Reklama

Dwóch kapłanów, dwie historie

Dwóch kapłanów, dwie historie

28.03.2007
Czyta się kilka minut
Przed dwoma laty, gdy słowacki Instytut Pamięci Narodu (UPN) opublikował listę wszystkich pracowników i współpracowników Służby Bezpieczeństwa, w Kościołach różnych wyznań wybuchła burza. Jak wynikało z ujawnionych dokumentów, na układ z bezpieką zgodziło się kilku wysoko postawionych duchownych. Lub takich, którzy byli uważani przez wiernych za autorytety moralne.
W

Wśród wielu nazwisk - dwa szczególnie dla katolików ważne: arcybiskupa Jana Sokola (ur. 1933), o którego kontaktach z bezpieką wiadomo było od dawna, i ks. Antona Srholca (rocznik 1929), postaci heroicznej, człowieka, który za wiarę wiele wycierpiał. Szum wokół Sokola trwa. O Srholcu pisze się zwykle w okolicy Bożego Narodzenia, gdy czytelnicy potrzebują krzepiącej historii o człowieku, który poświęca się dla innych. O jego nazwisku na liście nikt już nawet nie wspomina.

***

W 2005 r. rozważania, kto jest winny i czego, uciął Episkopat - wydając oświadczenie potępiające księży, którzy z StB współpracowali, i przepraszając tych, których ich donosy skrzywdziły. Deklaracja miała sprawę zamknąć i biskupi wracać do niej nie mają już ochoty. W przeciwieństwie do wiernych (i mediów). Tym bardziej że o ile przed dwoma laty historycy dysponowali dwiema kartkami na temat Sokola, to ostatnio odnaleziono ich więcej: w "teczkach" innych księży i w Pradze, w centrali StB.

Sokol został zarejestrowany jako współpracownik w 1972 r., a w 1989 r., na kilka miesięcy przed mianowaniem arcybiskupem, zmieniono mu kategorię na agenta. Jego "teczka" została zniszczona, jak wiele innych, w grudniu 1989 r. Władze Kościoła uznały więc, że wobec faktu, iż sam arcybiskup współpracy zaprzeczał, trzeba przyjąć zasadę domniemania niewinności.

W ostatnich miesiącach odnaleziono jednak kolejne szczegóły. - Jesteśmy dopiero na początku poszukiwań - mówi Miroslav Lehky z UPN. - Są spisy, które zarejestrowano jako zniszczone, a które zniszczone nie zostały. Po drugie, raporty sporządzano w kopiach i te kopie można teraz odnaleźć w innych "teczkach".

Tak odnaleziono nowe dokumenty; wśród nich np. raport, spisany przez esbeka po spotkaniu z Sokolem w konspiracyjnym mieszkaniu. Zdaniem Lehky'ego trudno mówić o nieświadomości kogoś, kto spotykał się z StB w konspiracyjnych lokalach.

Kościelni historycy wystąpili w lutym na konferencji prasowej, przedstawiając swoją interpretację: że dokumenty zostały przez StB sfabrykowane, aby skompromitować arcybiskupa po upadku komunizmu. Historycy z UPN taką wersję odrzucają. O swej niewinności zapewnia sam Sokol, który napisał nawet list do Benedykta XVI, deklarując, że zawsze był wierny Kościołowi i nigdy mu nie zaszkodził. Murem za arcybiskupem stanął Episkopat.

O winie lub niewinności Sokola trudno na razie przesądzić w sposób ostateczny i każdy pozostaje przy swojej interpretacji. Sporu nie rozstrzygnie też specjalna komisja historyczna, powołana 13 lutego przez Episkopat - jak się wydawało, na fali nowych doniesień o przeszłości arcybiskupa. Okazało się bowiem, że nie będzie zajmować się współpracą z StB, lecz opracowaniem "wolnej od przekłamań ostatnich kilkudziesięciu lat" historii Kościoła na Słowacji. Zadanie tyleż szerokie, co niesprecyzowane.

