Do pustego kościoła

Nie ma wyboru, trzeba opanować sztukę zwracania się do niewidzialnych uczestników liturgii, obecnych (lub nieobecnych) przez internet. Teraz, kiedy na mszy św. w kościele nie może być więcej niż pięć...

Reklama

Do pustego kościoła

Do pustego kościoła

30.03.2020
Czyta się kilka minut
Nie ma wyboru, trzeba opanować sztukę zwracania się do niewidzialnych uczestników liturgii, obecnych (lub nieobecnych) przez internet. Teraz, kiedy na mszy św. w kościele nie może być więcej niż pięć osób, musimy, my księża, nauczyć się komunikowania ze wspólnotą niewidzialną.
Ks. Adam Boniecki / FOT. GRAŻYNA MAKARA
2

24 marca o 17.00, w 75. rocznicę „Tygodnika”, odprawiłem w krakowskiej bazylice św. Floriana mszę św. za żywych i zmarłych redaktorów, pracowników, przyjaciół i nieprzyjaciół oraz za czytelników naszego pisma. Dziwna msza. W mroku nawy majaczyła jedna postać, potem zauważyłem jeszcze dwie. W kanonickiej stalli ustawiono statyw z kamerą. Transmituje ona wszystkie msze i nabożeństwa u św. Floriana, można w nich zdalnie uczestniczyć.

Zawsze przychodziło mi z trudem sprawowanie liturgii – a zwłaszcza mówienie homilii – przed kamerami. Homilia nie jest wyrecytowaniem tekstu, lecz niepowtarzalnym wydarzeniem, jak cała liturgia. Dlatego nie godziłem się na umieszczanie moich homilii w internecie. Wysłuchanie gadającej głowy to nie udział w liturgii, której integralną częścią jest homilia. Wykład, pogadanka, ostatecznie nauka rekolekcyjna – proszę bardzo. Ale wyrażających się przez...

4729

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

a gdyby tak miało zostać, nie byłoby lepiej? - dla Ewangelii, wiary, dla Jezusa? bez tego idiotycznego straszenia grzechem ciężkim za nieobecność, bez de facto przymuszania do obecności, bez całej tej faryzejskiej, obłudnej oprawy?

Odkładając na bok powody, o których Szanowny Pan napisał, śpieszę zauważyć, że dużo ludzi przedkłada wyjście do filharmonii, teatru czy na mecz nad transmisję telewizyjną albo internetową (nie piszę o sobie :) Oczywiście wyjście na mszę do kościoła ma inny wymiar, ale podane przykłady pokazują, że "może nie byłoby lepiej, gdy tak miało zostać" :) Pozdrawiam Szanownego Pana serdecznie.

@matematyk w czwartek, 02.04.2020, 01:22. Dzieląc włos na czworo, należałoby sprecyzować: dla kogo lepiej? Jeśli razem z prawie całym światem (oprócz rządu szwedzkiego, prezydenta Bolsonaro i Grzegorza Hajdarowicza) uznajemy, że w obecnej chwili dla wszystkich razem i każdego z osobna bezwzględnie lepiej jest zrezygnować z mszy, kina, imprez sportowych i spotkań towarzyskich, to rezygnujemy. W normalnych warunkach natomiast każdy powinien mieć możliwość zaspokojenia swoich indywidualnych potrzeb w takim zakresie, w jakim nie wchodzą one w konflikt z indywidualnymi potrzebami innych. Konflikty na tym tle są nieuchronne, ale istnieją społeczne i prawne mechanizmy ich rozwiązywania. Ponadto istnieje irracjonalna potrzeba wtrącania się w cudze potrzeby i to, paradoksalnie, najsilniejsza tam, gdzie na pozór nie ma mowy o konflikcie. Ktoś, na przykład, zamiast cieszyć się nieograniczonym dzisiaj dostępem do zasobów światowej literatury i czytać do upojenia, irytuje się niesłychanie, że inni nie czytają lub czytają nie to, co jego zdaniem powinni. Albo z niezrozumiałą pasją dyskutuje na tematy, które uważa za tak głupie, że niewarte dyskusji. Albo żąda reformy religii, których wyznawcą nie jest i nie zamierza być, nawet gdyby zreformowały się zgodnie z jego życzeniem.

