Sprawa Google'a ciągnęła się od ponad siedmiu siedmiu lat. Komisja Europejska stwierdziła wówczas, że gigant nadużywa dominującej pozycji na rynku i faworyzuje własne usługi porównywania produktów (były wyróżnione w ramkach i zawsze pojawiały się na pierwszym miejscu).
Google i spółka macierzysta, Alphabet, zaskarżyły tę decyzję, ale TSUE przyznała rację Komisji. W orzeczeniu sędziowie podkreślili, że na unijnym rynku firmom, które mają pozycję dominującą, nie wolno stosować konkurencji pozacenowej, bo mogą tym samym wyrządzać szkodę indywidualnym przedsiębiorstwom i konsumentom.
Najnowsza grzywna jest tylko jedną z kar, jakie grożą firmie Google. W UE za naruszanie zasad konkurencji w latach 2017-2019 nałożono łącznie na koncern grzywny w wysokości 8 mld euro, a w przyszłym tygodniu ma zapaść kolejny wyrok TSUE, tym razem za nadużywanie pozycji na rynku reklamy wyszukiwarek internetowych (KE domaga się 1,49 mld euro). Podobne zarzuty stawia koncernowi także amerykański Departament Sprawiedliwości - tu w jednym z procesów wyrok skazujący już zapadł, drugi proces dopiero rusza.
TSUE przeciwko Apple
W wyroku TSUE w sprawie przeciwko Apple - kończącej jedną z najbardziej zajadłych batalii sądowych, jakie toczyły się między Big Tech a Komisją Europejską - chodzi o podatki. Koncern miał umówić się z rządem Irlandii, że w zamian za umieszczenie w Dublinie swojej europejskiej kwatery głównej będzie płacił minimalne podatki.
Wedle wyliczeń KE w 2003 r. był to zaledwie 1 proc. od zysków z Europy, a do 2014 r. stawka ta ulegała obniżaniu do 0,005 proc. Według KE Apple uzyskało „selektywne korzyści”, których nie oferowano innym firmom, a zatem była to nieuzasadniona pomoc publiczna. Teraz Irlandia jest w dość nietypowej pozycji, ponieważ Dublin został zobligowany przed TSUE do pobrania 13 mld euro.
– Ta wygrana doprowadziła mnie do łez, bo jest bardzo ważna – przyznała na konferencji prasowej po ogłoszeniu orzeczenia wiceszefowa KE i komisarz ds. konkurencji Margrethe Vestager. Od lat zabiegała o nakładanie kar na monopolistów, bez skutku. W zeszłym roku Amazon wygrał przed TSUE z KE, która domagała się od niego 250 mln euro zaległych z Luksemburga. Bruksela przegrała też podobną sprawę dotyczącą opodatkowania Starbucks w Holandii.
Unia w starciu z cyfrowymi gigantami
Wyroki TSUE postrzegane są jako test faktycznej siły Unii w walce z cyfrowymi gigantami. KE od lat próbuje regulować ich praktyki postrzegane jako monopolistyczne. Bruksela stała się, wobec tradycyjnej niechęci Amerykanów do ograniczenia działań wielkich korporacji, najważniejszym na świecie regulatorem sfery cyfrowej. Wdrożyła dyrektywy o rynkach cyfrowych, usługach cyfrowych i sztucznej inteligencji, które mają m.in. gwarantować konkurencyjność, obligować gigantów do usuwania szkodliwych treści z sieci, czy gwarantować, że narzędzia oparte na sztucznej inteligencji nie przynoszą szkód społecznych.
„Jesteśmy rozczarowani decyzją sądu” - ogłosiło Google po wyroku TSUE. Apple stwierdziło natomiast, że „zawsze płaci należne podatki, gdziekolwiek działa”. „Komisja Europejska próbuje stosować prawo wstecz i ignoruje fakt, że zgodnie z międzynarodowym prawem podatkowym nasze chody podlegały już opodatkowaniu w Stanach Zjednoczonych” - stwierdził koncern.
W przeciwieństwie do orzeczeń TSUE w procesach za oceanem na wielomilionowych grzywnach może się nie skończyć. W sprawie, jaką Departament Sprawiedliwości USA wytoczył Google, domaga się by sąd - jeśli wina koncernu zostanie udowodniona - zobligował ją go do sprzedaży platformy zajmującej się reklamami online. Byłby to pierwszy przypadek, w którym internetowy gigant zostałby zmuszony do pozbycia się części biznesu. I być może pierwszy kamyk lawiny, która ostatecznie doprowadzi do rozbicia internetowych monopoli.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