Niezależnie od sporu między historykami, warto zauważyć, że sprawa Sokola toczy się na dwóch płaszczyznach. Na kościelnej uważana jest za zamkniętą: arcybiskup twierdzi, że jest niewinny i kropka. Na płaszczyźnie społecznej zaś - wrze.

Słowaccy publicyści porównują tę sytuację do wydarzeń wokół ingresu abpa Wielgusa. Rzeczywiście, trudno nie zauważyć podobieństw - także w zachowaniu samego zainteresowanego, który dopiero po ujawnieniu kolejnych dokumentów niechętnie przyznał, że spotykał się z esbekami, podczas gdy przez ostatnie lata twardo powtarzał, że raz tylko podpisał jakiś "świstek".

W efekcie powstaje wrażenie niejasności i kluczenia, a także arogancji. I pytanie (znów: jak w Polsce), czy dziennikarze mają prawo oceniać Kościół? I kiedy sprawa współpracy duchownych przestaje być tylko wewnętrzną sprawą Kościoła?

Pytania zadają też księża, bo na Słowacji sprawę "współpracowników w sutannach" Kościół załatwił tak: po ujawnieniu nazwisk pracowników i współpracowników StB przez UPN w 2004 i 2005 r. biskupi wezwali na rozmowy tych księży ze swoich diecezji, którzy pojawili się w tym niezręcznym kontekście. Porozmawiali, załatwili tak, jak uznali za stosowne, i zapadła cisza. Tylko jeden duchowny zdecydował się publicznie przeprosić.

Nadal bez odpowiedzi pozostaje natomiast pytanie, kto porozmawia z arcybiskupem? Ks. Marián Prachar, na którego Sokol miał donosić do StB, mówił dziennikarzom gazety "Sme": "Według mnie nie jest wielką hańbą, gdy ktoś się przyzna i powie, że [przekazywał esbekom informacje] ze słabości lub innych powodów". Jego zdaniem nic by się też nie stało, gdyby Jan Sokol z arcybiskupa stał się np. tylko biskupem: "Byłby to przykład dla społeczeństwa".

Wydaje się, że szczere wyznanie błędów i wyjaśnienie wyborów z przeszłości jest tym, czego wierni i księża - także ci, którzy wierzą w niewinność arcybiskupa - najbardziej potrzebują. Na taki dialog będą jednak musieli jeszcze poczekać.

***

W tych samych spisach, które UPN opublikował w internecie, przy nazwisku ks. Antona Srholca również pojawiło się złowróżbne słowo "agent"; potem go przerejestrowano na "osobę wrogo nastawioną do ustroju". W jego współpracę trudno było uwierzyć, bo życie Srholca to świadectwo hartu ducha i autentycznej wiary.

O tym, że chce być księdzem, wiedział już w dzieciństwie. W 1946 r., zafascynowany postacią ks. Bosko i jego dziełem opieki nad potrzebującymi, wstąpił do salezjanów. Wkrótce w duchownych w Czechosłowacji uderzył stalinizm, mocniej niż w Polsce. W 1950 r. komunistyczne władze zlikwidowały zakon i kleryk Srholec przez trzy miesiące był internowany. Nie zrezygnował: próbował uciec za granicę i tam starać się o święcenia. Ujęty, zapłacił 10 latami katorżniczej pracy w kopalni uranu. Nie zmienił swego planu na życie, choć zmuszony był pracować jako robotnik. Święcenia otrzymał w Rzymie z rąk Pawła VI w 1970 r. Pracował w parafii w Bratysławie, potem w innych, coraz bardziej peryferyjnych, wciąż przenoszony przez komunistów aż do 1985 r., gdy władze cofnęły mu pozwolenie na posługę duszpasterską.

- Srholec był ważny dla bezpieki - mówi Miroslav Lehky z UPN. - Był popularny w Bratysławie, wyświęcony przez papieża i cieszący się zaufaniem za granicą. Szczególnie z powodu tej dobrej opinii poza Czechosłowacją wydawał się im cenny i wieloma metodami, np. szantażem czy groźbami, próbowali go wciągnąć we współpracę. Nie udało się i dlatego zmieniono mu potem kategorię na "wroga ustroju".