dla kogo? dla Ewangelii, wiary, dla Jezusa, tak, jak napisałem w moim pytaniu, przez to rzecz jasna także i dla samego kościoła, tego prawdziwie ewangelicznego - owszem, jak chodzi o spektakle, rytuały, przyzwyczajenia, scenografię, kadzidła, mrok i chłód bocznej nawy tudzież organowe galopady - oczywiście, internet dla tych specjałów nawet marną protezą nie jest, prawdziwy kibol też woli mordę drzeć na stadionie niż przed tv - ktoś tam dalej pisze, że bez kościoła brakuje mu przeżyć duchowych - czyżby? czy aby nie myli duchowości z samolubną egzaltacją? a tak na marginesie, cóż statystyczny polski katolik wie o duchowości?? że dziesięcioro i różaniec, że święty JP II i Matka Boska częstochowska Królowa Polski? - uśmiecham się z politowaniem gdy słyszę o duchowości w polskim kościele katolickim

.

Internet jest jednym z wielu środków komunikacji między ludźmi. Nie zastąpi telewizji, radia, czy książki. Umiejętność posługiwania się nim, daje nowe i nawet nieoczekiwane możliwości, ale jest medium zdominowanym i rozumianym przez młodych głównie. To kładzie się cieniem na tych ogarniających i tych wykluczonych z tego obiegu. Proszę nie przesadzać z komunikacją na żywo w kościele. Rzadko się spotyka kaznodzieję nawiązującego kontakt z widownią. W zasadzie msza sprowadza się do odprawiania, sprawnego lub sztampowego, ceremoniału ,gdzie widz ma ściśle wyznaczoną rolę, ograniczoną do odbioru, a nie współudziału. Sam jestem zwolennikiem udziału osobistego w mszy, jakoś kłócą mi się rzeczy które oglądam na monitorze z sakrom jakie mam za jego pomocą przeżyć. Żona ogląda w kuchni, ja wywalony na łożu małżeńskim w sypialni. W salonie nie mamy ani telewizji ani zegara, to miejsce dla gości i ważnych spotkań. Seniorzy się jakoś w tym odnajdują, śp, teściowa tylko „Trwam” oglądała i wiadomości , a telewizor był dla niej ołtarzem przez długi czas. Z ciekawości skrótowo obejrzałem transmisję z sąsiednich parafii, oceniliśmy z małżonką, która jest najbardziej strawialna, gdzie kto najbardziej ględzi, ale w tym nijakiego duchowego przeżycia nie ma. Czy za pomocą internetu można nawiązać komunikację osobistą z większym gronem odbiorców? Bez wątpienia tak, ale skorzystać by trzeba było z usług specjalistów tej branży, sprawdzonych wzorców i metod. Czy takie istnieją? Ależ oczywiście, cały ten cyrk jest tak ładnie graficznie dopracowany za sprawą przemysłu porno. Zaraz podniosą się głosy krytyki i oburzenia, ale uczyć trzeba się od mądrzejszych, a tutaj nie ma sobie równych ta właśnie dziedzina. Z tych doświadczeń powinien nie tylko korzystać Kościół ale branża edukacyjna, administracyjna itp. Nie wystarczy uruchomić i postawić przed sobą kamerkę i prowadzić transmisję, trzeba jeszcze mieć coś do zaoferowania, przekaz płynący do konkretnej osoby po drugiej stronie. To się stanie tak czy inaczej, prędzej czy później, z epidemią czy bez niej, nie zrobi tego nasz Kościół , zrobi to inny, Dyskusja na temat, czy to jest fajne, czy to w porządku i zgodne z pismem jest bezzasadna, to kierunek w jakim to się rozwinie, czas zacząć ćwiczenia i się tego nauczyć, bo się na aut wyleci. Za niedługo do kościołów będziemy chodzić w celach rozrywkowych, tak jak na zachodzie. Jest też inny wariant, gdy nic z sobą sensownego nie poczniemy, zaleje nas Islam, kościoły w meczety przemieni, a wtedy ponownie ożyją gwarem i modlitwą wiernych.

