Dyptyki

Dwa lata po głośnym i docenionym (finał Nagrody Nike) debiucie Szymon Słomczyński, urodzony w 1988 roku, wydał nową książkę. Zdecydowanie inną niż pierwsza, choć równie gęstą, intrygującą i po prostu dobrą.
Czyta się kilka minut

Tytuł tomu poprzedniego – „Nadjeżdża” – zapowiadał cechę konstytutywną zawartych w nim wierszy: dynamizm i energię wewnętrzną z trudem mieszczącą się w karbach rygorystycznej formy. To była istotnie ostra jazda, rzeczywistość schwytana na gorącym uczynku i nazwana wyraziście, czasem wręcz dosadnie. „Dwupłat” jest inny już choćby przez wyrafinowaną i konsekwentną kompozycję. Wiersz pierwszy wchodzi w dialog z ostatnim, a każda z rozkła- dówek tworzy dialogującą parę: „Lalkarstwo” i „Modelarstwo”, „Ostrzenie” i „Rozdzieranie”, „Wigilia” i „Wielkanoc”, „Pięciokąt” i „Koło”, „Teoria” i „Praktyka”, „Superpozycja, ale ktoś” i „Interpretacja kopenhaska” (tu odesłanie do mechaniki kwantowej i równania Schrödingera). Także i wtedy, gdy związek nie został wprost zasugerowany tytułem, odnajdziemy go podczas lektury. Nie chciałbym, żeby ten Schrödinger kogoś odstraszył; wspomniany dyptyk pokazuje raczej, jak podstawowe kwestie ontologiczne ujęte w języku współczesnej fizyki zilustrować można konkretnym doświadczeniem. To zresztą jedna z zalet wierszy Słomczyńskiego: ich wielowarstwowość, możliwość wielopłaszczyznowych odczytań, obecność mniej lub bardziej ukrytych tropów. Jak w wierszu „Rewolwer”, gdzie pojawiają się krakowskie Błonia i Michał Bałucki, i kula, która „wsuwa się... w mój rymujący łeb”.

Śmierci tu wiele: cztery wiersze zadedykowane umarłym, w tym Tomaszowi Pułce, młodemu poecie, który przed trzema laty utonął w Odrze, i Michałowi Łyskowi, studentowi matematyki, zatłuczonemu kilkanaście lat temu w Krakowie przez nieletnich bandytów. Jest śmierć dziennikarza, któremu ścina głowę zamaskowany kat z Państwa Islamskiego, śmierć w górach i śmierć zabijanych codziennie afrykańskich słoni leśnych. Martwi bywają ważnymi, choć milczącymi partnerami rozmowy. Melancholia śmierci wzmaga przy tym poczucie cielesności, intensywność doznań, a odnalezienie właściwej formy językowej dla ich przekazania umożliwia porozumienie z innymi. „Dla mnie – mówił Słomczyński Karolowi Maliszewskiemu – rzeczywistość na równi składa się z tego, co przeżyję bezpośrednio, jak i z tego, co jest mi jedynie opowiadane, o czym czytam, co oglądam. Chodzi mi o to, żeby się z tak rozumianą rzeczywistością, doświadczaną skromnie, bo w niewielkim wycinku, za to niepowtarzalnie – mierzyć na poważnie. Nie oznacza to rezygnacji z ironii czy żartu. Kiedy mówię, że traktuję pisanie serio, mam na myśli to, że przykładam się do niego najlepiej jak potrafię, także z szacunku dla potencjalnego czytelnika – kimkolwiek się okaże”. Myślę, że tych czytelników będzie wielu. ©℗

Szymon Słomczyński, „Dwupłat Biuro Literackie”, Wrocław 2015, ss. 66.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 29/2015