Reklama

Dusza i państwo

Dusza i państwo

20.03.2006
Czyta się kilka minut
Ta książka przypomina drobiazgowe śledztwo. Autor dysponuje skromnym "materiałem dowodowym, choć pisze o osobach najbliższych - przede wszystkim o ojcu. I poszukiwania doprowadzają go do wstrząsających odkryć.
Martin Pollack
K

Kim był Gerhard Bast? Zbrodniarzem wojennym i ojcem Martina Pollacka. Postacią z mroku i człowiekiem bez wyraźnych konturów. Tajemnice swojego krótkiego życia i tragicznej śmierci zabrał do grobu. Pollack stawia pytania, na które niekiedy nie znajduje odpowiedzi - dlaczego ojciec wstąpił do NSDAP, co czuł, przyglądając się egzekucjom lub wydając rozkaz spalenia żywcem słowackich Żydów. Pyta też: w czym jestem podobny do ojca, co po nim odziedziczyłem...

"Śmierć w bunkrze" to chłodny, lecz bolesny rozrachunek z przeszłością pewnej austriackiej rodziny - niczym się niewyróżniającej, przywiązanej do mieszczańskich wartości i tradycji. Co skłoniło tych ludzi do wstąpienia w szeregi nazistów? Także bowiem rodzice Gerharda, zacny prawnik i surowa nauczycielka, dali się uwieść narodowosocjalistycznej ideologii i po cichu pozostali jej wierni do końca życia (a zmarli w wiele lat po wojnie). Mimo to Pollack nadal kocha dziadków - mówił o tym przed rokiem w wywiadzie dla "Tygodnika" - wdzięczny za miłość, jaką go darzyli. Zwykli ludzie...

W dzieciństwie Martin o nic nie pytał. Gdy się urodził w 1944 roku, Bast rozstrzeliwał słowackich powstańców i palił ostatnich Żydów z Rużomberka; trzy lata później został zamordowany podczas próby przejścia przez zieloną granicę. Chłopiec nie pamiętał więc ojca, nie tęsknił, o nic nie wypytywał, a matka wolała nie wspominać męża - "jakby nie była pewna, co może mi zawierzyć, a o czym powinna raczej milczeć". "U nas nie zadawano pytań - pisze Pollack - i na tym polegał problem". Tej jednej rodziny czy całej Austrii?

Ze wspomnień dziadków wyłaniał się obraz Basta - niemieckiego "idealisty" i człowieka nadzwyczajnej przyzwoitości, lecz Pollack powątpiewał w przyzwoitość owego idealisty w mundurze SS. Zerwał kontakty z dziadkami, gdy babcia zaprotestowała przeciw jego wyprawie do Pragi i studiom w Warszawie, przypominając mu, jak "okropni Czesi" krzywdzili austriackich chłopców z SS. Wbrew rodzinie skończył slawistykę, został warszawskim korespondentem niemieckich gazet, zajął się tłumaczeniem polskiej literatury, w końcu zabłysnął jako znakomity twórca literatury faktu.

Długo jednak nie szukał odpowiedzi na pytania o przeszłość. O ojcu wiedział tyle, że był prawnikiem i zapalonym alpinistą, że w chwili śmierci miał trzydzieści sześć lat, że był oficerem SS. "Śmierć w bunkrze" rozpoczyna się słowami: "Z początkiem lata 2003 roku pojechałem z żoną do Tyrolu Południowego, na przełęcz Brenner, żeby odszukać bunkier, w którym pięćdziesiąt sześć lat wcześniej znaleziono ciało mojego ojca. Zginął od kuli. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o okolicznościach jego śmierci i powodach, które go tam przywiodły. Całymi latami odwlekałem to śledztwo, być może bojąc się podświadomie, że ślady naprowadzą mnie na coś, co przerośnie najgorsze obawy. Jedno wiedziałem na pewno chyba od samego początku: nagła śmierć mojego ojca zwieńczyła życie, w którym przemoc odgrywała istotną rolę".

Z przełęczy Pollack przenosi się w inne miejsce i inną epokę: na habsburskie kresy, do styryjskiego miasteczka Tuffer, gdzie przyszedł na świat jego dziadek. Pod koniec XIX w. w południowej Styrii żyli obok siebie Niemcy, Słowianie i Żydzi. Niemcy panicznie bali się słoweńskich i żydowskich sąsiadów, choć niekiedy łączyły ich z nimi więzy pokrewieństwa. Bastowie opuścili rodzinne strony przed I wojną, jakby przeczuwając, że w 1918 r. południowa Styria przypadnie Jugosławii, a tysiące Niemców zostanie stamtąd wypędzonych. Po wojnie stali się obywatelami republiki austriackiej - państwa, które nienawidzili.

Bast miał wtedy siedem lat. Nienawiść do Austrii wyssał niemal z mlekiem matki, we krwi miał też chyba upodobanie do przemocy - na jednym ze zdjęć trzylatek stoi ze strzelbą, z którą jego ojciec polował w styryjskich kniejach. W tych samych kniejach kilkadziesiąt lat później jugosłowiańscy komuniści mordowali wrogów Tito - dygresja nieprzypadkowa, gdyż "Śmierć w bunkrze" jest też opowieścią o jugosłowiańskich dramatach. Wszystko zaczęło się w Tuffer - powtarza Pollack - tam jego przodkowie zatruli się nienawiścią, tam zerwali z katolicyzmem i przeszli na protestantyzm, który wedle ideologów Wielkich Niemiec był naturalną religią Niemców, by po latach zerwać w ogóle z chrześcijaństwem i przyłączyć się do "awanturników z pianą na ustach".

