Reklama

Wydanie specjalne "Polska Żydowska"

Czym jest i czym powinien być Instytut Pamięci Narodowej?

Czym jest i czym powinien być Instytut Pamięci Narodowej?

08.06.2010
Czyta się kilka minut
Na pytanie odpowiadają m. in. marszałek Borusewicz, poseł Gowin, o. Zięba, prof. Paczkowski.
B

Bogdan Borusewicz - marszałek Senatu RP, wcześniej poseł na Sejm; w latach 70. i 80. działacz opozycji demokratycznej (m.in. KOR), współtwórca Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża oraz w sierpniu 1980 r. jeden z przywódców strajku w Stoczni Gdańskiej.

IPN to archiwum służb specjalnych. Dostęp do niego powinni więc mieć wszyscy historycy, którzy poprzez system grantów prowadziliby swoje badania. Byliby to naukowcy z różnych ośrodków, z różnymi ocenami historii najnowszej i różną metodologią.

Instytut powinien też nadal zajmować się upowszechnianiem zasobów archiwalnych, które posiada, i wiedzy, która z tego płynie, oraz rozpowszechnianiem wyników prowadzonych badań.

Z kolei rola pionu lustracyjnego w sposób naturalny będzie słabła. Po prostu, działania dotyczące najwyższych władz, parlamentarzystów itd. zostały już zakończone, a coraz większą rolę w naszym życiu publicznym odgrywają osoby, których ustawa lustracyjna nie obejmuje.

Czwarty z pionów, czyli pion śledczy, moim zdaniem realizuje najpilniejsze zadanie IPN - prowadzenie śledztw w sprawie zbrodni nazistowskich i komunistycznych. Dotyczy to zbrodniarzy hitlerowskich i stalinowskich. Jeśli więc chce się kogoś jeszcze postawić przed sądem, to trzeba się spieszyć.

Z pewnością jednak IPN nie powinien być traktowany jako najważniejsza skarbnica wiedzy historycznej o Polsce i Polakach, ponieważ oparty tylko na materiałach służb specjalnych obraz naszej przeszłości byłby po prostu jednostronny.

Prof. Andrzej Paczkowski - historyk, pracownik Collegium Civitas, członek Kolegium IPN, współtwórca ustawy o Instytucie, autor wielu publikacji i książek, m.in. "Wojny polsko-jaruzelskiej".

Kilka lat od chwili powstania IPN powinno się zadać pytanie: "Czy Instytut funkcjonuje tak, jak to zaplanowano?". Planując go bowiem nie bardzo zdawano sobie sprawę, jak tego rodzaju instytucja będzie działała. Wzorem był oczywiście niemiecki Instytut Gaucka, ale jego zakres kompetencji był mniejszy (bez pionu prokuratorskiego), a środki finansowe, jakimi dysponował - znacznie większe. Takiego pytania jednak wówczas nie zadano, więc może warto postawić je dzisiaj. A właściwie dwa pytania.

Pierwsze: Czy w demokratycznym państwie powinna istnieć instytucja publiczna (urząd), która zajmuje się badaniami nad przeszłością?

Nie chcę tego rozstrzygać, ale to jest jeden z punktów, od którego trzeba wyjść w dyskusji o tym, czy model IPN się sprawdził.

Drugie: Czy IPN powinien być instytutem najnowszej historii Polski, czy może zajmować się tylko jej fragmentem?

Początkowo uważałem, że powinien to być instytut "resortowy", o zawężonym obszarze zainteresowań, który w miarę szczegółowo powinien opisywać system represji (bezpiekę, prokuratury, sądownictwo, w tym osoby katów) i tych, którzy z systemem walczyli (konspiracja, opozycja). Nie powinien więc wchodzić w inne sfery. Ponieważ jednak komunistyczny aparat bezpieczeństwa zajmował się prawie wszystkim - od gospodarki po teatry - siłą rzeczy badania prowadzone w IPN zaczęły wkraczać na różne obszary, choć prowadzi się je z reguły "w świetle" dokumentów UB czy SB, które Instytut przechowuje. Często ogranicza to ich wartość. Teraz więc uważam, że trzeba te sprawy omówić i być może wyraźniej zdefiniować cele. Rzecz jasna, na podstawie dotychczasowych doświadczeń.

