Debata publiczna to nie miejsce na lekarskie diagnozy

Lider PSL, z zawodu lekarz, postanowił opisać oponenta w kategorii deficytów zdrowotnych dotyczących sfery psychicznej.
Czyta się kilka minut
Władysław Kosiniak-Kamysz / Tomasz Jastrzebowski/REPORTER /
Władysław Kosiniak-Kamysz / Tomasz Jastrzebowski/REPORTER /

Jako polityk mogę pana oceniać, ale jako lekarz muszę pana zdiagnozować. Pan jest patologicznym kłamcą. Proszę o odroczenie obrad, dopóki premier Morawiecki nie podda się terapii” – powiedział w Sejmie Władysław Kosiniak-Kamysz i nie wiem doprawdy, co w tej sprawie najgorsze. Aplauz, z jakim posłowie opozycji przyjęli wystąpienie kolegi? Aprobata, z jaką cytowały je media? A może sam fakt, że lider PSL w trakcie politycznej polemiki postanowił opisać oponenta w kategorii deficytów zdrowotnych, w dodatku dotyczących sfery psychicznej, i że powołał się przy tym na autorytet zawodu, który wykonuje?


Czytaj także: Małgorzata Nocuń: MAM DOŚĆ. Gdybym w przestrzeni publicznej określała mężczyzn mianem: „sprawnych fiutków”, „niezłych ciałek”, „kolesi z andropauzą”, nikt by ze mną nie rozmawiał. Dlaczego mężczyznom, wykształconym, piastującym ważne funkcje, wciąż wolno to robić? >>>


Niby mieliśmy w ostatnich latach wiele okazji, żeby się przyzwyczaić. „Nadużycia dotyczące osób z zaburzeniami psychicznymi w polskiej debacie publicznej stanowią szczególny rodzaj radykalizacji języka publicznego” – pisała Karolina Wigura we wstępie do przygotowanej w 2016 r. w biurze Rzecznika Praw Obywatelskich analizy podobnych zjawisk. „Świr”, zachowania „schizofreniczne” albo „autystyczne”, odsyłanie do „psychiatryka”, mówienie o histerii, paranoi, obłędzie i szaleństwie polityków lub całych partii – przykładów już wtedy znalazło się sporo, choć żaden nie pochodził z ust człowieka z dyplomem medycznym. Każdy służył obniżaniu wiarygodności lub ośmieszaniu przeciwnika. Żaden nie brał pod uwagę tego, jak mogą się poczuć słuchające debaty osoby z zaburzeniami psychicznymi.

Wśród licznych omówień wystąpienia dr. nauk medycznych Władysława Kosiniaka-Kamysza tak naprawdę brakuje mi jednego: rzecznika odpowiedzialności zawodowej Okręgowej Izby Lekarskiej w Krakowie.©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 25/2022

W druku ukazał się pod tytułem: Pan premier nie był chory