Reklama

Czy bogaci powinni istnieć?

Czy bogaci powinni istnieć?

w cyklu Woś się jeży
05.03.2020
Czyta się kilka minut
Gdy następnym razem usłyszycie, jak ktoś mówi „zarobiłem” albo „moje pieniądze”, to wytłumaczcie mu, że mija się z prawdą.
Rafał Woś / Fot. Grażyna Makara
K

Koniec lutego. Las Vegas w stanie Nevada. Podczas debaty demokratycznych kandydatów na prezydenta USA pada ważne pytanie: „Panie Bloomberg, czy powinien pan istnieć?”. Skierowane jest do byłego burmistrza Nowego Jorku (rządził Wielkim Jabłkiem w latach 2003-2012). Pytającemu nie chodzi oczywiście o prawo osoby ludzkiej o imieniu i nazwisku Michael Bloomberg do fizycznego istnienia. Tylko raczej o to, czy Bloomberg uważa, że ma prawo posiadać 55 mld dolarów majątku netto (na tyle Bloomberga wycenił w roku 2019 magazyn „Forbes”). Bloomberg próbuje zejść z linii strzału. Odpowiada, że owszem: ma dużo pieniędzy, ale to właśnie dzięki nim może teraz finansować kampanię Partii Demokratycznej w wyborach prezydenckich jesienią 2020 roku. Widząc, że odpowiedź nie zadowala pytającego, Bloomberg wypala w końcu: „Tak, mam te pieniądze, bo ciężko na nie pracowałem!”. Na to do rozmowy wtrąca się Bernie Sanders: „Wie pan co, panie Bloomberg, mnie się wydaje, że to nie pan zarobił te wszystkie pieniądze. Myślę, że pańscy pracownicy też mieli z tym coś wspólnego!”. Bloomberg nie odpowiada. Jest wyraźnie zbity z pantałyku.

W ostatnią środę w obliczu słabych wyników dotychczasowych prawyborów Michael Bloomberg zrezygnował z wyścigu o Biały Dom. Sanders pozostaje w nim nadal i zgodnie z przewidywaniami ostateczna walka o nominację Demokratów rozstrzygnie się pomiędzy nim a byłym wiceprezydentem Joe Bidenem. Sedno zarysowanej powyżej różnicy poglądów pomiędzy senatorem z Vermontu a burmistrzem-miliarderem pozostaje jednak aktualne.

Jeszcze 10-15 lat temu tego typu pytania w zasadzie się w debacie publicznej nie pojawiały. A jeśli ktoś je stawiał, był natychmiast pacyfikowany jako anachroniczny marksista albo inny szaleniec podważający podstawowe prawo kapitalizmu i ładu społecznego, czyli świętą własność prywatną. Miało to swoje konsekwencje. Tę dekadę albo półtorej temu odpowiedź taka, jakiej próbował udzielić podczas debaty w Nevadzie Michael Bloomberg, pasowałaby doskonale. Jeszcze by dostał brawa. Byłoby słychać: „Patrzcie tylko: zarobił fortunę i chce się nią z nami podzielić. Dobry, ludzki pan!”. To nie jest tak, że dziś takich reakcji już nie ma. Ale coraz cześciej spotkamy się również z podejściem odmiennym. Założę się, że podobnie jest wśród czytelników tego felietonu. Jednym wyda się on złowieszczym wspomnieniem (jak to w takich sytuacjach mawiają krytycy „czasów słusznie minionych, których pan redaktor pewnie nie pamięta”). Ale wielu pytanie o prawo i sens nazywania przez Bloomberga tych 55 mld dolarów „moimi pieniędzmi” uzna pewnie za uzasadnione.

Ja sam jestem w tym sporze po stronie Sandersa. Co więcej: uważam, że po jego stronie są również mocniejsze racje polityczne i ekonomiczne. Bo cóż takiego powiedział Bernie? Przełożył tylko na język polityki to, co dla ekonomistów nie ulega żadnej wątpliwości. A mianowicie, że do wytworzenia wartości ekonomicznej w gospodarce potrzebna jest praca. I to nie tylko praca samego lidera/pomysłodawcy/głównego udziałowca jakiegoś biznesowego przedsięwzięcia, lecz także tysięcy ludzi powiązanych z nim siecią bezpośrednich i pośrednich ekonomicznych zależności. I nic tu nie zmienia fakt, że praca wielu z nich (na tym polega neoliberalizm) dawno temu zlecona już została firmom zewnętrznym w ramach skomplikowanej sieci powiązań. Albo odesłano tę pracę (globalizacja) hen na inne kontynenty. Nieważne: daleko czy blisko, w firmie bądź poza nią, bez tej pracy pozostałe czynniki produkcji (czyli kapitał i technologie) nigdy nie zostaną przemienione w zyski. Nie ma takiej siły, która mogłaby tego dokonać.