Warto też zastanowić się nad inną delikatną kwestią: historycy pracujący w IPN chcą, aby ich traktować jak pracowników naukowych. Tymczasem wiele osób "z zewnątrz" traktuje ich jak urzędników państwowych. A przecież to różne role: urzędnikowi "mniej wolno" niż historykowi akademickiemu. Pierwszy np. nie powinien publikować hipotez opartych na wątłych przesłankach, bo ewentualne odium krytyki zostanie skierowane również przeciw jego urzędowi; natomiast słabość drugiego obciąży tylko jego, a nie uczelnię, w której pracuje... Tak przynajmniej być powinno, ale już raz byliśmy świadkami takiego absurdu. ?h

O. Maciej Zięba OP - teolog, wykładowca i publicysta; założyciel i dyrektor Instytutu Tertio Millennio w Krakowie, dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku.

W każdym z państw postkomunistycznych, w których działały silne tajne służby, powstały takie instytucje jak IPN. Ich rola jest znacząca, ale i niebezpieczna, bo bardzo łatwo jest je - czego w Polsce też doświadczyliśmy - użyć do politycznych rozgrywek. IPN można jednak wykorzystywać nie tylko w doraźnych grach politycznych, ale także długoterminowo, np. poprzez opracowania mające aspiracje naukowe. Selektywne, wybiórcze traktowanie historii stwarza wielkie niebezpieczeństwo. Jest to zatem Scylla, ale istnieje też i Charybda, jaką byłoby zamurowanie tych informacji na 50 lat. Teczki, które posiadamy, nie są jedynymi egzemplarzami, bo niektóre ich kopie są ukryte gdzieś w Polsce, a są i inne, gdzieś poza granicami naszego kraju. Nie łudźmy się: one nadal mogą "pracować" i Polsce szkodzić.

Przejściem pomiędzy Scyllą i Charybdą powinno być przede wszystkim niezawisłe sądownictwo i obiektywne naukowe badanie rzeczywistości. Nie powinno się więc patrzeć na rzeczywistość "ubeckim okiem". Prosty przykład: w moim rodzinnym Wrocławiu była organizacja opozycyjna, która w niewielkim stopniu sprawdzała jakość swoich członków i przyjęła w szeregi człowieka, który był bardzo aktywnym agentem. "Dzięki" niemu ta organizacja ma dziś ogromne teczki w IPN-ie. Z kolei o innej, znacznie większej i ważniejszej organizacji, która jednak staranniej weryfikowała swoich członków, jest stosunkowo niewiele informacji. Dla badacza wierzącego jedynie teczkom będzie to oznaczało, że we Wrocławiu działała jedna duża organizacja, o której jest w archiwach dużo materiałów, oraz druga - mało aktywna. Tymczasem w rzeczywistości było odwrotnie.

Z drugiej jednak strony trzeba przyjąć, że choć te służby podlegały normalnym biurokratycznym degeneracjom państwa socjalistycznego, to miały jednak wiele źródeł i posiadały informacje ważne i ciekawe. Do takich materiałów trzeba więc podchodzić krytycznie, ale nie można ich dezawuować. Znów pojawia się Scylla i Charybda pomiędzy tym, że patrzymy na świat "oczyma ubeka", a poglądem, że esbecy wszystko fałszowali i ich archiwa są całkowicie niewiarygodne. W teczkach na swój temat znalazłem mnóstwo informacji, o których zapomniałem - np. kto był recenzentem mojej pracy magisterskiej lub kto wiózł mnie na spotkanie z Janem Pawłem II w 1979 roku.

IPN wykonuje gigantyczną pracę nad polską pamięcią systemowo fałszowaną od II wojny aż po 1989 r. Oddaje np. sprawiedliwość "żołnierzom wyklętym" - najbardziej tragicznemu pokoleniu w historii Polski. To są sprawy bardzo ważne, gdyż chodzi o prawdę, sprawiedliwość i naszą tożsamość.

Badając zaś teczki współpracowników bezpieki, trzeba się nimi zajmować w sposób mądry, uwzględniając jednostkowe konteksty. To nie może być samosąd, odwet i niszczenie ludzi. Trzeba jednak ujawniać prawdę, która skrywana nadal może być niebezpieczna. Ten bowiem, kto myśli, że gry wywiadów należą do zamierzchłej przeszłości, jest bardzo naiwnym człowiekiem.?h

Zbigniew Gluza - prezes Ośrodka KARTA, redaktor naczelny kwartalnika "Karta"; współzałożyciel i przewodniczący Rady Programowej Domu Spotkań z Historią w Warszawie, członek Kolegium Programowo-Historycznego Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku.