Lehky znał Srholca w latach komunizmu, razem działali w opozycji. - On wiedział o nas takie rzeczy, że gdyby powiedział cokolwiek esbekom, wszyscy znaleźlibyśmy się w więzieniu - kwituje. Jego nazwisko nadal jednak znajduje się w internetowych spisach. Ustawa szczęśliwie pozwala dołączyć do każdej "teczki" stosowne wyjaśnienie autorstwa danej osoby. Takie właśnie postanowił zrobić Srholec: napisał, że esbecy za nim chodzili, ale "udało mi się milczeć jak grób i w życiu nikogo nie wydałem".

Kiedy upadł komunizm, ks. Srholec szybko odnalazł się w nowej rzeczywistości i zajął się tymi, którzy tego zrobić nie potrafili. Od 1992 r. prowadzi w Bratysławie schronisko dla bezdomnych. Mieszkają tam emeryci, których nie stać na dom opieki, chłopcy z domów dziecka, więźniowie, którzy po odbyciu kary nie mają co ze sobą zrobić. Dla tych najstarszych dom Srholca jest ostatnim przystankiem - tu umierają, nie będąc w tej chwili sami. Ksiądz i mieszkańcy domu są przy nich do końca. Inni uczą się żyć - jak gospodarować pieniędzmi, jak być odpowiedzialnym. "Przez całe życie staram się pogodzić bogatych i ubogich. Mimo podziałów pokoleniowych, rasowych, narodowych, wyznaniowych czy tych wynikających z wykształcenia, w naszym nowym świecie tak jak on [ks. Bosko] wierzę, że można żyć w pokoju, jeśli tylko zachowamy najważniejsze wartości, które wszystkiemu nadają cel i sens" - tak ks. Srholec tłumaczył w dzienniku "Sme" swą działalność.

***

"Wszyscy jesteśmy grzeszni. Nie znam takiego księdza, który by sam zaproponował współpracę esbekom. Byli w to wciągnięci. Albo ksiądz był słaby i poddawał się, kiedy go ciągle nachodzili, albo coś się mu przydarzyło, np. wypadek drogowy, i tym go szantażowali" - mówił w jednym z wywiadów przewodniczący Episkopatu, bp František Tondra.

To prawda, nikt w czasach komunizmu nie mógł czuć się bezpieczny. Bohaterski ks. Srholec też mówił o strachu i samotności, jakiej doświadczał. Dlatego ważne jest całe życie, a nie jeden moment zwątpienia, słabości. Ważne jest to, co potem; co się robi i mówi. Podopieczni Srholca i jego przyjaciele poszliby za nim w ogień.

Sokol też ma swoich obrońców, wśród nich kard. Jána Chryzostoma Korca, który w czasach komunizmu był przywódcą "Kościoła podziemnego". Teraz kardynał uważa, że zarzuty stawiane arcybiskupowi to medialny atak na Kościół. Sokol nie ułatwia jednak sprawy swym obrońcom zarówno wtedy, gdy milczy, jak gdy nieoczekiwanie przemawia. Na przełomie roku stwierdził, że bardzo szanuje ks. Jozefa Tisa (prezydenta słowackiego państwa utworzonego przez Hitlera), i że za jego rządów Słowacy żyli w dobrobycie.

Wychwalając rządy Tisa, arcybiskup nie zająknął się, że w tym czasie do obozów zagłady wywieziono kilkadziesiąt tysięcy słowackich Żydów, których majątki przejął właśnie słowacki rząd. Oburzała się gmina żydowska, politycy i historycy. Ktoś też arcybiskupa bronił - słowaccy neonaziści.

Autor artykułu

Dziennikarka działu Świat, specjalizuje się też w tekstach o historii XX wieku. Pracowała przy wielu projektach historii mówionej (m.in. w Muzeum Powstania Warszawskiego)  i filmach...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]