@oportunista w czwartek, 02.04.2020, 11:10. Nie jestem na bieżąco z przemysłem porno, ale podobno nie najlepiej radzi on sobie w erze internetu, przynajmniej w sektorze high-end, który tradycyjnie serwował "ładnie graficznie dopracowany cyrk" [https://www.theguardian.com/culture/2012/jun/05/how-internet-killed-porn]. Kwitnie właśnie amatorszczyzna, polegająca na tym, że stawia się przed sobą kamerkę i prowadzi transmisję. Zresztą, cokolwiek sprawdza się w porno, nie musi sprawdzić się gdzie indziej. Więcej powiem, wzorzec wypróbowany staje sie tym samym nieco zużyty i rzadko "zaskakuje" po raz drugi. Liczy się kreatywność. Albo przeciwnie - przywiązanie do czegoś, co z niczym innym ścigać się nie musi, jest bowiem odbierane jako wartość trwała i uniwersalna. Wtedy przesadne nowatorstwo wręcz irytuje. Msze radiowe i telewizyjne nie są dla ludzi, którzy szukają w nich atrakcyjnej rozrywki.

Nie chciałbym polemizować na temat roli pornografii i wpływu jaki ma na rozwój technologi medialnych, bo w zasadzie nie ma o czym. Faktem jest, że zapotrzebowanie na treści pornograficzne było zawsze, a gdy wymyślono jakąś formę uwiecznienia kopulacji, rozwijało ją i doskonaliło. Począwszy od malunków naskalnych, rzeźbę, malarstwo, teatr… . Przełomem okazał się papier, druk, potem fotografia, kino. W końcu kasety VHS, płyty DVD i inne nośniki. Wszystko to do tej pory było pewną grą, wyreżyserowanym spektaklem. Dziś jest transmisja na żywo w jakości 4K HDR i co tam nie wymyślono. Powie Pan, dlaczego więc nie przetrwały do naszych czasów sprośne księgi, malunki rzeźby itp. Ano były nadmiernie eksploatowane w każdym wymiarze, przechowywane byle jak, byle gdzie, niszczone z powodów religijnych i ideologicznych, nie to co święte księgi, które z pietyzmem przechowywano w skarbcach, a sięgać po nie mogli tylko nieliczni. Nie było by potrzeby tak częstej wymiany sprzętu do nagrywania i odtwarzania, zwiększania przepustowości sieci, gdyby nie treści pornograficzne. Owszem branża jaką znamy z kaset VHS już umarła, a z nią gwiazdki i gwiazdeczki, ale sektor erotyczny trzyma się świetnie i żadna zapaść mu nie grozi, nawet z powodu zarazy. Wirtualny sex dziś nie zna granic i proszę wybaczyć, nie kupujemy kamerek, telefonów z aparatami o milionach pikseli, by na skypie z żonką pogadać, albo strzelić sobie selfie nad morzem. Te wszystkie mega i giga musimy puścić w sieć. Mam łącze światłowodowe i wiem o czym piszę, choć się na tym mało znam. Dziś można policzyć włosy na głowie, gdzie indziej zresztą też aktora. Czyż „Sami swoi” nie wyglądają w kolorze lepiej, a jak brzmi dźwięk. I proszę nie mówić, że te cacuszka kupujemy bo jesteśmy melomanami, kino-maniakami itp. Gdyby na nich bazowali producenci to pewnie jeszcze w czarno białych kolorach i mono byśmy się ekscytowali „Stawką większa niż życie”… . Nie ufam facetom, którzy twierdzą, że nie oglądają „gołych bab” i świętym oburzeniem reagują na ten temat. Byłbym rad, gdyby nasze państwo zatrudniało w sferze przepływu treści, choć w kilku procentach tak kreatywnych i zdolnych ludzi jak robi to porno biznes. Nie o te urocze istoty z ekranu przecież chodzi, one wszak nie od błyszczenia intelektem są. Proszę sobie darować sugestie, że Kościół stać na kreatywność, że jest w stanie wymyślić coś świeżego i zaskakującego co porwie masy. To zwykłe mrzonki, Kościół jest hamulcowym, takim był i będzie, byłoby świetnie gdyby potrafił sprawnie tym hamulcem operować, współpracować z machiną jakiej jest niezbędnym elementem. tak po trochu mam wrażenie, że dociska pedał nawet gdy należy przyśpieszyć dla własnego dobra,

Mnie też proszę Księdza, mnie też! I choć zdecydowanie wolę kontakt bezpośredni, wiele bym dziś dała za możliwość słuchania Księdza homilii w internecie. Do zobaczenia na Stegnach!

