Nie minęły dwa lata od wydania obszernej powieści zatytułowanej „Ostatni”, a już jej autor melduje się z kolejną. Tym razem krótką, zupełnie inaczej pomyślaną, właściwie na tle dotychczasowej twórczości Maćka Bielawskiego będącą swoistym ekscesem. Bo przyzwyczaił nas on do tego, że chętnie operuje konwencją realistyczną, pisze „blisko życia”, niemal reportersko. Że jest zwięzły, precyzyjny, lojalny wobec tego, co powszednie i nieefektowne. Jeżeli pozwalał sobie na groteskowe „odjazdy”, to raczej w opowiadaniach.
Tymczasem najnowsza powieść zaczyna się od... wystąpienia. Podczas wernisażu wystawy, na której prezentowane są zdjęcia mało znanego, tragicznie zmarłego artysty, krytyk sztuki wygłasza wprowadzające przemówienie. A właściwie nie wygłasza, tylko odczytuje… wstęp, który napisał do katalogu („Przypisy pozwolę sobie pominąć”, dodaje wspaniałomyślnie).
Pomysł Bielawskiego wydaje się prostą drogą prowadzić do literackiej katastrofy. A jednak pisarzowi udaje się nas zaciekawić. Wstęp napisany jest dość pretensjonalnie, ale nie jest typowym tekstem branżowym: to raczej opowieść o życiu prywatnym fotografika, po którym pozostały dwadzieścia dwie intrygujące prace prezentowane na wystawie.
Są to portrety różnych osób, być może przypadkowych przechodniów – ale portrety bez głów. Nie wiadomo, dlaczego autor tak właśnie ustawił kadr. Może tajemnica kryje się w jego biografii?
Jako czytelnicy naiwni spodziewamy się wyjaśnienia tej zagadki. Jako czytelnicy mniej naiwni wiemy, że sytuacja wyjściowa niczego nie przesądza. Cztery kolejne rozdziały powieści potwierdzają to drugie przeczucie.
Okazuje się, że autorstwo cyklu portretów wcale nie jest pewne. Być może zdjęcia powstały przypadkiem, a nie w wyniku artystycznego zamysłu. Niejasna jest też rola, jaką w całej historii odegrał wspomniany krytyk. I kim on naprawdę jest? Czy na pewno tym, za kogo się podaje? Bielawski funduje nam dobrą zabawę. I skłania do zadawania tych samych pytań, do stawiania których prowokuje nas współczesna sztuka.
W tym najważniejszego: czego my właściwie od niej oczekujemy?
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.







