Reklama

Czterdzieści milionów

Czterdzieści milionów

26.03.2007
Czyta się kilka minut
Projekt europejskiego traktatu konstytucyjnego mówi o "jedności w różnorodności. Dla większości Europejczyków słowa te nie mają specjalnego znaczenia. Są jednak miliony takich, dla których znaczą one wiele: to przedstawiciele narodów nieposiadających własnych państw. Z ich punktu widzenia integracja to furtka, przez którą chcieliby realizować swoje aspiracje.
C

Coraz więcej narodów, które w XVIII i XIX w. znalazły się na terytorium krajów rządzonych przez inne narody, żąda dziś uznania etnicznej, historycznej, kulturowej odrębności. Katalończycy, Baskowie, Szkoci czy Walijczycy - wszyscy oni, choć wchodzą w skład określonych państw, nie identyfikują się z nimi. Międzynarodowy klimat sprzyja ich aspiracjom. W wyniku globalizacji punkt ciężkości przenosi się z państwa narodowego na struktury ponadpaństwowe. Rządy zrzekają się części kompetencji na rzecz organów ponadnarodowych. Te procesy przyczyniły się do renesansu nacjonalizmów. Czy narody bez państw mogą się stać nowymi aktorami na europejskiej scenie politycznej?

Eric Hobsbawm był krytykiem "nowych nacjonalizmów Europy": uzasadniał, że era, gdy nacjonalizm był czynnikiem integrującym i emancypującym, dawno minęła. Pogląd ten wpisuje się w propagowany np. przez USA międzynarodowy system stygmatyzowania nacjonalizmów, które należy zwalczać, gdyż zagrażają porządkowi światowemu. Do tych "szatańskich grup" zaliczano walczących o niepodległość Kurdów, Czeczenów czy Zulusów. W ostatnich latach szatański nacjonalizm został przemianowany na szatański terroryzm, jednak obraz grup narodowościowych dążących do niepodległości jest w świadomości społecznej kojarzony z wojnami na Bałkanach czy Kaukazie. Ten obraz stał się też narzędziem w rękach przeciwników emancypacji politycznej "narodów bez państw". Przywoływanie obrazu konfliktów końca XX w. i odmalowywanie jak najczarniejszych scenariuszy przyszłości jest zabiegiem propagandowym, mającym demonizować dążenia "narodów bez państw".

Jest jednak faktem, że agresywny nacjonalizm to często wynik niepowodzenia w dążeniach jakiegoś narodu do ustanowienia politycznego bytu lub wydostania się spod okupacji innego kraju. Przykładem terroryzm ETA czy IRA. O fanatyzm w nacjonalizmie nietrudno, gdy bycie lub niebycie narodem jest kwestią w dużej mierze uczuć i emocji. Uznanie, czy ma się do czynienia z językiem czy dialektem, narodem czy grupą etniczną, jest płynne i nie zależy tylko od obiektywnych kryteriów, lecz także od woli politycznej.

Bo uznanie jakiejś grupy za naród ma polityczne konsekwencje, wynikające z założenia, że naród posiada prawo do samostanowienia. Dlatego w użycie weszła masa eufemizmów, które mają służyć do unikania niebezpiecznego słowa na "n", z popularnymi w Hiszpanii "historycznymi rzeczywistościami narodowymi" na czele. Uznanie grupy za naród oznacza również budowanie struktur państwowych, a jeśli takowych nie ma, prawo do autonomii, która może prowadzić do niepodległości.

"Narody bez państw" mogą prezentować różne postulaty: od uznania ich tożsamości i kultury po żądanie secesji i utworzenia osobnego państwa. Często istotny jest też czynnik niezadowolenia ekonomicznego i postrzegania państwa jako przeszkody na drodze do rozwoju narodu. Bogate Katalonia czy Szkocja skarżą się, że rządy centralne czerpią zyski z ich podatków, nie inwestując w ich rozwój. Regiony biedne, jak Korsyka, obwiniają państwo za swój niedorozwój. Najwyższym zaś stopniem możliwej do uzyskania autonomii - bez konieczności uciekania się do secesji - jest federacja; dziś przykładami takiego rozwiązania są Kanada i Belgia. Dodatkową szansą dla emancypacji politycznej "narodów bez państw" jest sukces ekonomiczny. Trudno domagać się szerszej autonomii, gdy rozwój regionu w dużej mierze zależy od subsydiów od rządu centralnego. Dotacje stanowią tu broń w rękach państwa; cięcia mogą działać jak straszak na tych, którzy chętnie widzieliby swój region jako niezależną strukturę. W ten sposób pieniędzy użył rząd brytyjski, który w chwili powstania parlamentu szkockiego zmniejszył dotacje dla regionu.

Ostatnim scenariuszem jest ten wykluczający każde, najsłabsze nawet uznanie różnorodności kulturowej państwa. Regionalne języki i kulturowa odrębność w najlepszym przypadku są ignorowane lub przedstawiane jako symbol przeszłości i folklor; w gorszym scenariuszu odrębnym kulturowo i etnicznie grupom odmawia się prawa do istnienia. Polityka państwa opiera się na tej odmowie i represji. W takiej sytuacji są dziś Kurdowie; kiedyś, za dyktatury Franco, byli Baskowie i Katalończycy.

***

Choć ojcowie założyciele Wspólnoty Europejskiej byli tradycyjnie głęboko antynacjonalistyczni, Unia Europejska paradoksalnie przypadła do gustu wielu nacjonalistom. Uczestnicy V Zjazdu CONSEU (Konferencja Narodów Bez Państw Europy) pozytywnie przyjęli ogólne założenia Traktatu Konstytucyjnego, który zakłada różnorodność jako jedną z podstawowych zasad Unii i afirmuje zasadę niedyskryminacji, szczególnie w sferach kultury i języka. Aureli Argeni, dyrektor Centre Internacional Escaure per les Minories Etniques i les Nacios, interpretuje te założenia jako podstawę demokracji i chęć przeciwstawiania się unifikacji. Podkreśla jednak, że wszystko, niestety, kończy się na ogólnych wytycznych: - Dokument nie zawiera informacji o językach mniejszości narodowych, zawężając listę jedynie do języków państwowych. Nie wspomina o narodach bez państw. Postrzegamy go jednak jako krok w dobrą stronę, bo pokazuje, że w Europie rozpoczynamy debatę nad jej nowym kształtem - mówi w rozmowie z "TP".

Idea integracji europejskiej wpłynęła na kształt politycznych aspiracji "narodów bez państw". Większość z nich nie domaga się już oddzielnych państw w klasycznym XIX-wiecznym wydaniu. Szkocka Partia Nacjonalistyczna, walijski Plaid Cymru, Ruch Bretoński czy flamadzka Volksuni szukają nowych rozwiązań polityczno-administracyjnych pasujących do przemian, jakie następują w Europie i uznają Unię Europejską jako drogę do autonomii. Najbardziej radykalni zwolennicy niezależności Katalonii domagają się wprawdzie niepodległości swojego regionu, ale równocześnie nie dążą do utworzenia osobnego państwa w klasycznym rozumieniu. Poszukują oni rozwiązań politycznych, które wpisywałyby się w nową rzeczywistość.

***

W Europie dla ponad 40 mln osób język ojczysty różni się od tego, który promuje rząd terytorium, na jakim przyszło im żyć. Dla wielu Europejczyków nie ma znaku równości między tożsamością narodową a obywatelstwem. Oto opowieści o niektórych z tych narodów.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]