Czytaj także: Rafał Woś: Lepsze geny bogatych


To, że sami bogacze wolą o nich nie pamiętać, jest już zupełnie inną sprawą. Pewnie z czasem sami zaczynają wierzyć w swoje własne narracje o tym, że „w dzisiejszych czasach liczy się pomysł”. Nie znaczy to jednak, iż pozostali muszą tę narrację bezkrytycznie i po wsze czasy kupować.

A przecież to dopiero początek. Żaden z milion- czy miliarderów nie spadł przecież z Księżyca (przynajmniej nic oficjalnie na ten temat nie wiadomo). Każdy z nich ma coś do zawdzięczenia pokoleniom, które były przed nim. A także otoczeniu współczesnych. Swoim nauczycielom, rodzicom, przyjaciołom, wrogom, społeczeństwu i kulturze, które ich ukształtowały. Istnieje nawet wiele badań pokazujących, że powodzenie człowieka bardzo mocno zależy od fazy cyklu koniunkturalnego, która towarzyszy ich wchodzeniu w dorosłość. Dlaczego tak łatwo te wszystkie czynniki są redukowane do „moje pieniądze” i „mój sukces, na który ciężko pracowałem”. To tak, jakby ze stu równoprawnych elementów układanki wybrać ten jeden najbardziej dla jednostki korzystny i zakrzyknąć „tylko ten i żaden inny”.
Dobrze, że problem „czyje bogactwo” wybrzmiewa przy okazji amerykańskich wyborów prezydenckich. Nie ma oczywiście gwarancji, że przełoży się on na jakiekolwiek posunięcia polityczne. Ani nawet na trwałą zmianę w postrzeganiu bogactwa. Niedostrzeganie tych tendencji i mówienie, że „i tak nic się nie zmieni” byłoby jednak kardynalnym błędem, na który nie warto chyba sobie pozwalać.

Polecamy: Woś się jeży - autorska rubryka Rafała Wosia co czwartek w serwisie "TP"

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz ekonomiczny, laureat m.in. Nagrody im. Dariusza Fikusa, Nagrody NBP im. Władysława Grabskiego i Grand Press Economy, wielokrotnie nominowany do innych nagród dziennikarskich, np...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Gdy następnym razem usłyszycie, jak ktoś mówi "zarobiłem" albo "moje pieniądze", przypomnijcie sobie rozmowę Grünspana z Morycem [https://youtu.be/_-PasxAyE3k?t=103].

Abstrahując od meritum sprawy - byłbym szczęśliwszym człowiekiem, gdyby red. Woś w swoich artykułach nie odrzucał z góry możliwej krytyki. Nie jest to pierwszy raz i nie jest to moim zdaniem uczciwe.

Jakaś pokrętna ta logika. Swoją drogą śmieszne jest mieć tyle pieniędzy, że nie jest się w stanie ich skonsumować. Ale to co mnie śmieszy innych pociąga, inspiruje, nadaje sens życiu. Ogromne bogactwo nie było by możliwe, gdyby nasza ludzka natura nas ku niemu nie pchała. Oczywiście nie jest dobrze by 100 ludzi skupiało w swych rękach kapitał połowy ludzkości. Jednak czy bylibyśmy szczęśliwsi mając wszyscy tyle samo? Fajnie pytać miliarderów o ich moralne prawo do swych pieniędzy, Równie dobrze można mieć pretensje do siebie za bieżącą wodę w kranie, bo to luksus nie do wyobrażenia przez tych co robią kilometry piechotą codziennie, by zaspokoić pragnienie mętną wodą z prowizorycznej studni. Kapitał, pieniądz, praca, to wszystko są wartości umowne, dziś możesz mieć wszystko, jutro bogactwo może stać się przekleństwem. Te wszystkie historie ludzkość już przerabiała. Na ołtarzach wielkości i bogactwa złożono tysiące ofiar, a mimo to każdy marzy o wygranej na loterii. Czytałem, że w Ameryce takiemu szczęściarzowi gratis przydziela się psychologa, bo pieniądze ogłupiają i unieszczęśliwiają, jednak kto by się tym przejmował.