"Śmierć w bunkrze" przypomina drobiazgowe śledztwo. Podobne dochodzenie przeprowadził Pollack w "Ojcobójcy", opowieści o zbrodni sądowej popełnionej na początku lat 30. przez austriacki wymiar sprawiedliwości na Filipie Halsmannie, oskarżonym o zamordowanie ojca, choć jego jedyną udowodnioną winą było żydowskie pochodzenie. Tym razem śledztwo jest bardziej skomplikowane, bo autor dysponuje skromniejszym "materiałem dowodowym". Pisze przy tym o osobach najbliższych - a poszukiwania doprowadzają go do wstrząsających odkryć.

Ze strzępów wspomnień i z dokumentów odnalezionych w archiwach Słowenii, Austrii, Niemiec i Słowacji powoli wynurza się twarz ojca. Gdy w 1931 r. dwudziestojednoletni student prawa wstępował do nielegalnej NSDAP, twarz ta wydawała się beztroska. "Wszelako młodzi ludzie pokazywali oblicze nie tylko beztroskie i wesołe, lecz także inne, dość ponure. Nauczyli się nienawidzić swojego mikroskopijnego państwa, demokracji parlamentarnej i partii politycznych, klechów i bolszewików, kapitalistów i Żydów, obcych mocarstw, które zakazały Austrii połączenia się z Niemcami, chcieli przenicować społeczeństwo, obalić, rozbić instytucje państwa, wszystko miało zostać podporządkowane silnemu wodzowi".

Opowiadając historię Bastów, Pollack opisuje ten proces "przenicowania społeczeństwa" i absolutnego podporządkowania się wodzowi, świetnie odtwarza klimat międzywojennej Austrii, zwłaszcza dni poprzedzających Anschluss. Sięga po historie zwykłych ludzi, o których historycy zazwyczaj milczą. Co najważniejsze, dociera do faktów, poznaje zbrodnie ojca: egzekucje w katowniach gestapo, rozstrzeliwanie polskich ziemian i słowackich powstańców, deportowanie i palenie żywcem Żydów.

Czy Bast był wściekłym antysemitą? To jedno z pytań, na które austriacki pisarz odpowiada: nie wiem. Może, podobnie jak wielu oficerów SS, elitarnego zakonu nadludzi, gardził motłochem wierzącym w antysemickie brednie - podejrzewa Pollack - i zamiast zachłystywać się emocjami, skupił się na pedantycznej realizacji swojej roli w Ostatecznym Rozwiązaniu. Ale czy tym samym jego twarz nie wydaje się mroczniejsza? Czy tortury i egzekucje - to kolejne pytanie - sprawiały mu przyjemność? Nie wiem - znów odpowiada Pollack. Niektórzy z kompanów Basta podczas procesów przed amerykańskimi sądami zeznawali, że w egzekucjach uczestniczył z przyjemnością, inni - że ze wstrętem, bo podobno miał naturę humanitarną. Komu wierzyć? Austriaccy zbrodniarze mieli słabą pamięć, niektórzy nie pamiętali nawet, by na terenach okupowanych prowadzili akcje przeciw partyzantom lub cywilom...

W tej opowieści Bast nie jest jedynym, którego sumienie - jeśli je miał - splamione zostało żydowską krwią. Dziadek Pollacka nie palił Żydów, lecz zgodnie z ustawami norymberskimi rozwodził ich z aryjskimi współmałżonkami, przez co tracili parasol ochronny i kończyli w obozach. Ich byli małżonkowie żyli długo i szczęśliwie, bo w powojennej Austrii nikt nie czynił im wyrzutów. Takich historii znajdzie się w "Śmierci" sporo.

Gdyby Bast nie został zamordowany przez wieśniaka, który połakomił się na jego pieniądze, być może stanąłby przed sądem. Jak by się bronił? Może tak jak jeden z jego podwładnych: "Rozkazy likwidacji Żydów uważałem za prawomocne. Nie nabrałem wątpliwości również wtedy, gdy sam musiałem uczestniczyć w egzekucjach. Absolutnie podzielałem opinię, że wszystko, co kierownictwo państwa zarządza w kwestii Żydów, zwłaszcza ich wytępienia, jest słuszne. Wyznawałem pogląd, że likwidacje Żydów służą pomyślności narodu".

Bast pozostaje tajemnicą - nie dlatego że nie sposób dziś ustalić, jakie zbrodnie popełnił na Kaukazie czy na Białorusi. Pozostało po nim wiele zdjęć, kilka listów, sporo raportów, lecz nic nie wiemy o jego duszy, bo pisząc do Himmlera, nic o niej nie donosił. Słowo "dusza" nie pojawia się na kartach tej opowieści. Za to słowo "państwo" - często.

"Śmierć w bunkrze" to książka znakomita. Jak pisze Claudio Magris: "Bije z niej głęboki humanizm i okiełznany ból. To literacki wyraz dojrzałości, która nie ucieka przed prawdą". A przede wszystkim świadectwo wielkiej odwagi Martina Pollacka.

Martin Pollack: "Śmierć w bunkrze. Opowieść o moim ojcu", przeł. Andrzej Kopacki, Wołowiec 2006, Wydawnictwo Czarne.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]