Dla mnie IPN to od początku poważna sprawa. Brałem udział w pracach komisji sejmowej, która w końcu lat 90. przygotowywała ustawę o IPN. I już wtedy było dla mnie jasne, że o adekwatności nazwy Instytutu zadecyduje kształt Biura Edukacji Publicznej. Tak też uważam dzisiaj.

IPN jest instytucją potrzebną, jako składowa polskiej demokracji. Niezbędna jednak wydaje się jego reforma. Pierwotna ustawa o IPN dokładnie opisywała części archiwalną i prokuratorską, a zupełnie śladowo część edukacyjną. Wszystko więc wskazywało na to, że te dwa piony będą realizowane w pełni, natomiast na Biuro Edukacji Publicznej zabraknie energii i pieniędzy. Wtedy publicznie protestowałem przeciwko temu unikowi ustawy. Okazało się jednak, że obie ekipy - i Leona Kieresa, i Janusza Kurtyki - potraktowały BEP serio. A właśnie tu koncentruje się istota pracy nad przeszłością.

To właśnie ta część powinna być rozwinięta i przyjąć inny model niż dotychczas - bardziej miejsca koordynującego prace nad historią najnowszą w Polsce, a nie pionu wykonawczego, który sam prowadzi badania, wydaje książki, robi wystawy etc. Państwo nie powinno stosować monopolu w obszarze, który praktyk monopolistycznych nie znosi. Tu potrzebna jest światła koordynacja - taka, jaką w przypadku kinematografii prowadzi PISF. Historia najnowsza nie ma w Polsce takiego patrona, a przy tak ogromnym budżecie IPN można by wprowadzić bardziej skuteczny, demokratyczny mechanizm.

Znacząca część IPN wydaje się marnotrawna, szczególnie - prokuratorska. Po dziesięciu latach można bez wątpliwości powiedzieć, że sprawiedliwości historycznej nie stało się i nie stanie się zadość. Dalsze utrzymywanie śledczego wymiaru IPN-u będzie marnowaniem publicznych pieniędzy. Wszyscy prokuratorzy mają wysokie pensje prokuratorów krajowych, ale to nie przekłada się na ich skuteczność, bo też cała ich działalność jest o dwie dekady spóźniona. Lepiej więc wydawajmy pieniądze na rzecz dokumentowania niezbadanej przeszłości!

Pion archiwalny uważam za docelowy, skoro udało się to zorganizować tak, że zbiory są w miarę sprawnie udostępniane. Wykorzystanie materiałów o szczególnej wrażliwości powinno być regulowane specjalnymi przepisami, więc nie jestem za pełnym otwarciem wszystkiego.

Podsumowując: IPN, jako pierwsza powołana przez demokratyczne państwo instytucja zajmująca się całościowo historią najnowszą, uruchomił systemowe prace badawcze związane z historią Polski wojennej i powojennej. Tego Polska bardzo potrzebowała i nadal potrzebuje. IPN okazał się instytucją skuteczną - jako archiwum specjalne i miejsce działań naukowych ma już znaczący dorobek. Powinien mieć jednak szanse - przy koniecznych teraz przekształceniach - na radykalne zdystansowanie się od polityki i skupienie się na potrzebach społecznych. Bo przecież chodzi o pamięć narodową.

Jarosław Gowin - filozof, poseł PO, rektor Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie.

IPN powinien kontynuować rolę, którą odgrywa od początku swojego istnienia. To jest jedna z najważniejszych instytucji przywracających Polakom, czy też pomagających im zachować, pamięć o czasach totalitaryzmu. A jednocześnie instytucja, która pozwala nam dokonywać rozliczeń z przeszłością, poprzez proces lustracji. To drugie zadanie będzie oczywiście stopniowo odchodzić w przeszłość, wraz z naturalnymi zmianami pokoleniowymi. Jednak w najbliższych latach pewną rolę będzie odgrywać.

