Orzeczenie w sprawie Google może mieć wpływ na całą branżę, bo władze USA oskarżają o naruszanie przepisów antymonopolowych także Apple, Amazon oraz Meta, i wiele wskazuje, że sędziowie rozpatrujący te sprawy będą się wzorować na orzeczeniu wydanym właśnie przez sędziego sądu Dystryktu Kolumbii, Amita Mehtę. Dokładnie tak samo, jak on sam powoływał się na wydany przeszło 20 lat temu wyrok w procesie wytoczonym Microsoftowi.
Gigantowi stworzonemu przez Billa Gatesa, który w 2000 r. kontrolował 90 proc. rynku komputerów osobistych, zarzucono, że narzuca restrykcyjne umowy prawne swoim partnerom, by uniemożliwić rozwój Netscape – firmy produkującej jedną z pionierskich przeglądarek. Dzięki wydanemu wówczas orzeczeniu Microsoft nie zdołał de facto przejąć kontroli nad internetem. Teraz orzeczenie w sprawie Google (które kontroluje około 90 proc. rynku wyszukiwarek internetowych i 95 proc. wyszukiwarek na smartfonach) może kształtować nowe zasady działania całej branży.
Jak działa Google jako monopolista
Departament Sprawiedliwości USA zarzucił Google, że swoją finansową potęgę przekuwa na rynkową dominację. Choćby nawet pojawił się konkurent oferujący użytkownikom lepszy i bardziej użyteczny produkt, to nie będzie miał on szans na uczciwą konkurencję z koncernem, który po prostu przekupuje najważniejszych producentów urządzeń. „Po dokładnym rozważeniu zeznań świadków i dowodów sąd dochodzi do następującego wniosku: Google jest monopolistą i działa jak monopolista, by swój monopol utrzymać” – napisał sędzia Mehta w opublikowanej w poniedziałek opinii, która liczy aż 286 stron.
Jak to działa? „Google podpisuje umowy z dystrybutorami telefonów i komputerów na domyślne ustawienia. Dotyczy to zdecydowanej większości producentów i dystrybutorów urządzeń. Istnieje więc obawa, że te umowy uniemożliwiają innym niż Google podmiotom udostępnianie użytkownikom nowych usług” – wyjaśniał w „Harvard Gazette” ekonomista Shane Greenstein.
Oczywiście, każdy może sobie potem takie ustawienia zmienić, ale przytłaczająca większość użytkowników tego nie robi. Nawet nie zdają sobie sprawy, że korzystając z przeglądarki Google mogą używać wyszukiwarki innego dostawcy. Skutkiem tego Google może pokazywać reklamy milionom ludzi bez obaw o to, że pójdą do konkurencji. Koncern twierdzi, że wynika to po prostu ze znakomitej jakości jego usług. Z dokumentów przedstawionych sądowi wyłania się jednak inny obraz – wśród użytkowników przeglądarki Microsoft Edge aż 80 proc. wyszukiwań jest kierowanych do stworzonej przez tę firmę wyszukiwarki Bing, a to pokazuje, jak nieliczni użytkownicy zadają sobie trud zmiany domyślnych ustawień urządzenia.
W praktyce wygląda to tak: załóżmy, że jakaś firma wypuszcza na rynek rewolucyjnego smartfona, którego natychmiast chcą mieć w kieszeniach miliony użytkowników. Jedną z podstawowych funkcji takiego urządzenia jest wyszukiwanie treści w internecie. Producent wkrótce dostaje więc od Google ofertę kilku miliardów dolarów za to, że w domyślnych ustawieniach smartfona to właśnie Google będzie podstawową wyszukiwarką.
20 miliardów dolarów: konkurenci się dogadali
Największym beneficjentem takich „łapówek” jest… największy konkurent Google. W zasadzie cały rynek smartfonów podzielony jest między dwie firmy. Z jednej strony to spółka matka Google, Alphabet, której system operacyjny Android stanowi podstawę funkcjonowania 70 proc. działających na świecie smartfonów. Android, co oczywiste, domyślnie korzysta z usług Google. Jedynym poważnym konkurentem jest Apple, które globalnie jest w słabszej pozycji, ale w USA przejęło 60 proc. rynku. Teoretycznie Apple mogłoby przekierowywać użytkownika do dowolnej wyszukiwarki albo opracować swoją, ale korzysta z Google i nie robi tego za darmo.
