To fakt znany: gdy jesienią 1944 r. Armia Czerwona dotarła do III Rzeszy, wśród okrucieństw, które spadły na ludność niemiecką, było i to: los kobiet, przez sowieckich żołnierzy traktowanych jak "zwierzyna łowna" i masowo gwałconych. Ocenia się, że w samym Berlinie Sowieci zgwałcili 100 tys. kobiet i dziewcząt; łączna liczba zgwałconych - szacunkowa, ale prawdopodobna - to dwa miliony.
Pięć lat temu Niemcami wstrząsnęła książka "Anonyma. Eine Frau in Berlin" [wydanie polskie: "Anonyma. Kobieta w Berlinie", Świat Książki 2004 - red.]. Dziś ten pamiętnik anonimowej Niemki, jednej z ofiar gwałtów, prowadzony między 20 kwietnia a 22 czerwca 1945 r., posłużył za scenariusz filmu pod takim samym tytułem, właśnie trafiającego do niemieckich kin. Autorka opowiadała, jak wyglądała jej codzienność, gdy "szło się ulicą i nagle było się wciąganym w kąt", i gdy "czuło się tak, jakby było się kawałkiem mięsa". Jej nazwisko długo pozostało anonimowe. Dopiero po jej śmierci okazało się, że chodzi o dziennikarkę Martę Hillers - zmarłą w 2001 r., w wieku 90 lat.
Literatura i życie
Spośród szeregu historycznych produkcji filmowych ostatnich lat - pokazujących Niemców jako ofiary (alianckich nalotów, wypędzeń itd.) i aspirujących do roli przełamywania społecznego tabu - film "Anonyma" wyróżnia się tym, że nie stawia tezy, iż wokół tematu gwałtów panowało w Niemczech narzucone politycznie milczenie. "Anonyma" dowodzi natomiast, że owszem, milczenie panowało, tyle że niewiele miało wspólnego z polityką. Był to "pakt milczenia" w rodzinach konkretnych ludzi. "Pakt" między z jednej strony niemieckimi mężczyznami (którzy wracali z wojny i nie pytali: "co się stało?") i, z drugiej strony, niemieckimi kobietami, które wracających mężczyzn nie pytały: "co robiliście na wojnie?".
Tymczasem w literaturze temat gwałtów podjęto wkrótce po wojnie. W dramacie "Kiedy wojna zbliżała się do końca" (premiera w Zurychu w 1949 r.) autorstwa Szwajcara Maxa Frischa - który w 1947 r. był w zniszczonym Berlinie - czytamy: "Przyszli w pięciu do piwnicy, a kiedy się bronisz, grożą ci bronią. Cóż mogłam poradzić przeciw pięciu pijanym. Potem przychodzi oficer. Przynajmniej jeden, który nie jest pijany. Opowiadam mu, co się stało, ze szczegółami. I proszę, wyrzuca żołnierzy z piwnicy... no tak, a potem i on również, jako szósty...". W Berlinie tej sztuki nie wystawiano nigdy.
Również pisarka Annemarie Weber, która jako młoda kobieta była w 1945 r. w Berlinie i doświadczyła tego, co inne kobiety, opisywała w powieści "Westend" z 1968 r. gwałty - bez znieczulenia, jako zbrodnie. Czytamy: "Biorą także stare. Siedemdziesięciolatkę wzięli... w wielu naraz... i jeden w usta, i po głowie ciągle bili. Nie żyje".
Także pierwsze wydanie "Kobiety w Berlinie" ukazało się dawno: w 1954 r. (również anonimowo). Ale wszystkie trzy dzieła - i literacki dramat, i powieść oparta na faktach, i zbeletryzowany pamiętnik - spotkały się wtedy z niewielkim zainteresowaniem. Można się domyślać, dlaczego: kilka-kilkanaście lat po wojnie mało kto w Niemczech Zachodnich chciał zajmować się tematem gwałtów; z kolei w komunistycznej NRD nawet gdyby ktoś chciał, to by rzecz jasna nie mógł. Milczały przede wszystkim ofiary - w poczuciu zhańbienia, z lęku. Bały się, że znów ktoś nazwie je "ruskimi materacami", zaś ich dzieci "ruskimi bękartami". A ocenia się, że aż co dwudzieste dziecko urodzone w pierwszej połowie 1946 r. w okupowanych Niemczech zostało poczęte z gwałtu.