Natomiast jeśli widziałbym potrzebę jakiejś zmiany w IPN, to powinna ona polegać na przesunięciu akcentów w odniesieniu do roli Instytutu jako narzędzia polskiej polityki historycznej. Uważam, że dorobek IPN, jeśli chodzi o opisywanie zarówno opozycji antykomunistycznej, jak i działania aparatu bezpieczeństwa, jest imponujący. Natomiast sądzę, że w najbliższych latach IPN powinien w większym niż do tej pory stopniu służyć kształtowaniu wizerunku Polski za granicą. Mam na myśli zwłaszcza publikacje adresowane do odbiorców zagranicznych, pokazujące polski wkład w dzieło uwalniania Europy Środkowo--Wschodniej spod komunizmu i równocześnie niszczenia "żelaznej kurtyny".

Jeżeli chodzi o dokumentację polskich zmagań z totalitaryzmem czy problemów stosunków polsko-żydowskich, dorobek IPN jest naprawdę gigantyczny. Natomiast w mniejszym stopniu w okresie swojego funkcjonowania instytucja ta koncentrowała się na kształtowaniu zewnętrznego obrazu polskiej przeszłości.

Prof. Dariusz Stola - historyk w Instytucie Studiów Politycznych PAN, pracownik Collegium Civitas, członek Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego.

Przeszłość jednostek i narodów ma znaczenie, a półwiecze 1939-1989 to nasza historia współczesna - to znaczy ta przeszłość, która nadal jest żywa, na różne sposoby obecna w naszym życiu. Zawiera najbardziej dramatyczne karty w dziejach Polski, w tym doświadczenia okrutnej i niszczycielskiej wojny i okupacji, długie dziesięciolecia totalitarnej i post-totalitarnej dyktatury, głębokie i radykalne zmiany społeczne, znaczną część życia kilku pokoleń. Przynajmniej tak długo, jak długo będą żyli ci ludzie, ta przeszłość będzie obecna. Warto wkładać wysiłek w jej poznanie i zrozumienie. Jest naszym dziedzictwem, w pewnym sensie dobrem wspólnym - jakkolwiek nazwanie akt SB dobrem brzmi paradoksalnie. Dobrze jest zatem, aby przeznaczać środki publiczne na archiwa, prace dokumentacyjne, badawcze, edukacyjne. Nie mam wątpliwości, że jakiś IPN jest nam potrzebny. Nie pytam więc, czy ma istnieć, ale w jaki sposób ma realizować cele, do których jest powołany.

Obecny IPN ma cztery piony do czterech różnych zadań: archiwalny, badawczo-edukacyjny, prokuratorski i lustracyjny. Jako historyk dobrze rozumiem zadania dwóch pierwszych, natomiast dwa ostatnie uważam za zbędne obciążenie (finansowe i polityczne) Instytutu. Dlatego, po pierwsze, należy funkcje prokuratorskie i lustracyjne z Instytutu wydzielić - wyraźnie odseparować od archiwum i badań, i zreformować. Po drugie, pion archiwalny trzeba uczynić bardziej przyjaznym dla użytkowników i równoprawnie traktować wszystkich korzystających z jego zbiorów. Po trzecie, część budżetu IPN na badania i edukację należy rozdzielać w drodze konkursów o granty między wydziały uniwersyteckie, instytuty badawcze i organizacje pozarządowe.

Dr Paweł Skibiński - historyk, pracownik Uniwersytetu Warszawskiego; dyrektor Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego.

IPN powinien przede wszystkim prowadzić szeroką działalność edukacyjną i badawczą, kontynuując swój gigantyczny i niezaprzeczalny dorobek w tej dziedzinie. Liczne opracowania i wydawnictwa źródłowe, wystawy, teki edukacyjne, biuletyn i inne formy działalności IPN - skutecznie utrwalają pamięć oraz przekazują nam ważne, często w ogóle nieznane informacje na temat najnowszej historii Polski.

IPN powinien zajmować się zarówno okresem PRL, jak i dziejami naszego kraju w trakcie II wojny światowej. Cały okres po 1939 r. ma bowiem podstawowe znaczenie dla zbiorowej tożsamości Polaków i obowiązkiem państwa jest angażowanie się w tej przestrzeni, m.in. poprzez działania IPN.

Nie powinno się także lekceważyć trudnej i niewdzięcznej działalności śledczej Instytutu. Śledztwa IPN powinny dotyczyć przede wszystkim zagadnień ludobójstwa popełnionego na Polakach i obywatelach polskich oraz przypadków zbrodni dokonywanych przez władze komunistyczne.

Not. Patrycja Bukalska

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]