Dobra sztuka, martwa sztuka

W Polsce nie ma cenzury, a tym samym spór: dopuszczać czy konfiskować, jest bezprzedmiotowy.
Czyta się kilka minut
Jan Klata /
Jan Klata /

Zasadny natomiast jest spór o to, co finansować z publicznych pieniędzy i jak postępować w sytuacjach konfliktu” – mówi pani z ministerstwa. Co integruje wspólnotę? Otóż: „Wspólna tradycja. Język. Sentyment do przebojów młodości. Filmy Stanisława Barei. »Pchła Szachrajka« Jana Brzechwy czytana przez mamę w dzieciństwie. Światło przenikające przez witraże Stanisława Wyspiańskiego w kościele Franciszkanów w Krakowie. Kolęda »Lulajże Jezuniu« skojarzona z zapachem choinki. Fasada Pałacu Łazienkowskiego odbita w wodzie. Smok wawelski, także w uwspółcześnionej wersji Tomasza Bagińskiego”.

Co łączy wymienionych artystów? Z wyjątkiem Tomasza Bagińskiego (dorzuconego litościwie ze względu na podwawelskiego smoka). Nie żyją. Ale idźmy dalej, brnijmy śmiało na tle odbitej fasady ogniw kulturowego łańcucha: „Wszystko to może nas łączyć, służyć porozumieniu, jeśli potrafimy sobie uświadomić niezwykłą wartość tego duchowego uniwersum ustanawianego zbiorowym wysiłkiem. Mamy z tym niekiedy kłopot. Teraz akurat duży, bo przez minione ćwierć wieku kwestionowaliśmy naszą tożsamość, próbowaliśmy ją przeistoczyć bądź porzucić”.

Oj, akurat minione ćwierć wieku było dla Polski tragiczne na każdym polu, więc dobrze, że się skończyło, negatywnie zweryfikowane przez miażdżącą większość (osiemnaście procent) wszystkich Polaków, których wreszcie tyle może łączyć. Kultura to wyraz rolniczy, a radix to korzeń. Monokultura to nowa nazwa radiowej Trójki. Od ćwierć wieku tyle nie łączyło tylu w imię tylu. „Lulajże Jezuniu” smakuje jakoś lepiej, konserwatywniej. Woń kaczeńców napawa nozdrza dumą. Ale są tacy, co podgryzają glebę swoim pragnieniem. Baudelaire i Bob Dylan zamieniają się w słuch, drżąc przed Pchłą Szachrajką.

„To dlatego właśnie lewica zyskuje przewagę w życiu artystycznym Zachodu. Jej poczynania likwidują kontekst kulturowy, który jest niezbywalnym składnikiem dzieł wynikających z wrażliwości konserwatywnej. Bez tego kontekstu po prostu nie da się ich stworzyć. Potrzebny jest im tlen wspólnej tradycji, gdy go brakuje, niezdolne są choćby wykiełkować. Toteż prawicowe wysiłki na polu kultury są »walką o oddech«. O przestrzeń, w której tradycja ma prawo do egzystencji. O glebę, na której kiedyś coś może wyrosnąć. Żeby to było możliwe, trzeba przede wszystkim powstrzymać proces jej stepowienia. To jest powód, dla którego prawica koncentruje siły na walce przeciwko lewicowym toksynom, nie podejmując starań o własne uprawy. Na ziemi jałowej i tak z góry skazane są na obumarcie”.

Udowodnij, że nie jesteś wielbłądem, lewaku, likwidatorze, toksyno, turkuciu podjadku, beztlenowcu stepowiejący „step by step”! Sugeruje to regularnie pani z ministerstwa (źródłosłów od „sługa”). Inaczej nie będzie krzewić. Przetrzebi. Ostanie ci się jeno „Rój”. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 14/2016