Zwieńczenie narodowej debaty
Dopiero później nadszedł czas na podjęcie tematu już bez wstydu czy strachu - co nie znaczy, że bez emocji. Gdy w 2003 r. pamiętniki "Anonymy" ukazały się ponownie, stały się bestsellerem. 60 lat po wojnie także Niemcy mogli opłakiwać swe ofiary, także kobiety. Można powiedzieć, że dyskusja wokół książki, a teraz film stały się zwieńczeniem, końcowym rozdziałem długiej narodowej debaty o zbrodniarzach i ofiarach.
Bo film pokazuje nie tylko los kobiet. Jedna ze zgwałconych mówi, że Wehrmacht szalał na Wschodzie bardziej niż Armia Czerwona w Berlinie. Czy więc masowe gwałty były słuszną zemstą? "Anonyma", wielokrotnie zgwałcona, mówi: "Miałam przynajmniej poczucie, że doświadczam czegoś, co wyrównuje jakiś rachunek".
Czy to spojrzenie uzasadnione? Wielu skłonnych jest postrzegać gwałty Armii Czerwonej jako spontaniczną zemstę za niemieckie zbrodnie w ZSRR - i pośrednio je w ten sposób usprawiedliwiać. Ale prawda historyczna wygląda inaczej. Nie były to ekscesy straumatyzowanych żołnierzy, lecz systematyczne zbrodnie, za które odpowiedzialność spada też na dowódców. Oficerowie nie tylko nie powstrzymywali żołnierzy, ale ich zachęcali. Aleksander Sołżenicyn wspominał, co widział jako młody oficer Armii Czerwonej: pohańbione matki, pomordowane córki, dziewczęta posiwiałe w ciągu nocy.
Myśl o zemście podgrzewała propaganda. Pisarz Ilja Erenburg tworzył teksty dla żołnierzy, w których zachęcał do okrucieństw na Niemcach. Jego tyrady nienawiści nie ustępują temu, co na temat Rosjan czy Polaków produkował Joseph Goebbels. A dowódcy usprawiedliwiali podwładnych: w czerwcu 1945 r. wiceszef sowieckiej administracji wojskowej w Niemczech marszałek Sokołowski mówił: "Każdy z naszych żołnierzy stracił tuziny towarzyszy. Każdy ma z Niemcami osobiste rachunki do wyrównania. A w euforii zwycięstwa żołnierze odczuwali pewną satysfakcję, gdy mogli zająć się także kobietami »narodu panów«".
Rzecz w tym, że Sowieci gwałcili nie tylko Niemki. Wśród ofiar były Polki i Rosjanki (robotnice przymusowe); gwałty były też na porządku dziennym po zdobyciu Budapesztu. A Stalin? Stalin - pisał jugosłowiański komunista i późniejszy dysydent Milovan Dżilas - może zrozumieć, gdy żołnierz, który przeszedł przez krew i ogień, ma trochę radości z kobietą. Dżilas wiedział, o czym mówi: sam interweniował u Stalina w sprawie gwałtów, których czerwonoarmiści dokonywali także na Bałkanach.
***
Niemal równocześnie z filmem ukazała się pierwsza obszerna biografia szefa SS Heinricha Himmlera. Przypadek. Ale fakt, że wydana przez renomowane Siedler-Verlag książka historyka Petera Longericha (Niemca mieszkającego w Londynie) zainspirowała największy tygodnik "Der Spiegel" do poświęcenia okładki Himmlerowi - tytuł: "Wykonawca zamierzeń Hitlera" - pokazuje, jak bardzo Niemców zajmuje nadal ten najczarniejszy rozdział ich historii. Longerich przedstawia sugestywnie karierę Himmlera: od bawarskiego mieszczucha do jednego z najkrwawszych zbrodniarzy w historii, dysponującego ogromną władzą. Himmler odpowiadał za zbrodnie SS na froncie wschodnim, za wysiedlenia milionów ludzi, a także za Auschwitz, Treblinkę czy Sobibor.
Film "Anonyma" i studium historyczno-psychologiczne Longericha: dwa wydarzenia, podkreślające - ponownie - dylemat Niemców.
Przełożył Wojciech Pięciak
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















