Reklama

Dzieci

Dzieci

17.12.2018
Czyta się kilka minut
Dzwonek do drzwi. Otwieram. Na klatce stoi dwóch chłopców, mają może po dziesięć lat. Chyba nie są z osiedla, w każdym razie nie rozpoznaję ich.
J

Jeden, blondynek, wygląda tak, jakby chciał uciec. Drugi, ciemnowłosy i śniady, śmiało patrzy mi w oczy. W rękach trzyma skromną tekturową szopeczkę, jaką można kupić za kilka złotych w sklepie papierniczym. To on intonuje kolędę, a blondynek się dołącza. Głosy zderzają się, jakby śpiewało dwóch ludzi niesłyszących się nawzajem. Mimo to nie przerywam, próbując zgadnąć, czy będą znali również drugą zwrotkę. Znają, ale niedokładnie, kolęda rwie się, z trudem docierają do refrenu. Macham ręką i wręczam im pieniądze. Szybko zbiegają po schodach, nie mówiąc „dziękuję” ani „wesołych świąt”. Widocznie tylko ja otwarłem im drzwi; mieszkamy na najwyższym piętrze, a wcześniej śpiewu nie słyszałem.

To było kilka, może kilkanaście lat temu. Teraz nikt już nie przychodzi. Kolędy śpiewają jedynie ministranci towarzyszący księdzu.

Za komuny chodzenie z szopką po miejskim osiedlu było...

4858

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

warto +++ https://www.youtube.com/watch?v=84EKcxosIgw

U mnie na wsi tradycje kolędowania jeszcze są żywe, teraz może bardziej inspirowane i pielęgnowane przez Dom kultury, do niedawna był to prawdziwy żywioł. Już tydzień przez Trzema Królami łaziły od domu do domu dzieciaki. Dziennie czasami nawiedzało nas pięć ekip, a że żona udziela się społecznie i pracuje z dziećmi, przy drzwiach zawsze jest koszyk pełen słodyczy. Kiedyś na ulicy, dwa zespoły króli starło się dość radykalnie, w niedziele po drodze do kościoła walały się strzępy zniszczonych szopek i podartych szat „królewskich” Dorośli kolędnicy, z czasów mego dzieciństwa, byli atrakcją wieczoru wigilijnego i sylwestrowego. Ganialiśmy za nimi, robiliśmy im psoty, a kto dał się złapać, dostawał od nich łomot. Robili oni różne psikusy gospodarzom i nie wszyscy wpuszczali ich do domów, jednak każdy częstował jadłem i napitkiem, a i grosz do skarbonki wrzucał. Pewnego roku dwie grupy kolędników, już mocno na gazie, spotkało się na ubitej ziemi. Ofiarą okazał się przebrany za kozła, którego do końca nie wiadomo, czy już martwego położono na torach kolejowych, czy tam po prostu zasnął. Milicja skonfiskowała stroje i oddała je do muzeum etnograficznego, gdzie po dzień dzisiejszy można je obejrzeć. Dziś ta tradycja umiera, nie ma chętnych do tych igraszek, a i ludzie w domach mocno się pozamykani. Zastawiamy dodatkowe nakrycie przy stole dla wędrowca, ale nie miałby on szans sforsować zamków w naszych drzwiach i umysłach. U moich rodziców nienaruszalności miru domowego strzegł mały haczyk, który można było odhaczyć z zewnątrz przy pomocy nożyka chociażby. Mimo wszystko, przeżyli oni straszne chwile wojny w życiu, ale ludzi się tak jak my nie bali.

Bardzo interesujący komentarz, dziękuję. Sama zastanawiam się co roku, jaka w praktyce byłaby reakcja na pukanie wędrowca do drzwi w wigilijną noc. Korci mnie, żeby przeprowadzić taki społeczno-psychologiczny eksperyment i pójść kilka ulic dalej, nacisnąć dzwonek i poprosić o gościnę podczas wigilijnej wieczerzy. Tak samo zastanawiało mnie zawsze, dlaczego organizuje się zbiorowe wigilie dla samotnych i bezdomnych w kraju, gdzie teoretycznie w 90% mieszkań czeka wolne miejsce przy stole.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]