"Swoją drogą śmieszne jest mieć tyle pieniędzy, że nie jest się w stanie ich skonsumować. Ale to co mnie śmieszy innych pociąga, inspiruje, nadaje sens życiu" Sens? Jaki niby sens? Śmieszne jest to, że kiedy zaczynała się rewolucja techniczna, to robotnicy zaraz zaczęli walczyć o ośmiogodzinny dzień pracy. I walczą do dzisiaj. Mamy kolejną rewolucję informatyczną, a żeby utrzymać przyjęty zwyczajem otoczenia poziom życie trzeba zap...dalać po 60 godzin w tygodniu. To ma sens? To jest kpina z sensu! Kiedyś stworzono studia dla młodzieży, by uczyła się kiedy jest na to czas, ale nie! Teraz na studiach trzeba pracować! Nie masz stażu, to nie masz po studiach pracy. Jest tu jakiś sens? Cywilizacja która pozwala jednemu człowiekowi zgromadzić dobra w równowartości pracy życia dziesiątków tysięcy innych ludzi jest chora i czas najwyższy by odeszła w niepamięć dziejów. Bezsensowna pogoń za dobrami, pustosząca i zatruwająca Ziemię, szybko (w kategoriach dziejowych) się skończy, niezależnie od tego czy będzie amerykańska, chińska czy arabska. Ludzkość powinna zacząć myśleć jak zapewnić przetrwanie chociaż ułamka pokolenia wnuków, stworzyć im jakieś szanse i wyposażyć jednocześnie w przesłanie by nie popełnili błędu ojców i dziadów. Bo kolejnej takiej cywilizacji Ziemia może nie przetrwać. Ani to, co na niej jeszcze pozostaje żywe.

to co Pan pisze na przykład o gromadzeniu dóbr, już było głoszone i nawet podjęto [z opłakanymi skutkami] próby realizacji, w ZSRR, Chinach, Kambodży albo teraz w Korei Północnej czy jeszcze na Kubie - nie wiem, ile Pan ma lat, ale wygląda na to, że podobnie jak red. Woś za mało, żeby pamiętać i uczyć się z własnej historii - ale to nie jest najgorsze, Pan nawet teraźniejszości chyba nie rozumie - nie, nie trzeba "zap...dalać po 60 godzin w tygodniu" - tak robią głównie ci, co im z a w s z e mało, tacy zawsze byli i będą, co za wszelką cenę będą chcieli "utrzymać przyjęty zwyczajem otoczenia poziom życia", oczywiście sami tym otoczeniem będąc i ten poziom ustanawiając - Pan myślę tkwi w pułapce tanich obietnic na lepsze życie za friko, raj jest tuż za drzwiami, wystarczy że mu otworzycie drzwi a za nimi czeka na was, wygodne życie na przyjętym zwyczajem poziomie, bez zap...dalania, z fantastycznym socjalem i najlepszymi na świecie rządzącymi itede, itepe - no nie, bzdura, pic na wodę, fotomontaż, problemy, przed którymi Pan ucieka są w Pana g ł o w i e jedynie, i to nią wypada się zająć - bo jeśli chce Pan ratować świat i pisze o 'bezsensownej pogoni za dobrami niszczącymi i zatruwającymi', to warunkiem koniecznym i wystarczającym jest, by To P a n się zmienił, inaczej sobie priorytety poukładał, wtedy i bez problemu przestanie zap...dalać by utrzymać poziom

Panie @eddiepolo, Panu zbyt dużo się wydaje i w dodatku nawet nie potrafi Pan czytać. Więc niech mnie Pan nie rozśmiesza porównaniami do ZSSR, Kambodży i innych. Tak samo jak wymysłami czym to ja mam zabitą głowę. Nie, to Pan ma wbitą w głowę matrycę wyobrażeń i myślenie samodzielne jest Panu obce. Jak zresztą większości społeczeństwa. Dlatego ta cywilizacja nie ma szansy na przetrwanie, jest jedynie epizodem w dziejach. Epizodem wynaturzonym. Pomyłką genetyczną Natury, ale Natura z pomyłkami doskonale sobie radzi. Chociaż chwilę to trwa.

z pokorą przyjmuję Pańską krytykę - cóż, albo ja Pana, albo Pan mnie nie zrozumiał - na koniec rada na dobry sen: proszę się nie przejmować losami cywilizacji, to naprawdę Wszechmocnego, nie Pański kłopot シ

Niemniej podzielam pogląd o schyłku naszej cywilizacji. Nadmierne zamrażanie zasobów w rękach garstki osób jest tylko jednym z wielu toksycznych zjawisk o tym stanowiących. No i nie myślę, że jesteśmy jakąś tam pomyłką, jesteśmy raczej eksperymentem, dosyć okrutnym eksperymentem.