Księże Adamie, my tu jesteśmy!

Przede wszystkim należałoby dać ludziom rozgrzeszenie. Ale lepiej trzymać się procedur (jak rząd w sprawie wyborów)zamiast pomyśleć o ludziach. Rząd prze do wyborów a Kościół do spowiedzi na ucho. Oba sposoby są dobre na zakażenie

dzisiaj wszyscy mają dobrą okazję, by na poważnie zastanowić się i przemyśleć kwestie katolickich tzw. "spowiedzi" i "rozgrzeszenia" - ja to zrobiłem dobrych parę lat temu, teraz z politowaniem patrzę na klientów konfesjonału

Tak, we Mszy Św można uczestniczyć zdalnie. Ale spowiedź trzeba odbyć na ucho. Jest stan zagrożenia, którego nikt nie przewidział i nie wyobrażał, że można nie pójść do kościoła. Więc może należy wyobrazić sobie, że w takiej sytuacji należy zmienić procedury i zauważyć ludzi potrzebujących rozgrzeszenia, ale bez narażania zdrowia i życia wiernych i księży. Okazuje się, że procedury są najważniejsze. Ważniejsze niż ludzie, ich potrzeby, obowiązek spowiedzi wielkanocnej. Tego nie nie można. Ale pokarmy święcić z samochodu to już z taką propozycją można wystąpić. Skoro wierni powinni spowiadać się na ucho i nie jest to niebezpieczne to dlaczego papież sam odprawia nabożeństwa? Dlaczego nie spowiada w konfesjonale? Przesadzam? Tylko trochę. oczywiście nie chcę mówić, papież w tym czasie powinien być w konfesjonale i spowiadać. Podaję tylko taki przykład, który ukazuje bezsens utrzymywania obowiązku spowiedzi na ucho. Czego się hierarchowie boją? Co przeszkadza pod pewnymi warunkami udzielać rozgrzeszenia np w czasie Mszy Św choćby z Częstochowy?

@muszynka w piątek, 03.04.2020, 21:53. Nie rozumiem, o co muszynce chodzi. Przecież biskupi wskazali już istniejące, a epidemiologicznie bezpieczne rozwiązania. Można skorzystać z formuły "przynajmniej raz w roku" i odłożyć obowiązek spowiedzi na jakiś czas. Można poprosić o spowiedź poza konfesjonałem w warunkach zarazem bezpiecznych i pozwalających na zachowanie prywatności. Można wreszcie "wzbudzić akt żalu doskonałego, który zawiera w sobie zamiar wyspowiadania się jak najszybciej", kiedy ustanie poważna przyczyna na razie to uniemożliwiająca. Jeśli muszynka chce, to może w sobie żal doskonały wzbudzić podczas transmisji z Częstochowy. Nie wystarczy? O takich mawiają, że całego piekła im mało. ;)

to nic innego jak uzależnienie, z elementami perwersji psychomasochizmu

że procedury są wymyślone i ustalone przez ludzi i można je zmienić a nie tkwić przy tych które zagrażają zdrowiu i życiu, tak zrobiono mp w sprawie Mszy Św., co do tej pory było nie do wyobrażenia. Procedury, bo wszyscy są wielkimi grzesznikami i tylko na ucho można ich uzdrowić. Jednocześnie księża utrzymujący kobiety i swoje kolejne dzieci mogą być w Kościele, odprawiać Msze Św. itd. Nie mówiąc już o wielu innych sprawach. Spowiedź poza konfesjonałem i żal za grzechy. Wszystko wiem i nie musicie mnie uświadamiać. Uważam jednak, że Kościół w tej chwili jest nie dla ludzi tylko dla hierarchów i księży.

@muszynka w wtorek, 07.04.2020, 12:54. Nic podobnego. Nie zmieniono żadnych "procedur" niedzielnej mszy św., tylko udzielono od niej dyspensy w sposób przewidziany w KKK 2181. Oglądanie lub słuchanie transmisji to praktyka pobożnościowa, a nie zdalny udział w Eucharystii. W przeciwnym razie biskupi nałożyliby taki obowiązek. Obawiam się, że ks. Redaktor-senior mimowolnie namieszał niefortunnym sformułowaniem o "niewidzialnych uczestnikach liturgii, obecnych (lub nieobecnych) przez internet".

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]