Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Dialog głuchych (PL)

Dialog głuchych (PL)

24.11.2011
Czyta się kilka minut
Michaił Krutichin, moskiewski ekspert ds. energetyki: Nie można na razie liczyć na energetyczne partnerstwo rosyjsko-polskie. Moskwa nie idzie na żadne ustępstwa i chroni swoje przedsiębiorstwa, stosując praktyki monopolistyczne. Rozmawiał Tomasz Kułakowski
T

Tomasz Kułakowski: Coraz częściej w Polsce pojawiają się głosy, że przestajemy być krajem tranzytowym. Już funkcjonuje Gazociąg Północny, finalizowana jest budowa ropociągu BTS-2 do portu Ust-Ługa. Po wygaśnięciu polsko-rosyjskich umów na dostawy surowców, Rosjanie mogą stwierdzić, że nie opłaca im się płacić za tranzyt Polsce, jak również Białorusi czy Ukrainie.

Michaił Krutichin: Gazociąg Północny może przynieść wymierne korzyści tylko w przypadku wybudowania Potoku Południowego, omijającego Ukrainę. Dopóki UE blokuje budowę tego gazociągu, Rosja musi transportować błękitne paliwo do Europy przez Białoruś i Polskę, a także Ukrainę. Sam Gazociąg Północny ma zbyt małą przepustowość, by Rosjanie mogli sobie pozwolić na rezygnację z Jamalu. Przecież kontrakty trzeba wypełnić.

Jeśli chodzi o ropociąg BTS-2, to też pojawiają się wątpliwości co do jego efektywności. Port Ust-Ługa wyspecjalizowano do odprawy produktów naftowych, a nie samego surowca. Przez najbliższe kilka lat jego moc będzie ograniczona, w związku z czym ropociąg "Przyjaźń" będzie dalej funkcjonował, choć ropy może płynąć mniej.

Na pewno współpraca polsko-rosyjska nie zmieni się radykalnie. Polska może transportować rosyjską ropę również tankowcami z portów w Primorsku i Ust-Łudze, nawet po wygaszeniu "Przyjaźni". Oczywiście trzeba będzie zapłacić więcej, ale wciąż będzie się opłacało.

Jeśli chodzi o tranzyt gazu do Polski, współpraca również będzie kontynuowana, o czym świadczy fakt, że system przesyłowy błękitnego paliwa na Białorusi kontroluje Gazprom. I ten gigantyczny koncern uczyni wszystko, by Gazociąg Jamalski nie wysechł, tym bardziej że rosyjski monopolista ma 50 proc. udziałów w spółce EuRoPol Gaz - zarządzającej polskim odcinkiem rurociągu.

Oczywiście będą pojawiały się napięcia, wynikające z prowadzonej przez polskie władze polityki dywersyfikacji dostaw surowców energetycznych, w szczególności projektu budowy terminalu do odbioru gazu skroplonego w Świnoujściu, a także budowy interkonektorów łączących systemy gazowe Polski, Niemiec i Czech. Jednak te napięcia nie doprowadzą do radykalnego pogorszenia relacji gospodarczych między Polską a Rosją.

Rosyjskie przedsiębiorstwa przymierzają się do kupna większościowego pakietu Grupy Lotos, jednego z niewielu kluczowych polskich przedsiębiorstw energetycznych. Znów pojawiają się obawy, tym razem przed rosyjskim kapitałem, który bywa upolityczniony.

Poważnie zainteresowane kupnem Lotosu są dwa przedsiębiorstwa - Gazprom Nieft i TNK-BP. Ten drugi koncern byłby lepszym wyborem, ponieważ jest bardziej komercyjny, a połowę udziałów ma brytyjskie BP. Spółka Gazprom Nieft również stara się prowadzić biznes z dala od polityki, więc kupno przez nią Lotosu też nie niesie zagrożenia.

Jednak przykład Możejek dowodzi, że nie zawsze decyduje biznes. Gdy rosyjskie przedsiębiorstwa przegrały z polskim Orlenem prywatyzację litewskiej rafinerii, okazało się, że rosyjska ropa naftowa nie może być do niej dostarczana z powodu "awarii" rurociągu.

To była wielka pomyłka Orlenu. Rosjanie zamknęli ropociąg jeszcze przed kupnem rafinerii przez polski koncern. "Awaria" była decyzją polityczną wymierzoną w państwa bałtyckie. Orlen przekalkulował, przez co rafineria nie wykorzystuje potencjału.

Trudno o pozytywne przykłady współpracy polsko-rosyjskiej w sferze energetycznej. Jednym z takich projektów mogłaby być budowa elektrowni jądrowej w obwodzie kaliningradzkim przy współpracy z Polską. Siłownia miałaby dostarczać prąd do północno-wschodnich województw Polski. Jednak tu znów pojawia się ryzyko, że wskutek decyzji politycznych Moskwy dostawy energii mogłyby zostać wstrzymane, pod pretekstem "awarii".

Na razie jest to projekt. Nie wykluczam zresztą, że jest to negocjacyjny blef, by pokrzyżować plany władzom litewskim, które zamierzają wybudować nową elektrownię atomową w Wisaginii - w miejsce zamkniętej w 2009 roku przestarzałej siłowni w Ignalinie. W litewskim projekcie też uczestniczy Warszawa, a Rosjanie chcieliby wybudować konkurencyjny obiekt u siebie, by sprzedawać energię również do krajów bałtyckich. Jednak rosyjski sektor atomowy ma obecnie niewielki potencjał i nie uda się wybudować więcej niż - statystycznie - półtora reaktora w ciągu roku. A Rosja ma umowy na tworzenie siłowni jądrowych nie tylko u siebie, ale również w Chinach oraz Indiach.

Trudno na tym etapie spekulować, czy obawy przerwania dostaw prądu do Polski z obwodu kaliningradzkiego są słuszne. Zawsze istnieje ryzyko, że polityka stanie się instrumentem do uzyskiwania przez rosyjskie przedsiębiorstwa jak największych przychodów ze sprzedaży energii. Kreml potrafi twardo walczyć w obronie interesów swoich podmiotów gospodarczych.

Możliwy jest wspólny polsko-rosyjski projekt energetyczny, odpowiadający interesom obu państw?

Na razie nie ma na to perspektyw. W sferze energetycznej dialog z Rosją jest bardzo trudny, co widać w relacjach Moskwy z Brukselą. Giganci pokroju Gazpromu chcą inwestować w Unii Europejskiej i nasze władze żądają zmian w prawie, by ułatwić swoim koncernom prowadzenie interesów. W drugą stronę to jednak nie działa, Rosja nie idzie na żadne ustępstwa i chroni swoje przedsiębiorstwa, stosując praktyki monopolistyczne. Nie ma co na razie liczyć na energetyczne partnerstwo rosyjsko-unijne, a co dopiero rosyjsko-polskie.

Michaił Krutichin jest ekspertem ds. energetyki, partnerem w moskiewskiej firmie konsultingowej RusEnergy, redaktorem naczelnym pisma "The Russian Energy".

Tomasz Kułakowski jest dziennikarzem Polskiego Radia.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]