Dobrzy księża

Coraz częściej spotykam ludzi, którzy żaląc się na „personel naziemny” (tak duchownych określa s. Małgorzata Chmielewska) mówią, że nie widzą już dla siebie miejsca w Kościele – przestali chodzić do kościoła, nie mogą słuchać, nie mogą patrzeć…
Czyta się kilka minut
 / Fot. Maciej Zienkiewicz dla TP
/ Fot. Maciej Zienkiewicz dla TP

Niektórzy znaleźli sobie bezpieczne miejsce – parafię, wspólnotę, słowem: jakąś „wyspę” – ale i tak w polskim Kościele jest im coraz bardziej obco i straszno. Tak jak w tym numerze „Tygodnika” opisuje to Jerzy Sosnowski.

Nie będę tłumaczył Jerzemu Sosnowskiemu, że święty Kościół jest Kościołem grzesznych ludzi, bo wie o tym nie gorzej niż ja. Przecież sam pisał: „w wielogłosowym Kościele jest nurt (niejeden; o wiele kwestii »moje autorytety« by się spierały), który nie pozwala robić z rzymskiego katolicyzmu czegoś nie-do-przyjęcia. Właśnie w imię tego nurtu spieram się z dzisiejszym Kościołem w Polsce. I trwam w nim (obecnie zdystansowany tak bardzo, że już prawie na zewnątrz, ale jednak tylko „prawie”), mimo zachęt ekspertów od życia duchowego…”.

Yves Congar, dominikanin i teolog, który opisał udręki zadawane mu przez ludzi Kościoła, przypominał, że „Kościół święty” jest wyznawanym w Credo przedmiotem wiary, która odnosi się do sakramentów, Słowa Bożego i charyzmatu prowadzenia ludzi do Boga – a nie do ziemskiej instytucji. Jest w tym przypomnieniu argument za trwaniem w Kościele, chociaż na co dzień biedny chrześcijanin na ogół bardziej jest wystawiony na działanie widzialnej instytucji (wspólnoty?) niż niemal mistycznego wymiaru tajemnicy wiary.

Jest jeszcze papież Franciszek, który zmagając się z rakiem pedofilii i innymi nadużyciami w Kościele, wskazuje jako na ich źródło „klerykalizm, któremu sprzyjają zarówno sami kapłani, jak i świeccy, [który] tworzy rozłam w ciele eklezjalnym, który sprzyja i pomaga w popełnianiu wielu złych rzeczy, które teraz potępiamy. Powiedzenie »nie« wobec nadużycia oznacza stanowcze odrzucenie wszelkich form klerykalizmu”.


Czytaj także: Jerzy Sosnowski: Czemu nie w chórze


Może to księżowski esprit de corps, ale mam obawę, że szlachetna i uzasadniona krucjata przeciw klerykalizmowi może prowadzić do wylania dziecka z kąpielą. Przecież „kasta” kleru (jak nas określa w najnowszej książce Gian Franco Svidercoschi) nie powstała wyłącznie – nawet nie przede wszystkim – z żądzy władzy i pieniędzy. Wszak wielkie reformy Kościoła były inicjowane przez duchownych. Dlatego byłoby błędem redukowanie księży do roli ministrów kultu. Czy urzeczywistnienie Franciszkowej wizji przywrócenia Kościołowi jego ewangelicznej twarzy w większym stopniu nie zależy jednak od duchownych niż od świeckich? Prostym tego dowodem są wspólnoty i parafie kierowane przez „dobrych księży”. Sam Jerzy Sosnowski w notatkach zatytułowanych „Mój Kościół” wśród swoich mistrzów umieszcza także duchownych. Myślę też, że ewangelicznych duchownych jest u nas więcej, niż się przypuszcza. Środki przekazu chętniej eksponują przypadki negatywne. Wszyscy w Polsce słyszeli o księdzu Jankowskim, mało kto o księdzu Krawcu i innych takich jak on świadkach wiary. Tak, klerykalizm jest chorobą Kościoła, ale „dobrzy księża” są jego siłą. Rola księży działających w podziemiu, takich jak kardynałowie Ján Chryzostom Korec, Miloslav Vlk i wielu innych, była nie do przecenienia. Iluż ludziom pomógł przetrwać koszmar Gułagu i zesłania bł. ks. Władysław Bukowiński. Iluż jeszcze takich można by wymieniać.

Zmiana struktur sprzyjających klerykalizmowi, czyniącemu z Kościoła stan posiadania duchowieństwa, musi nastąpić i nastąpi. W „Liście do ludu Bożego” papież napisał: „Nie sposób wyobrazić sobie nawrócenia działania kościelnego bez aktywnego udziału wszystkich członków ludu Bożego. (…) Gdy staraliśmy się zastępować, wyciszyć, pomijać, ograniczać lud Boży do małych elit, tworzyliśmy wspólnoty, plany, akcenty teologiczne, duchowości i struktury bez korzeni, bez pamięci, bez twarzy, bez ciała, w ostatecznym rachunku – bez życia”.

To prawda. Byle nie wylać dziecka z kąpielą. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 6/2019