Domenico Scarlatti: "Essercizi" K. 1-30

Nie wiadomo dokładnie, ile ćwiczeń (sonat) napisał Domenico Scarlatti (1685-1757). Podobno ponad 500, niedawno odnaleziono dwie następne. To jedna z największych ksiąg w historii muzyki. Wysoce tajemnicza. Większość z essercizi nie została zachowana w formie autografu, nie była też publikowana za życia kompozytora. Wiadomo jedynie, że pisał je przez całe dziesięciolecia, w różnych miejscach (tych trzydzieści essercizi pochodzi z zeszytu wydanego w 1738 r. w Londynie).
Czyta się kilka minut
 /
/

W przedmowie Scarlatti napisał: “Czytelniku, nieważne czy jesteś dyletantem, czy profesorem, nie podziewaj się po tych kompozycjach czegoś wielkiego, tylko pomysłowego żartu (scherzo) ze sztuki, po to, byś dzięki praktyce mógł osiągnąć pewność w grze na Gravicembalo". W innym miejscu zaś: “Curarum levamen" (Ulga w zmartwieniach). Sztuka i zabawa, żart i leczniczy balsam...

Francuski pianista Alain Planes był m.in. członkiem Ensemble Intercontemporain Pierre’a Bouleza, prawykonywał utwory Stockhausena, Ligetiego, Beria. “Essercizi" Scarlattiego nagrał na starym pianoforte Schantz z ok. 1800 r. Jego dźwięk przypomina trochę klawesyn, ale już pod względem możliwości dynamicznych zbliża się do współczesnego fortepianu. Jest subtelny, momentami także dziwnie ostry. Może właśnie dzięki niemu sonaty są tak bardzo rześkie, osobliwe, daleko odbiegają od czysto akademickiej techniki tamtych czasów.

Gra Planesa dostarcza wielu niekłamanych przyjemności. Jest bezbłędna, co przy tym stopniu trudności nie jest rzeczą łatwą. Ba, nawet bardzo trudną. W sonatach Scarlattiego znajdziemy bowiem oryginalne harmoniczne innowacje, dokonywane często dzięki sugestywnym modulacjom, ogrom technicznych błyskotek. Nic dziwnego, że inspirowały przez lata wielu: Haydna, Clementiego, Liszta, Brahmsa, Casellę... Są mistrzowskie, dzikie, trudne do okiełznania.

Podczas koncertu “De Musica" w maju 2003 r. grane były dwie sonaty Scarlattiego (k.1 i k.29) i dwa dwudziestowieczne studia Karola Rathausa na ich temat. Czytam w programie: “Zapisano czyjeś wyznanie o dobrym własnym samopoczuciu, wynikającym z reguły, żeby każdy dzień zawsze zaczynać rano od zagrania sobie jednej, wybranej sonaty Domenico Scarlattiego". Tych dwóch płyt można słuchać w dowolnej kolejności. Zależy, na jakie ćwiczenie mamy ochotę. Najważniejsze, by tyczyło ono także umysłu, nie tylko ciała.

Ja zaczynam od ostatniego z “essercizi": fugi g-moll. Podobno bardzo śmiała harmonia tego utworu jest wynikiem tego, że po klawiaturze instrumentu podczas pisania sonaty przeszedł kot. Ciekawe, jakiej był maści.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 05/2005