Z przedstawionych sądowi dokumentów wynika, że za tę „przysługę” Alphabet w 2022 r. zapłacił 20 mld dol. Sędzia zauważył również, że Apple rozważało zbudowanie własnej wyszukiwarki, ale wycofało się z projektu po tym, jak w 2018 r. firma oszacowała, że zerwanie z Google będzie oznaczało 12 mld dol. utraconych przychodów w ciągu pierwszych pięciu lat.
„To bardzo podejrzane. Dwóch konkurentów dogaduje się co do tego, by ich urządzenia posiadały tę samą funkcję” – mówi Greenstein. Departament Sprawiedliwości USA, pozywając Google, argumentował, że monopol tej firmy umożliwiał jej pobieranie sztucznie wysokich opłat od reklamodawców, a jednocześnie sprawiał, że firma nie musiała starać się o poprawę jakości swoich usług, co szkodziło konsumentom. Tylko w ubiegłym roku wyszukiwarka Google wygenerowała prawie 240 mld dol. przychodu.
„Nawet jeśli nowy podmiot byłby przygotowany z punktu widzenia jakości, taka firma mogłaby konkurować tylko wtedy, gdyby była gotowa zapłacić partnerom miliardy dolarów i zrekompensować im wszelkie niedobory przychodów wynikające ze zmiany” – stwierdził w orzeczeniu sędzia Mehta.
Rewolucja nie tylko komercyjna: sieć się może zmienić
„To zwycięstwo nad Google jest historycznym zwycięstwem narodu amerykańskiego” – napisał w oświadczeniu amerykański prokurator generalny Merrick Garland, dodając, że „żadna firma – nieważne, jak duża lub wpływowa, nie stoi ponad prawem”. Podobnie Biały Dom nazwał orzeczenie „zwycięstwem narodu amerykańskiego”.
„Doceniamy orzeczenie Sądu, że Google jest »najwyższej jakości wyszukiwarką w branży, która zyskała zaufanie setek milionów codziennych użytkowników«, że Google »od dawna jest najlepszą wyszukiwarką, szczególnie na urządzeniach mobilnych«, »nieustannie wprowadza innowacje w wyszukiwaniu« i że »Apple i Mozilla okazjonalnie oceniają jakość wyszukiwania Google w porównaniu z konkurencją i uważają, że Google jest lepsze«” – napisał Kent Walker, prezes firmy ds. globalnych, cytując fragmenty orzeczenia sędziego Mehta. „Decyzja ta potwierdza, że Google oferuje najlepszą wyszukiwarkę, ale wskazuje, że nie powinniśmy mieć możliwości jej łatwego udostępniania”.
Na kolejnej rozprawie ma zapaść decyzja dotycząca tego, jakie konsekwencje za praktyki monopolistyczne podniesie Alphabet. Zaproponowane mają być też „środki zaradcze”. Pozywający domaga się „ulgi strukturalnej”, co – przynajmniej w teorii – może oznaczać rozpad firmy. Bardziej realną opcją jest np. danie użytkownikowi po raz pierwszy uruchamiającemu nowe urządzenie możliwości wyboru dostawcy, z którego usług będzie chciał korzystać. To pozwoliłoby konkurentom Google, takim jak Bing czy DuckDuckGo, na podjęcie bardziej wyrównanej walki z gigantem.
W przypadku wyszukiwarek oznaczałoby to rewolucję. Nie tylko komercyjną. Dominacja rynkowa kilku technologicznych gigantów takich jak Google, Facebook czy Amazon nie tylko cementuje rynek i ogranicza pole dla innowacji, ale sprawia również, że koncerny nie czują presji, by dostosowywać się do społecznych potrzeb i kryzysów. Najlepszym przykładem jest to, w jakim stopniu big techy przyczyniły się – zaniedbaniami czy umyślnym działaniem – do rozlania się fali fake newsów, propagandy i nienawiści.
Zaraz po oficjalnej decyzji w tej sprawie Alphabet zapowiedział już, że wniesie apelację. Przepychanki prawne mogą trwać nawet do 2026 r.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