...potrzebna jest praca" - a do pisania podobnie jak powyższy frapujących tekstów wystarczy mniej lub bardziej świadomie odfrunąć, w stronę choćby i najbardziej skompromitowanej utopii czy fantazmatu - klienci się znajdą, wszak nie brakuje głupców i naiwnych, ale czegóż prócz wierszówki red. Woś się po swej publicystyce spodziewa?... ja nie mam pojęcia, on chyba też nie

"Gdy następnym razem usłyszycie, jak ktoś mówi „zarobiłem” albo „moje pieniądze”, to wytłumaczcie mu, że mija się z prawdą" Rzecz jasna - odjąłem od ust p. Wosiowi;-) W przeciwieństwie do p. Wosia na umowie o dzieło w redachcji On - rzecz jasna - po wypłacie rzuca pieniądze na ulicę jak ten poborca u Bułhakowa

A ja pierwszy raz zgadzam się z p. Wosiem, natomiast Pan @q-ku niestety, nie zdołał przeczytać tekstu uważnie.

red. Woś dziś chce dzielić majątek najbogatszych - jestem przekonany, że nawet mu do głowy nie przyszło, że gdyby nie oni, nie byłoby czego dzielić - i tak przy okazji się zastanawiam, czy red. Woś zostawi nam po sobie c o k o l w i e k do podziału? cóż takiego w publicystycznym pocie czoła wypracuje [zawdzięczając rzecz jasna swe sukcesy milionom uciśnionych oraz wynalazcom koła i żarówki], jaki kapitał w spadku po sobie zostawi nasz dzielny pracuś? - bo póki co najbardziej smakuje mu c u d z e, choć rzecz jasna wstydzi się ten apetyt po imieniu nazwać

Być może ludzkość powinna zacząć myśleć… ale nie zacznie. Nie jestem też na tyle naiwny by wierzyć, że kolejne pokolenia zaczną uczyć się na błędach swych rodziców. My tego nie robiliśmy, dzieci nasze tego nie robią i nie będą tego robiły wnuki … . Przesłania są dobre dla polityków, oni lubią ten klimat. Tych przesłań mamy na pęczki, od praw dzieci do człowieka jako podmiotu wszystkich naszych działań. Psu na budę to się nawet nie zda.

Osobiście jak żyję nie widziałem jeszcze zaharowanego wymęczonego pracą bogacza, ale widywałem już zaharowanych u kresu sił biedaków. Zatem lenistwo nie jest przyczyną biedy, a pracowitość nie jest gwarancją majętności. Litujemy się nad depresjami, adhd i innymi dolegliwościami utrudniającymi odnalezienie się w życiu społecznym i nikomu nie przychodzi na myśl, że brak umiejętności "bogacenia" się też jest formą choroby niezależną od człowieka? Zatem zasadnym jest pytanie czy bogacz faktycznie "zarobił" czy też po prostu raczej "wygrał"? Zarobić to jak na mój gust można na dobry samochód, ale na samolot tu już trzeba "zdrowo namieszać" i nie tyle pracowitość ile raczej pomysłowość jest tu istotna. Potem rodzi się pytanie do jakiego stopnia ta "pomysłowość" jest zasługą i prawem do bogactwa? a do jakiego stopnia jest wyzyskiem, a często oszustwem wobec drugiego? Nie jest prawdą, że regulują to jakieś tam procesy naturalne, czy "wolny rynek". Wolny rynek to relikt przeszłości, umarł wraz z nastaniem ery korporacji. Powstał pewien system. Kto ma odpowiednie zasoby inwestycyjne i potrafi wykorzystać system staje się bogiem. A jak wiadomo boskość deprawuje. Na dłuższą metę to nie skończy się dobrze. Tym bardziej, że system jest nastawiony na rywalizację wewnętrzną i preferuje osoby potrafiące "być lepsze" o innych. Nie jestem pewien czy system jest w stanie być mobilny wobec zagrożenia zewnętrznego? takie zagrożenie jest mu kompletnie obce i najprawdopodobniej go (czyli i nas) po prostu unicestwi.

...czy b o g a c e n i e się ma być wg Pana obowiązkowe?? konieczne niby do czego??... nie przychodzi mu do głowy, że dla wielu samo w sobie bogacenie się to patologia, deformacja życia i jego ślepa uliczka??... nie widział Pan ponoć zapracowanego bogacza - a czy pomyślał o tym, że może ciężko pracował zanim się wzbogacił, a teraz odpoczywa?...
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]