbowali podbić te tereny. Chrześcijaństwo dotarło tu już w I wieku po Chrystusie, niedługo zaś po przyjęciu go przez Armenię Urnayr, król Albanii Kaukaskiej, przyjął chrzest z rąk św. Grzegorza Oświeciciela. Jego wnuk został wyświęcony na biskupa. W V wieku inny miejscowy biskup dokonał, najpewniej z języka ormiańskiego, tłumaczenia Biblii na język Albańczyków Kaukaskich.

Choć po podbojach w VII wieku nowi władcy zjednoczyli kraj z Armenią, Albański Kościół Apostolski zachował swoją odrębność, a jego przedstawiciele do dziś żyją i czczą Chrystusa na terenie Azerbejdżanu, w kraju znajduje się też wiele chrześcijańskich artefaktów. Chrześcijanie azerbejdżańscy, czujący się spadko­biercami Kościoła albańskiego, twierdzą, że klasztor Dadivank jest własnością ich, nie Armenii.

„Kompleks Dadivank to perła Albańskiego Kościoła Apostolskiego. Pochowano tam trzech naszych patriarchów” – mówi w rozmowie z dziennikarzami „Azerbaijan Focus” Robert Mobili, przedstawiciel społeczności chrześcijan Udi, rdzennego ludu zamieszkującego niegdyś Albanię Kaukaską. Nie podoba mu się, że w ostatnich latach dziedzictwo kaukaskich chrześcijan było poddane systematycznej „armenizacji”. Nie obawia się też „zemsty” muzułmanów na chrześcijańskich obiektach sakralnych w Górskim Karabachu, zapewnia, że państwo, choć w większości zamieszkałe przez muzułmanów, wspiera – również finansowo – także przedstawicieli innych reprezentowanych w Azerbejdżanie religii.

„Pierwsze słowa prezydenta Ilhama Alijewa po wyzwoleniu Karabachu dotyczyły przywrócenia i ochrony dziedzictwa chrześcijan albańskich na tych terenach. To nas bardzo cieszy” – twierdzi Robert Mobili, podkreślając odrębność Kościoła albańskiego od ormiańskiego. Jego zdaniem, odkąd przed dwustu laty Kościół albański przeszedł pod zwierzchnictwo armeńskie, chrześcijanie Udi robili wszystko, by zachować własny charakter. „Było to trudne, bo nabożeństwa w języku udi się nie odbywały. Modliliśmy się więc w domach. Teraz pragniemy przywrócić nasze dziedzictwo”. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 12/2021